Menu
Ameryka Północna / Georgia / USA / Video

“Smażone zielone pomidory” .

Smażone zielone pomidory

Smażone zielone pomidory.

Esencją książki Fannie Flagg pt. “Smażone zielone pomidory” jest przyjaźń między  kobietami na przełomie wieków w małym miasteczku w Alabamie.  Ale filmowy Whistle Stop znajduje się w Georgii, na południe od Atlanty.

Wiedziałam tylko tyle, że w Juliette działa restauracja, która serwuje smażone zielone pomidory, a znalazłam się w  scenerii wyjętej żywcem  ze starych amerykańskich filmów.  I bardzo mi się to podobało.

Smażone zielone pomidory.

Whistle Stop.

Inspiracją do napisania powieści, była prawdziwa restauracja prowadzona przez Bess Fortenberry, cioteczną babkę autorki w Alabamie. Naprzeciwko stał dwupiętrowy dom, w którym wychowała się  liczna gromadka dzieci. Fannie bardzo często odwiedzała Irondale i uwielbiała smażone zielone pomidory.

“Dziwne, ale postacią pierwszoplanową w “Smażonych zielonych pomidorach” jest restauracja i miasteczko. Myślę, że w powieści, miejsce jest równie ważne jak ludzie. (Fannie Flagg.)”

Od matki i babci usłyszała wiele pięknych historii o mieście, w którym wszyscy kochali Bess. Kilkadziesiąt lat później, po śmierci ciotki, otrzymała pudełko po butach z  sentymentalnymi pamiątkami. Fannie zastanawiała się, dlaczego właśnie ona została nimi obdarowana, zrozumiała, że ciotka chciała, by o niej napisała. Autorka wykorzystała tę scenę w książce.

“Fried Green Tomatoes at the Whistle Stop Cafe”, po polsku “Smażone zielone pomidory”. została wydana w 1987 . Po sukcesie książki Fannie napisała scenariusz do filmu, który był nominowany do dwóch Oscarów.

Kobiety w “Smażonych zielonych pomidorach.

Dwa główne wątki rozgrywają się w różnych płaszczyznach czasowych.  Idgie i Ruth w latach 30-tych,  oraz Evelyn i Ninny w latach 80-tych. A jednak pozycja  kobiet w obu światach wydaje się być podobna.

Kobiety miały jedyną akceptowaną ścieżkę w życiu:  wyjść za mąż i zostać matką.  Idgie była zakochana w Ruth, która wpadła w łapy okrutnego człowieka. Evelyn również zrobiła to, czego od niej oczekiwano, jednak pełna uległości postawa pozbawiła ją marzeń i szacunku męża. Tylko dla Ninny małżeństwo było  bezpieczeństwem i oparciem, ale niestety pochowała męża trzydzieści jeden lat temu.

Idgie pomaga Ruth w ucieczce z małżeństwa pełnego przemocy. Kolorowa kucharka Sipsey podziwia i kocha Ruth, kiedy trzeba, nie waha się dla niej zabić.

Wszyscy są pełni współczucia i nie wystraszy ich nawet Ku-Klux-Klan, kiedy trzeba nakarmić bezdomnych. Miłość do ludzi, to powód niesłabnącej popularności i książki i filmu.

Evelyn i Ninny.

Smażone zielone pomidory.

“Co niedziela, w dniu odwiedzin, Ed Couch i jego matka, Duża Mama, przez całe popołudnie siedzieli w jej zagraconym, malutkim pokoiku i patrzyli na telewizję. Dzisiaj Evelyn pomyślała, że jeżeli natychmiast stamtąd nie wyjdzie, zacznie krzyczeć.”

Kiedy Evelyn poznała Ninny w Domu Opieki,  była tak przygnębiona, że rozważała samobójstwo. Ninny swoimi opowieściami z przeszłości nadała jej myślom nowy kierunek. Evelyn również uratowała Ninny przed samotną starością , stając się jej przybraną córką.  Uwielbiam ten moment, kiedy w ignorowanej przez męża Evelyn budzi się kobieca siła- Towanda.

Aktorki.

Jessica Tandy ( Ninny) mając 80 lat, otrzymała Oscara za pierwszoplanową rolę w filmie „Wożąc panią Daisy”, opartą na powieści Fanny Flagg. Stała się najstarszą laureatką nagrody w historii. Dwa lata później zdobyła nominację za drugoplanową rolę w filmie “Smażone zielone pomidory.

Kathy Bates (Evelyn) zaledwie rok wcześniej dostała Oscara za rolę pierwszoplanową w “Misery”, ekranizacji powieści Stephena Kinga. Pokonała wtedy Julię Roberts (Pretty Woman) i Meryl Streep (Pocztówki znad krawędzi).

Stan ducha Evelyn.

“Kiedyś była dziewicą, by jej nie wyzywano od puszczalskich i dziwek; wyszła za mąż, by jej nie wyzywano od starych panien; udawała orgazm, by jej nie wyzywano od oziębłych; urodziła dzieci, by jej nie wyzywano od bezpłodnych; nie została feministką, by jej nie wyzywano od dziwaczek nienawidzących mężczyzn; nigdy nie narzekała i nie podnosiła głosu, by jej nie wyzywano od zrzęd…”

“Organizacja, do której się zwróciła, uważała, że kobiety mogą osiągnąć całkowite szczęście, jeżeli poświęcą całe życie uszczęśliwianiu swych mężczyzn. Przewodnicząca poinformowała je, że wszystkie te bogate kobiety, które osiągnęły sukces i wyglądają na takie szczęśliwe, są w istocie potwornie samotne i nieszczęśliwe i w cichości serca zazdroszczą im rodzinnych świąt. Trudno jej było sobie wyobrazić, że Barbara Walters mogłaby rzucić wszystko dla Eda.”

