Menu
Ameryka Północna / Kanada

Leonard Cohen z Montrealu.

Montreal. Mural. Leonard Cohen.

Leonard Cohen towarzyszył nam całą jesień, bez końca słuchaliśmy jego piosenki. Kupiliśmy bilety do Montrealu, chcąc tylko przy okazji odwiedzić kilka miejsc związanych z naszym idolem. Nie spodziewaliśmy się, że ścieżki Leonarda Cohena staną się się główną atrakcją i pochłoną nas całkowicie.

Nie mam odwagi pisać o muzyce Cohena ani o jego poetyckiej twórczości. Zamieszczam kilka ciekawych faktów z jego biografii i zdjęcia. Ale przede wszystkim chcę pokazać jak wspominają Leonarda Cohena mieszkańcy Montrealu.

Zapraszam na  nostalgiczną wyprawę do rodzinnego miasta artysty. Zamglony, ponury Montreal w listopadowej aurze, ma w sobie coś intrygującego.

Dom rodzinny w Westmount.

Dzień był tak mroźny, że montrealskie psy oprócz wdzianek na grzbiecie, spacerowały w bucikach i  czapkach uszankach.  Doszliśmy do właściwej ulicy, bałwanki i zwisające sople lodu przypominały nam polskie zimy. Mężczyzna z ciepło odzianym psem machał z daleka i  wskazywał jeden z budynków.

Leonard Cohen urodził się 21 września, w domu przy 599 Belmont Avenue, w żydowskiej dzielnicy Westmount. Miał starszą siostrę Esther i nianię, która zabierała go do parku tuż za domem.

Nathan i Masha Cohen.

Mama Leonarda, Masza (Masha), była Litwinką rosyjskiego pochodzenia. Przybyła do Montrealu w 1925 roku. Kiedy był dzieckiem śpiewała mu rosyjskie pieśni zapamiętane z dzieciństwa. Syn opisywał ją jako piękna i wrażliwą osobę. Była córką znanego talmudysty, Rabbiego Solomona Klonitsky-Kline.

Ojciec, Nathan Cohen,  urodził się 1 grudnia 1891 w Montrealu. Z wykształcenia był inżynierem. Brał udział w I Wojnie Światowej. Lubił fotografować, dzięki niemu można zobaczyć wiele szczęśliwych rodzinnych scen.  Wspólnie z bratem Horacym prowadził The Freedman Company, rodzinną firmę odzieżową założoną przez ich ojca Lyona.

Zawsze kochałem armię. A mój ojciec zamierzał wysłać mnie do Akademii Wojskowej w Kingston. Gdyby żył, prawdopodobnie byłbym w armii kanadyjskiej.

Cohen wrócił na jakiś czas do tego domu z Marianne  Ihlen po powrocie z Grecji, zanim  kupił  dom na rue Vallières.

Roslyn Elementary, szkoła podstawowa Leonarda.

Leonard Cohen mówił o sobie, ze mieszka w dzielnicy anglojęzycznej Montrealu , który jest francuskim miastem.  To w pewnym sensie czyni go obcokrajowcem we własnym mieście, ponieważ nie mówi dobrze po francusku.

Shaar Hashomayim.

To bardzo ważne miejsce dla Leonarda Cohena. Pod koniec życia odnowił swój związek z synagogą z dzieciństwa, zapraszając chór kongregacji  do pracy nad swoim ostatnim albumem.

Zostajemy sprawdzeni przez strażnika i poinstruowani jak udać się  do biura.  Mijamy korytarze, schody, grupkę roześmianych dzieci z opiekunem. Mali chłopcy w jarmułkach na głowie to taki niecodzienny widok.

Bardzo miła pani rozpromienia się, kiedy pytamy o Leonarda Cohena. Obiecuje pokazać nam jego zdjęcie pamiątkowe i oprowadzić po budynku. Są tu dwie kuchnie koszerne, jedna mięsna, druga mleczna i sale, w których  odbywają się wesela i inne uroczystości.  Małe muzeum i dzieła żydowskich artystów dekorujące ściany.

Shaar Hashomayim, założona w 1846 roku, jest najstarszą i największą kanadyjską synagogą aszkenazyjską. Od pokoleń jest sercem klanu Cohen – zarówno pradziad Leonarda, jak i dziadek byli prezydentami. 

Lazarus Cohen przybył do Kanady z Litwy w 1869 roku mając 20 lat z żoną i najstarszym synem Lyonem. Wiele źródeł podaje, że przodkowie Leonarda Cohena pochodzą z Polski.