” Oczywiście, chociaż nie była wierząca, pocieszające dla niej było to, że Biblia popiera pozycję kobiety jako podnóżka. Czyż święty Paweł apostoł nie powiedział, że kobiety nie powinny uzurpować sobie prawa do sprawowania władzy nad mężczyznami, a mają jedynie milczeć? “

Biograficznie.

Fannie Flagg wspomniała w wywiadzie, że jej gnębiona w małżeństwie mama, marzyła o tym, żeby zostać konsultantką kosmetyków Mary Kay. To coś, co mogą robić kobiety, które spędziły życie na opiekowaniu się rodziną. Niestety zachorowała i zmarła.

Dlatego autorka dała taką szansę Evelyn.  W nagrodę za świetne wyniki dostała różowego cadillaca, co było marzeniem mamy Fannie Flagg.  Od 1969 roku firma posiada taką tradycję, z lekka zmieniając zasady.

“Uświadomiła sobie, że jej życie stało się nie do zniesienia. Co rano udawała sama przed sobą, żeby tylko jakoś przebrnąć przez kolejny dzień. Mówiła sobie, że dzisiaj wydarzy się coś cudownego… że kiedy zadzwoni telefon, odbierze dobrą wiadomość, która zmieni jej życie… albo że w skrzynce na listy znajdzie jakąś niespodziankę.”

Zawsze jednak przychodziły same reklamówki, telefon dzwonił pomyłkowo, a kiedy rozlegało się pukanie, to sąsiad czegoś potrzebował. Cicha histeria i straszna depresja zaczęły się, kiedy uświadomiła sobie, że nic się nigdy nie zmieni, że nikt nie przyjdzie, żeby ją stąd zabrać.

Zaczęła się czuć tak, jakby była na dnie studni i krzyczała, lecz nikt nie mógł jej usłyszeć. Długie, szare noce i szare poranki następowały po sobie bez końca. Uczucie porażki przetaczało się po niej niczym 250- kilowa fala. “

Juliette.

Miasteczko zaczęło się rozwijać po zbudowaniu linii kolejowej, a jego nazwa pochodzi od imienia córki inżyniera, Juliette McCracken.  McCracken to również nazwa głównej ulicy biegnącej dziś przez Juliette.

Whistle Stop Cafe.

Budynek który widzimy, został zbudowany w 1927 roku.  Edward L. Williams  prowadził tam sklep przez 45 lat. Sprzedawał artykuły spożywcze, zszywki, benzynę, paszę dla bydła, leki, odzież i sprzęt, „wszystko od kołyski po grób™. Aż w 1972 powiedział “mam już dość”.

Pociągi przestały jeździć, przemysł bawełniany upadł w latach 50-tych, a Juliette zaczęło się zapadać. Dokładnie tak, jak te domy. Właściciele zostawili nawet samochód, a w środku zniszczone meble.

Z tych samych powodów filmowa Whistle Stop Cafe zakończyła działalność w 1969 roku.

Pochodząca z  Juliette Frankie Williams powiedziała, że ​​pamięta filmowanie tak jak wczoraj.
„Robili sceny, w których pokryli nasze ulice błotem i nawet nie można było powiedzieć, że mamy chodnik, to przywróciło nasze miasto do życia”.

Pojawienie się ekipy telewizyjnej było takim samym ratunkiem, jak kiedyś założenie linii kolejowej.  28 lat po premierze filmu miasteczko wygląda jak na początku XX wieku. Zaglądają tu turyści i ludzie lubiący południową kuchnię, mimo, że Juliette jest położone 10 mil od autostrady.

Iddie i Ruth.

We wczesnych latach trzydziestych Idgie i Ruth otworzyły restaurację i wprowadziły się do dobudowanego pokoiku.  To miejsce stało się centrum spotkań społeczności, oczywiście białej społeczności w czasach podporządkowania kobiet i ostrej segregacji rasowej.

Przekroczyły przestrzeń wyznaczoną dla kobiet, a także pomagały  uciskanym kolorowym i biednym włóczęgom, w okresie Wielkiego Kryzysu.

“Idgie z Ruth nigdy sobie nie sprawiły kasy. Pieniądze trzymały po prostu w pudełku po cygarach Roy Tan i z niego wydawały resztę.
Na kontuarze stały chipsy ziemniaczane, na półce leżały siodła, tytoń do żucia, przynęta na ryby i małe fajeczki z kaczana kukurydzy. Idgie otwierała kawiarnię o brzasku, a zamykała ją dopiero, jak mówiła, „kiedy ostatni klient zwalił się pod stół”.

Poznajemy  historię czarnych  bohaterów: Sipsey, jej syna George’a, jego żony Onzell i ich dzieci. To pozwala ocenić rozmiar rasizmu na początku XX wieku.

“Panienko Idgie, będzie ze dwa miesiące, jak ja i chłopaki ze stacji codziennie czujemy, jak się piecze u pani pieczeń, i mało od tego nie zwariujemy, i tak żeśmy się zastanawiali, czy by pani nam nie sprzedała trochę kanapek z tą pieczenia.
Mam forsę. Idgie westchnęła i pokręciła głową. — Coś ci powiem, Ocie. Wiesz, że gdyby to zależało ode mnie, wpuściłabym was przez frontowe drzwi i posadziła przy stole, ale wiesz, że nie mogę tego zrobić. — Tak, psze pani. — W miasteczku jest banda, która by mi w jednej chwili spaliła dom, a ja przecież muszę z czegoś żyć. — Tak, psze pani, przecie wiem. — Wróć na stację i powiedz chłopakom, że jakby czegoś chcieli, to niech przyjdą pod kuchenne drzwi.”

Niepokorna.

“Słuchaj no, Idgie, dobrze wiesz, że nie powinnaś sprzedawać jedzenia tym czarnuchom. W mieście jest paru chłopców, którym nie bardzo się to podoba. Nikt nie chce jeść w tym samym miejscu co czarnuchy. Po prostu nie powinnaś tego robić.
Po tamtym dniu jedyna rzecz, jaka się zmieniła, dotyczyła menu wiszącego na tylnych drzwiach: wszystko było o pięć albo dziesięć centów tańsze.  Filet z oposa… żeberka tchórza… koźlęca wątróbka z cebulką… pudding z ropuchy i paszteciki z sępa w sosie.
Pewna nic nie podejrzewająca para, która przyjechała na kolację aż z Gate City, przeczytała menu i rzuciła się do ucieczki, kiedy Idgie otworzyła drzwi i krzyknęła za nimi: „Prima aprilis!”

Przepis na smażone zielone pomidory.

Składniki:

1 lekko rozbite jajko, 4 łyżki stołowe mąki, pszennej, 1/2 szklanki maślanki, 1/2 szklanki mąki kukurydzianej, 1 łyżeczka soli, 1/2 łyżeczki pieprzu, 3 zielone pomidory.

Wykonanie.
Wymieszać jajko i maślankę. W misce połączyć obie mąki, sól i pieprz.
Pokrojone w plasterki pomidory o grubości 1 cm.  obtoczyć w mące pszennej ( dodatkowe 4 łyżki), zanurzyć w mieszance jaj, a następnie w wymieszanych mąkach.

Wlać olej na głębokość ok. 1 centymetra na dużej żeliwnej patelni. Mocno rozgrzać i smażyć partiami przez 2 minuty z każdej strony, do uzyskania złotego koloru. Osuszyć na papierowym ręczniku.

Są pyszne! Były pikantne, o zaskakującym, lekko kwaśnym smaku. Tym razem się poświęciłam, bo mi wytykano, że mrówek w Kolumbii nie jadłam ani świnek morskich w Peru. To co ludzie mieli na talerzach wyglądało smakowicie, ale nie jesteśmy fanami południowej kuchni, gdzie wszystko się smaży w głębokim tłuszczu. Jedynie BBQ jest niepowtarzalne.

W menu widzimy Bennett’s Pulled pork, kto oglądał film, ten pamięta, że sekret tkwi w sosie. Symboliczny grób Benneta, męża Ruth znajduje się na tyłach restauracji.

“Wnętrze kawiarni jest tym, czego można oczekiwać od domu twojej prababci, twierdzi właścicielka. Jesteśmy gościnnymi ludźmi z Południa, próbującymi zarabiać na życie”.

A ja westchnęłam z ulga, że nareszcie jest jak na filmach, małe miasteczko i knajpka, w której wszyscy się gromadzą.

Opals beauty shop.

Na ścianie wisi tabliczka, a mi natychmiast przypomina się ten fragment:

Opal, żona Juliana, wynajęła budynek dwa numery od mojej poczty i otwiera tam własny salon piękności. Do tej pory czesała klientki w kuchni, ale Julian powiedział, żeby przestała, bo przez tylne drzwi codziennie wchodziło i wychodziło tyle kobiet, że jego kury przestały znosić jajka.

Smokey Samotnik.

Ten rok był szczególnie ciężki. Nocami lasy wokół Whistle Stop jarzyły się od ognisk w obozach włóczęgów i nie było ani jednego człowieka stamtąd, którego Idgie i Ruth by nie nakarmiły.

Tamtego ranka Smokey Phillips jechał towarowo-pasażerskim pociągiem z Georgii na Florydę. Od dwóch dni nic nie miał w ustach, lecz przypomniało mu się, że znajomy, Elmo Williams, powiedział mu, że tuż pod Birmingham dwie kobiety prowadzą lokal, gdzie zawsze można dostać coś na ząb.
Po drodze parę razy widział nazwę tej kawiarni wypisaną na ścianach wagonów towarowych, więc kiedy zobaczył tablicę WHISTLE STOP, ALABAMA, wyskoczył z pociągu.
Kawiarnię znalazł tuż za torami — tak jak mu wytłumaczył Elmo. Był to mały, zielony budynek z zielono-białą markizą pod znakiem Coca-Coli, z napisem WHISTLE STOP CAFE. Zaszedł od tyłu i zapukał do siatkowych drzwi.
W środku mała, czarna kobieta smażyła kurczaka i kroiła zielone pomidory. Spojrzała na niego i zawołała: — Panienko Idgie!