Budwitcher, to po polsku Budwiecie, parafia Wyłkowyszki, należały kiedyś do Królestwa Polskiego, ale w XIX wieku były już litewskie.  W tamtym okresie 60 % mieszkańców stanowili Żydzi, synagoga istniała tu od 1623 r.  Dziadek Lyon i pradziadek Lazarus z długą, białą brodą.

 

Stary Montreal zostaje wchłonięty przez nowoczesne budownictwo. Na tej ulicy Leonard wynajmował mieszkanie w latach 50-tych, kiedy pracował w fabryce odzieży u wuja Horacego.

 

Uniwersytet McGill.

Został założony w 1821 roku. Jest to jeden z najstarszych uniwersytetów  w Kanadzie. Główny kampus znajduje się w centrum Montrealu, Cohen ukończył McGill z dyplomem z języka angielskiego w 1955 roku.

 

Montreal

 

Na uniwersytecie Cohen poznał Ludwika Dudka, który został jego mentorem.  Kiedy ten kanadyjski poeta przeczytał wiersze Leonarda, kazał mu klęknąć i uderzając rękopisem w ramię, pasował na poetę.

Montreal

Wiewiórki mają tak grube futerko, że wyglądają jak koty. Ta studencka istotka wcale się nie bała.

 

Miasto tonie we mgle, Cohen powtarzał, że musi tu wracać, żeby odnowić swoje neurotyczne powiązania. Pewnie latem jest przyjemnie i kolorowo, szary listopad o którym zapomnieliśmy mieszkając w Georgii,  bardzo przygnębia.

Montreal

Suzanne.

Piosenka, pt “Suzanne”o tancerce Suzanne Verdal, została napisana w tym budynku, kiedyś była tu kawiarnia.

Montreal

Montreal

Chapelle Notre-Dame-de-Bonsecours.

Kaplica w starym porcie, nazywana Kościołem Żeglarza, jest zwrócona na rzekę Świętego Wawrzyńca. Madonna stojąca na szczycie błogosławi mężczyzn wypływających na łodziach.

Piosenka, o tancerce Suzanne Verdal, zawiera wiersz: “I słońce leje się jak miód / Na naszą panią z portu.”

And the sun pours down like honey On our lady of the harbour.

Montreal

Mural.

Na Crescent Street w Montrealu, znajduje się mural poświęcony Leonardowi Cohenowi. Jest repliką fotografii, którą wykonała jego córka- Lorca. Pracowało nad nim 13 artystów, użyto 240 puszek farby, żeby mógł wznosić się jak dobry duch nam swoim miastem na wysokość 21 pięter.

Mural Leonarda Cohena. Montreal

Freedman Company.

Fabryka odzieżowa, którą stworzył dziadek Leonarda,  Lyon Cohen.  Miejsce pracy ojca, Natana Cohena. Leonard pracował krótko w dziale spedycji, u swoich stryjów. Jednocześnie czytał swoje wiersze w klubach, przy akompaniamencie zespołu jazzowego.

Montreal

Mount Royal.

Wzgórze ma 233 metry wysokości i jest najwyżej położonym punktem Montrealu. Pierwszego Europejczyka zaprowadzili Irokezi, który zachwycony zawołał- „Quel mont royal!“ („Cóż za królewska góra!“). Od tego słowa wywodzi się nazwa miasta.

 

Latem to miejsce jest  oazą zieleni, teraz mijają nas narciarze, W oddali widać most na rzece Św. Wawrzyńca i mural z wizerunkiem Leonarda Cohena.

Montreal. Mont Royal

Jesteśmy świadkami romantycznych zaręczyn.

Montreal. Mont Royal

Większość z nas czeka na nocne światła miasta w schronisku, przy dobrej kawie. Pomieszczenie upamiętniają sceny z Indianami i pierwszymi kontaktami z Europejczykami.

Montreal. Mont Royal

Montreal. Mont Royal

Olimpiada w 1976 roku.

Igrzyska w Montrealu były finansową klapą, a ich koszty obciążyły społeczeństwo kanadyjskie na wiele lat.  Polska wywalczyła 7 złotych medali. Najbardziej pamiętne to:

Irena Szewińska – lekkoatletyka, bieg na 400 metrów
Jacek Wszoła – lekkoatletyka, skok wzwyż

Rzeźba przedstawia znicz olimpijski. Jest wykonana z pomarańczowych poliwęglanowych rurek i  świateł LED, które sprawiają, że wygląda jak płomień otoczony sztandarem olimpijskim.

Montreal. Mont Royal

Bazylika Notre-Dame w Montrealu.

Zbudowana w stylu neogotyckim, jest najstarszym  kościołem w Kanadzie. Tu w 1994 roku odbył się ślub Celine Dion.