Przeleciał z łoskotem pociąg towarowy, a syrena zawyła tak, że się rozejrzałam, czy jacyś Indianie nie nadciągają. Brzmi zupełnie inaczej niż polskie sygnały. Na torach zginął ukochany brat Idgie.

Miłość.

Mary-Louise Parker ( Ruth) i Mary Stuart Masterson ( Idgie) podobnie jak Fannie Flagg były za tym, żeby pokazać w filmie lesbijski charakteru ich związku. Jednak reżyser Jon Avnet i producenci filmu uczynili z Ruth narzeczoną brata Idgie, a z zakochanych kobiet, przyjaciółki.

“To opowieść o miłości i przyjaźni. Seksualność jest nieważna. W książce wszystkie relacje są bardzo bliskie, a ludzie mogą wyciągać dowolne wnioski. Na to liczysz, pisząc książkę. ” (Fannie Flagg)

Nie miała zielonego pojęcia, dlaczego pragnie być z Idgie bardziej niż z kimkolwiek na świecie, a jednak tak było. Modliła się i płakała, ale nie dostała żadnej odpowiedzi poza tą, że ma wracać do domu i poślubić Franka Bennetta, młodego mężczyznę, z którym była zaręczona, że ma postarać się zostać dobrą żoną i matką.

Każde spojrzenie i kontakt fizyczny w filmie, każda cisza, wyraża ich miłość. Bez pocałunków, ale z  romantyczną  intensywnością między dwiema bohaterkami.

Z takich wskazówek możemy wywnioskować, że Ruth i Idgie są lesbijkami. Na przykład, Idgie ubiera się tylko w męskie ubrania, Ruth tylko w damskie.

Bank po drugiej stronie posiadał tylko front. Dopiero po zakończeniu filmu powstał prawdziwy budynek.

Opry House otwierany jest na specjalne okazje, jak np. Festiwal zielonych pomidorów. W tym czasie na patelni ląduje ponad 600 sztuk zielonych pomidorów. Chciałabym się tam wybrać w ostatni weekend października.

Zaklinaczka pszczół.

Zaklinaczka pszczół zostawiła miód przy grobie Ruth.

Idgie, która była boso, ruszyła w stronę wielkiego dębu i w połowie drogi zatrzymała się, by sprawdzić, czy Ruth patrzy. Kiedy była jakieś trzy metry od drzewa, znowu się upewniła, czy Ruth patrzy. I wtedy zrobiła coś zdumiewającego. Bardzo powoli, cicho mrucząc, podeszła na palcach do drzewa i włożyła rękę ze słoikiem do dziupli w samym środku pnia.
Nagle Ruth usłyszała jakieś bzyczenie i w jednej chwili niebo poczerniało, gdy z dziupli wyfrunęła horda rozwścieczonych pszczół. W ciągu paru sekund Idgie od stóp do głów pokryła się tysiącami pszczół. Po minucie ostrożnie wyjęła rękę z dziupli i powoli ruszyła z powrotem do Ruth, wciąż mrucząc.
Kiedy wróciła na miejsce, niemal wszystkie pszczoły odleciały i czarna postać przemieniła się w Idgie, szczerzącą zęby od ucha do ucha, ze słoikiem dzikiego miodu w ręce. Podała go Ruth. — Proszę, madame, to dla pani.

To jedna z nielicznych powieści, którą doskonale przerobiono na film. Kiedy po powrocie z naszej wycieczki czytałam jeszcze raz książkę,  przed oczami przebiegały filmowe postaci. Deszczowe Juliette w bujnej zieleni bardzo nas zauroczyło.

Czy udało mi się przywołać Wasze wspomnienia?  Jeśli ktoś nie czytał, gorąco polecam książkę. Nie jest wybitnym dziełem, ale się nie zestarzała tak jak film. Przy wybitnych dziełach nie da się tak wzruszyć i tęsknić za swoimi przyjaciółkami. Wybieram się na festiwal smażonych pomidorów, napiszę jak było.

38 komentarzy

  • Małgosia z Akacjowego Bloga
    24 kwietnia 2019 at 7:42 PM

    Przeczytałam post z zapartym tchem. Książka i film bardzo mi się podobały. Miasteczko jest jak sceneria wyjęta z filmu. Mam ochotę odświeżyć sobie pamięć dzięki temu wpisowi. Marylko-bardzo ciekawie wszystko pokazałaś i opisałaś. Dzięki Tobie odbyłam podróż śladem ludzi, których historia bardzo mnie wzruszała. Dziękuję i pozdrawiam

    Reply
    • Maria Kowalewski
      24 kwietnia 2019 at 10:27 PM

      To co zastaliśmy, było bardzo przyjemnym zaskoczeniem. Przewodnik po Georgii pokazywał tylko restaurację. A tam plynęła rzeka jak w filmie, był mostek nad torami, tama przy młynie wybudowanym w 1927 roku. Było tak duzo samochodów, że obawiałam się, czy uda się zrobić zdjęcia, w dodatku padało. Ale pojechali w końcu a deszcz był ciepły. W starym banku był sklep z pamiątkami, w włączonym telewizorze leciały “Smażone zielone pomidory”. Kupiłam sobie T-shirta ze stosownym napisem. Starszy pan słysząc obcy język zapytał skąd przyjechaliśmy, zrobiłam mu przyjemność i powiedziałam, że z Polski. Rozpromienił się, bo wczoraj był ktoś z Brazylii, a wcześniej z Izraela, domyślam się, że dołączymy do listy. Te stare domki, to w większości sklepiki.
      Po powrocie zaczęłam czytać książkę i świetnie się bawiłam, aż żal było kończyć. Kierowałam wpis do osób, które temat znają, dlatego taka forma. Dziękuję Ci za życzliwy komentarz Małgosiu i serdecznie pozdrawiam.

      Reply
  • Joanna
    25 kwietnia 2019 at 2:05 PM

    Tak, to ludzie tworzą miejsca ☺️ Cudowne miejsce i jeszcze wspanialsze zdjęcia. Uwielbiam takie amerykańskie małomiasteczkowe klimaty. W kinie także. Mam nadzieję zobaczyć to miejsce na własne oczy i poczuć ten klimat na własnym ciele i… duchu.

    Reply
    • Maria Kowalewski
      25 kwietnia 2019 at 2:28 PM

      Coraz trudniej o takie klimaty, ale jak się tylko zjedzie z autostrady, widać romantyczne domki z werandami na wielkich przestrzeniach i wtedy głowa mi lata dookoła. Jednak całe miasteczko w klimacie ze starych filmow, ktore nie jest skansenem, to już rzadkość. Dziekuję za wizytę i pozdrawiam:)

      Reply
  • Irena -Hooltayewpodrozy
    25 kwietnia 2019 at 2:49 PM

    Książkę przeczytałam dawno temu, ale film wręcz pochłonęłam.Wspaniałe role,wspaniały scenariusz.
    Opisałaś to tak przepysznie, jak przepysznie muszą smakowac zielone,smażone pomidory-).Zresztą smażonych nigdy nie jadłam,ale jest taka odmiana.Kolor ma ciemnozielony i smakuje wybornie. Ale w tym filmie chyba chodzi o zwykłe zielone pomidory.
    Miasteczko z wyjątkowym klimatem, czułam się czytając Twój post i oglądając zdjęcia, jakbym żyła w tamtych czasach.
    Fajnie się przenieśc w czasie.
    Umiesz czarowac Marylko!
    Sprawiłaś mi tym wpisem ogromną przyjemnośc.
    Serdecznie pozdrawiam-)

    Reply
    • Maria Kowalewski
      25 kwietnia 2019 at 3:18 PM

      Wiesz Irenko, dla mnie było odkryciem to, że podobni ludzie naprawdę istnieli. Na końcu książki, po śmierci Ninny, Evelyn otwiera pudełko, w którym sa nekrologi, trochę zdjęć, menu z restauracji, przepisy, tylko tyle zostaje po człowieku, zycie zamknięte w pudełku. Taki sam pożegnalny prezent dostała autorka. Poza tym ta historia uczy walczyć o siebie i tego, że nie warto się poświęcać, a już na pewno nie dla mężczyzny. a o siebie zawalczyć można zawsze, w każdym wieku. Miasteczko jak marzenie. Dzięki za miły odbiór, lubię się dzielić swoimi fascynacjami. Pozdrawiam serdecznie.

      Reply
  • Olga Jawor
    26 kwietnia 2019 at 5:24 AM

    Marylko – post perełka! Kto wie, czy nie najlepszy ze wszystkich, jakie u Ciebie czytałam. Twoje piękne zdjęcia wspaniale ilustrują opowieść o tamtych kobietach, o restauracji, o tamtych czasach. Jednak tym, co przejęło mnie najbardziej są świetnie dobrane cytaty z książki i Twoje celne, ujmujące istotę rzeczy komentarze. Ten post zmusza do namysłu nad sobą, nad związkami łączącymi znane mi kobiety z innymi kobietami albo z mężczyznami, nad powtarzalnością pewnych schematów, w które wchodzimy niezależnie od czasów i miejsc, w jakich przyszło nam żyć, nad odwagą bycia sobą i wynikajacą z niej moca, nawet gdyby świat sie z nas śmiał, chciał tę odwagę umniejszyć i zniszczyc. .
    Idgie i Ruth miały wielkie szczęście mogąc trafić na siebie, wspierać sie i przyjaźnić się, mogąc pracować razem ramię w ramię, dając sobie przy tym poczucie ważności i bezpieczeństwa. Każda chyba kobieta potrzebuje mieć przy sobie taką bliską duszę. Kogoś, przy kim można być sobą, nie bać sie niczego, otwierać sie bez żadnych oporów i wątpliwości, wymieniać sie uczuciami, emocjami, przemyśleniami. Dopełniać sie wzajemnie.
    Jeszcze raz czytam cytaty – świetne, świetne! Zwłaszcza ten o cichej depresji co dnia i o tym, że nikt nie przyjdzie aby nieszczęsną z niej uratować. Ileż kobiet może przejrzeć sie w tym cytacie jak w lustrze…
    Dziękuję Marylko za tę ucztę dla duszy i dla oczu.
    Pozdrowienia serdeczne Ci zasyłam znad porannej kway!:-)*

    Reply
    • Maria Kowalewski
      26 kwietnia 2019 at 11:32 AM

      Kochana Ola, dziękuję:) Odpowiadam kilka godzin pozniej rwnież znad porannej kawy. Ale To Fannie Flagg napisała te celne zdania, w których tyle z nas może się przejrzeć. Uwielbiam takie przygody, które zaczynają się od wycieczki a kończą duchową wyprawą w świat ludzkich emocji. Jest jeszcze jedno zdanie, które silnie na mnie podziałało. Idgie po śmierci brata.
      “Nigdy nie płakała. Za bardzo cierpiała, żeby płakać… Wiesz, serce może pęknąć, ale i tak bije dalej.”
      Evelyn po śmierci matki:
      “Nie, to nie śmierci się bała. Bała się własnego życia, które zaczynało jej przypominać tamtą szarą poczekalnię na oddziale intensywnej terapii.”
      Taka przyjazn pozwala zaakceptować samą siebie, a to już prosta droga do uzdrowienia i zmiany swojego życia. Ciężko jest wyzwolić się od oczekiwań innych, ale w końcu już nie ma nic do stracenia, albo życie wyglądające jak szara poczekalnia, albo chociaż mała zmiana, która otworzy wiele możliwości. Autorka w krótkiej powieści zawarła tyle tematów:eutanazja ( umierająca Ruth), rasizm, związek homosualny, przemoc domowa.
      A ja znam jeszcze jedna wspaniałą autorę, która potrafi pisać o emocjach może jeszcze lepiej niż Fannie Flagg, nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę wydaną Twoją książkę Olu. Pozdrawiam serdecznie:)

      Reply
      • Akacja
        27 września 2019 at 6:07 PM

        Ależ pasjonująca historia! Film lubię, a miasteczko cudowne! Niesamowite jest znaleźć się w filmowej scenerii. Sama mieszkam w Górach Izerskich, gdzie kręcono Wiedźmina, a Lubomierz z Samych swoich leży 20 km od mojego domu.

        Reply
  • Olga Jawor
    27 kwietnia 2019 at 6:58 AM

    Marylko, mam to samo z wycieczkami, które pozostawiają po sobie cos wiecej poza poczuciem obcowania z pięknem, wyjątkowoscią czy kawałkiem historii. Bardzo cenię takie wyprawy. Kiedy odzywają się na nich właśnie emocje i uczucia -kiedy napotykamy coś, co wywołuje w nas silny oddźwięk, zmusza do przemyśleń, nie daje sie zapomnieć, jest furtką, która otwiera ukryte zakamarki naszego wewnętrznego “ja”.
    A najfajniejsze jest to, że nigdy nie wiemy, co poruszy w nas jakaś wycieczka, co spotkamy po drodze, na jakie tropy napotkamy, kiedy cos nakarmi naszą duszę. Czasem z banalnej, spontanicznie zorganizowanej wyprawy do lasy albo nad rzekę wynikać moze coś pamietnego a czasem z dokładnie zaplanowanego wyjazdu w jakieś niby znaczące miejsce nie zostaje w nas nic istotnego. Każda ksiązka, każdy film mogą być taką wyprawą. Jednych nie da sie zapomnieć, inne odpływaja w niebyt, jakby nigdy ich nie było.
    Twoja wycieczka do Juliette mogłaby nie wywrzeć na Tobie większego wrażenia, gdybyś wcześniej nie przeczytała ksiązki, nie obejrzała filmu. Byłaby po prostu spacerem po swoistym skansenie. Oglądaniem starych domów i sprzętów. A Twój post byłby tylko miłą, lecz nie zapadajacą w serce i pamieć relacją z tego oglądania. Jednak ponieważ miejsce to nasycone było dla Ciebie emocjami, bogatą treścią, wspomnieniem o żyjących tam postaciach, bliskich twemu sercu – takze i dla nas czytelników tak niezapomnianym miejscem sie stało. Myslę, że nawet dla tych, którzy nie czytali ksiazki czy nie ogladali filmu. Weszłaś głębiej i pokazałaś tę głębię, zerknęłaś do lustra a my razem z Tobą.I to jest dla mnie niezwykle cenne.
    Ściskam Cie serdecznie, dziękuję ci za ciepłe słowa, pięknego weekendu Ci zyczę oraz wielu jeszcze tak niezapomnianych, pełną refleksji i emocji wypraw!:-)*

    Reply
    • Maria Kowalewski
      27 kwietnia 2019 at 9:04 PM

      Najbardziej mnie porusza znalezienie się w miejscu, które znałam z filmów czy książek, w czasie, kiedy nawet mi się nie śniło, że wyruszę w świat. Śladami “Przeminęło z wiatrem” nadal mi się trafia, bo tyle jest miejsc i historii związanych z Margaret Mitchell, na blogu o cmentarzu przeczytałam ostatnio o jej matce. Ten temat ma dla mnie wielką wartość sentymentalną. Scarlett towarzyszyła mi w różnych etapach życia. znowu edytowałam tamten post i wstawiałam nowe zdjęcia i mam zamiar porzezyć go o mnostwo nowych informacji.
      a nawet jak miejsce nie jest związane z wczesniejszą duchową wędrówką, to zawsze historia podziała na wyobraznię. Tak było na Karaibach. Okzauje się, że każda wyprawa to uzupełnianie braków w edukacji i to jakie!
      W Juliette pojawiają się ludzie, którzy znają film. Większośc z aparatami na szyi i serdecznym uśmiechem, takim porozumiewawczym. ale nie dopisałam, że w Irondale w Alabamie tez jest restauracja “Whistle Stop Cafe”. w miejscu akcji książki. Pooglądałam zdjęcia i zauwazyłam, że jest więcej kadrów z filmu, bardziej wyeksponowanych niż w Juliette. W menu zielone pomidory, one sa bardzo smaczne, tyle, że nie trawię amerykańskiego jedzenia, nie ufam i się boję. Chciałabym już przebierać paluszkami i pisać recenzję Twojej książki, a jeszcze lepiej filmu nakręconego na jej podstawie. to był naprawdę wspaniały rok, kiedy pozwalałaś nam czytać w odcinkach, cudne wspomnienie. Pozdrawiam Olu i zyczę miłego weekendu.

      Reply
  • Aleksandra Załęska
    29 kwietnia 2019 at 11:19 AM

    Niezwykłe miejsce 🙂 Fajnie jest się przenieść do miejsca, które zna się z książki/filmu i skonfrontować go ze swoimi wyobrażeniami 🙂

    Reply
  • Miye's Imaginations
    29 kwietnia 2019 at 11:43 PM

    Od razu przyszło mi na myśl mieszkanie rodziny Borejków w Poznaniu, które było masowo odwiedzane przez turystów (mimo że w realnym życiu mieszkała tam zupełnie inna rodzina). Bardzo ciekawy wpis po lekturze którego chętnie zapoznam się z książką lub/i filmem.

    Reply
    • Maria Kowalewski
      30 kwietnia 2019 at 12:04 AM

      Widzę, że prowadzisz blog o książkach, pięknie wygląda. A “Smażone zielone pomidory” gorąco polecam. Miejsce książkowe nie jest aż tak odległe od filmowego. Ciekawe z tą rodziną Borejków, sama bym poszła popatrzeć jak wygladała ich kamienica, uwielbialam całą serię, chociaz ostatnie mi umknęły. Pozdrawiam:)

      Reply
  • Angelika
    30 kwietnia 2019 at 7:31 AM

    Tytuł jest mi znany, choć jeszcze nie widziałam filmu, ani nie czytałam książki, a z opisu wnioskuję, że trzeba to szybko nadrobić

    Reply
  • Pawel | dziennikipodrozne
    1 maja 2019 at 3:28 PM

    Przeciekawy post! Uwielbiam tego rodzaju wpisy. Taka niepozorna mieścinka, a kryje w sobie niesamowitą historię. Istna perełka dla wtajemniczonych. A przy tym żadnej komercji, ot zwyczajne życie mieszkańców…
    Świetnie się czytało! Czuję, że pojawi się u Ciebie więcej tekstów o “podobnej” tematyce. Pozdrawiam!

    Reply
    • Maria Kowalewski
      1 maja 2019 at 6:18 PM

      Bardzo Ci dziękuję za te słowa:) Bardziej dziura niż mieścinka, w dodatku na końcu świata a ja rozpoznałam swojskie, stare amerykańskie klimaty. Gdy się zacznie kopać, to przecież dużo więcej się znajdzie niż knajpkę gdzie serwują pomidory w nietypowy sposób. Pewnie nie znasz filmu, bo to raczej feministyczne dzieło, ale klimat znasz. Pozdrawiam serdecznie.

      Reply
  • Joanna
    2 maja 2019 at 12:08 PM

    Jedna z moich ukochanych książek, i jeden z moich ulubionych filmów, genialny wpis – aż mnie ciarki przeszły 🙂 Szerze zazdroszczę tej podróży. Świetnie mi się czytało i oglądało – jaki fajny pomysł z cytatami. Pozdrawiam serdecznie, na tym blogu na pewno będę częstym gościem.

    Reply
    • Maria Kowalewski
      2 maja 2019 at 1:15 PM

      Dziękuję:))) Twoje recenzje są tak niesamowite ( przeczytałam cały blog i wysłuchałam an you tube), że bałam się Twojej oceny. Nie miałam pojęcia jak się za to zabrać, dlatego najpierw radość, że teleportowałam się do powieści. Cytaty dla znających tylko film, ale też jako przesłanie. Tak cudownie mi się czytało po powrocie, że przeżyłam tę książkę dużo głębiej niż kiedyś. Zmienia, delikatnie naprowadza i pokazuje siłę wsparcia chociaż jedną pokrewną duszą. Serdecznie pozdrawiam:)

      Reply
      • Joanna
        13 maja 2019 at 5:45 PM

        Jej, jak mi miło 🙂 To co piszesz i pokazujesz, i jak, mocno rezonuje z moją wrażliwością, że tak polecę trochę górnolotnie 🙂 Teraz buszuję po Twoim blogu jak mam chwilę i zawsze mnie coś zachwyci. Pozdrawiam i czekam na więcej.

        Reply
        • Maria Kowalewski
          13 maja 2019 at 10:11 PM

          Mam nieśmiałą nadzieję, że Leonard Cohen i Forrest Gump w moich postach mogą coś nowego odsłonić:) A podobna wrażliwość bardzo mi pochlebia.

          Reply
  • Ania
    2 maja 2019 at 1:41 PM

    ALe mam braki bo ani książki nie czytałam ani filmu nie oglądałam ale już książkę dopisałam do listy i mam nadzieję że ja gdzieś jeszcze trafię 🙂 a film tez obejrzę ale po książce 🙂 bardzo piękne zdjęcia i z chęcią bym się tam przeniosła bo lubię takie klimaty 😉

    Reply
    • Maria Kowalewski
      2 maja 2019 at 2:21 PM

      Ja się bardzo cieszę jak trafię na polecaną, świetną książkę, której jeszcze nie czytałam:) Takie klimaty są bliskie kobietom, przyjazn, staroświeckie poczucie odpowiedzialności za słabszych, bardzo pokrzepiające. Pozdrawiam Aniu.

      Reply
  • TosiMama
    2 maja 2019 at 7:54 PM

    Ale fantastyczną inspiracja podróżnicza!

    Reply
    • Maria Kowalewski
      2 maja 2019 at 9:30 PM

      Prawda, wystarczy czasami poczytać jakie atrakcje sa w okolicy i przygoda czeka:)

      Reply
  • A Kind of Adventure
    3 maja 2019 at 9:02 AM

    Ciekawa podróż z lekturą w tle ?

    Reply
    • Maria Kowalewski
      3 maja 2019 at 6:16 PM

      Właśnie się rozglądam gdzie by jeszcze wyruszyć, w okolicy kręcono kilka seriali bijących rekordy popularności, np. “The walking dead”.

      Reply
  • Dana
    3 maja 2019 at 6:07 PM

    Jak tak czytam komentarze, to dochodzę do wniosku, że jestem w mniejszości, która nie słyszała ani o książce, ani o filmie… <wstydniś> Jednak opisałaś historię bohaterek tak ciekawie, że czuję się zobowiązania do sięgnięcia po te tytuły 🙂 W gruncie rzeczy z opisu wynika, że to historia o wzajemnie wspierających się kobietach i o sile ich przyjaźni. Lubię takie motywy. Zdjęcia z podróży – urocze, mają swój klimat. Udało Ci się odwiedzić ciekawe miejsca.

    Reply
    • Maria Kowalewski
      3 maja 2019 at 6:15 PM

      To pewnie wynika z wieku:) Młodsi nie znają, ale to jest tak ponadczasowe, że można fantastycznie spędzić wieczór. Ja się zawsze cieszę jak czegoś ciekawego jeszcze nie znam. Polecam i pozdrawiam:)

      Reply
  • hegemon
    22 maja 2019 at 3:43 AM

    Jak mnie absolutnie nie ciągnie do USA, to chciałbym to miasteczko zobaczyć. Po twoim wpisie pewnie ponownie sięgnę po książkę i przeczytam ją, już sam nie wiem który raz 🙂 Z przyjemnością przeczytałem wpis, z wielką przyjemnością 🙂

    Reply
    • Maria Kowalewski
      22 maja 2019 at 10:36 AM

      Bardzo się cieszę. Kiedy zobaczyłam pamiątki i całą tę zachowana atmosferę, zapragnęłam wszystko opisać dla miłośników “Smażonych zielonych pomidorów” Bo fajnymi przeżyciami chce się natychmiast dzielić. Pozdrawiam ciepło:)

      Reply
  • alleve
    27 września 2019 at 2:14 PM

    Ojej, a ja nie znam tej historii. Nie czytałam książki, ani nie oglądałam filmu.

    Reply
    • Maria Kowalewski
      27 września 2019 at 2:25 PM

      To polecam, każdy się zakochuje w filmie lub w książce:)

      Reply
      • Maria Kowalewski
        27 września 2019 at 8:21 PM

        Oj tak, nie dość, że filmowa sceneria to jeszcze to miasteczko z przeszłości było sliczne. Uwielbiam “Wiedzmina” w pieknym miejscu mieszkasz, chętnie poczytam u Ciebie, bo niestety nie znam tych gór. Ciekawe czy w Lubomierzu są jakies pamiatki po serii “Sami swoi”? Byłaby niezła promocja miasteczka, inni jada na sławie po 30 lat.

        Reply
  • Łucja
    30 września 2019 at 10:49 AM

    Dzień Dobry : )
    Napisałaś o czymś co dawno temu poruszyło mnie bardzo. Widziałam i czytałam. I dla mnie książka jest arcydziełem, które bawi, wzrusza, uczy i daje nadzieję. Nie jest pompatyczna, jest napisana prosto, językiem łatwym ale trafiającym w serce. To mi wystarczy, to bardzo wiele. W każdej z nas jest coś z tych kobiet. Nie wszystkie potrafimy jednak żyć zgodnie ze swoją naturą, czasem brak odwagi lub inspiracji. Jednak jest w nas to coś. Pozdrawiam serdecznie

    Reply
    • Maria Kowalewski
      30 września 2019 at 11:32 AM

      Ulubiony i dawno nie widziany gość:) Chciałam zadedykować ten post wszystkim kobietom, które czasami czują się jak Evelyn, są poniżane jak Ruth i nie mają odwagi żyć jak Idgie. Kiedyś bardzo poruszył mnie film, teraz już nie mogę patrzeć na niektóre sceny. Ale książka zawsze trafia w serce, bo jak napisałaś, jest napisana językiem prostym przez kobietę, która musiała doświadczyć i beznadziejnej egzystencji i buntu. Jest inspiracją do zmiany. Mozna, trudno, ale da się. Rozwalający jest ten cytat o Evelyn, która czekała na jakieś wydarzenie z zewnątrz. Musimy sobie wszystko wydrapać i zacznie się zmieniać. Pozdrawiam serdecznie Łucjo:))

      Reply

Leave a Reply