Montreal.

Montreal.

Katedra Marie-Reine-du-Monde.

Montreal.

Dzielnica Portugalska.

“Czuję się jak w domu, kiedy jestem w Montrealu – w sposób, którego nie czuję nigdzie indziej. Nie wiem, co to jest , ale uczucie staje się coraz silniejsze kiedy się starzeję.

Montreal.

W tym sklepie, który istnieje ok pokoleń, Leonard kupował sobie kapcie. Wygodne i solidne, nadawały się do chodzenia po ulicy.

Montreal.

W latach 70-tych kupił  dom przy 28 rue Vallières, w sercu portugalskiej dzielnicy.

Montreal.

Grecka przygoda.

Zmęczony szarym niebem i wilgocią Londynu i wizytą u dentysty, 25-letni Leonard zapytał pracownika banku skąd ma taką piękną opaleniznę. Usłyszał, że tak działa greckie słońce.

Kupił bilet lotniczy i po kilku przystankach znalazł się na wyspie Hydra. Raju, w którym nie jeździły samochody, muły dostarczały wodę do domów i rzadko działała elektryczność.

Tam spotkał swoją miłość Marianne. Po urodzeniu synka, przyjechała z Oslo, ale jej męża już tu nie było, wyjechał z inna kobietą. Weszła z koszykiem na mleko do jedynego sklepu, płakała. W drzwiach stanął mężczyzna, widziała tylko sylwetkę. Powiedział: “Wiem, że jesteś Marianne i wiem, co się stało, wyjdź na słońce i wypij z nami lampkę wina.”.

Mieszkali na Hydrze i w Montrealu. Dla niej powstały najbardziej znane piosenki: “Bird on the Wire” i “So Long, Marianne”.

Potem zamieszkał tu ze swoją partnerką Suzanne Elrod, tu urodziły się ich dzieci: Adam i Lorca.

Montreal.

Wcześniej było tu pełno kwiatów i lampionów. Schody są ważne,  lubił na nich  siadać  z laptopem na kolanach i wymieniać uprzejmości z sąsiadami.

Człowiek wołał z daleka, że jeszcze w zeszłym roku jego przyjaciel Leonard siedział z nim na tej ławce. Nie potraktowaliśmy go poważnie,  ponieważ Leonard Cohen zmarł dokładnie dwa lata temu. Wstyd mi, bo założyłam, że  człowiek w lekkim stanie zaniedbania, siedzący na mrozie w parku nie mógł  ot tak gawędzić z bardem.  Mógł.

Cohen bardzo lubił rozmawiać z ludźmi.  Kiedy podszedł, żałowałam, że nie zaprosiliśmy go na kawę i bajgle.  Otworzyły się drzwi domu Leonarda Cohena, wychyliła się sympatyczna pani, która powiedziała- “Henry, przyjdź do do mojego domu kuchennym wejściem”.

Byliśmy ciekawi kim jest ta pani. Powiedział, że to bardzo bliska przyjaciółka Leonarda. Sądzę, że zaprosiła go, żeby się ogrzał i coś zjadł.

W pobliżu znajduje się wielobranżowy sklep “Azores”, tam  Cohen kupował przedmioty do drobnych napraw w domu.  Gabriel Pereira przybył w 1956 r. z archipelagu Azorów u wybrzeży Portugalii. W 1968 r. otworzył sklep z narzędziami i rozpoczął działalność w branży budowlanej.

Dzień Leonarda  Cohena  zaczynał się od filiżanki espresso w Bagel Etc.

Podczas piątej edycji  Festiwalu Murali w 2017 roku, artysta Kevin Ledo stworzył 9-piętrowy mural w hołdzie Leonardowi Cohenowi. Zaledwie kilka ulic od domu, do którego wracał do końca życia. Fioletowe linie, to duchowe wibracje, posiadają je ludzie, którzy w ścieżce rozwoju zaszli najdalej

Montreal. Mural Leonarda Cohena

Schwartz, to miejsce, gdzie podają najlepszy poutine. Nie wygląda apetycznie, ale kto by nie chciał spróbować “putina” będąc w Montrealu. Długość kolejki w porze lunchu sugeruje, że opinie nie są przesadzone.

Jednak nasz cel znajduje się dokładnie po drugiej stronie ulicy. Idziemy do ulubionego baru Leonarda Cohena.

Montreal. Mural Leonarda Cohena

Main deli.

Muzyk Lou Pomanti, który pracował z Cohenem, wspomina, że kiedyś Leonard zaprosił kilka osób do swojego domu po koncercie. Siedzieli w kuchni przy piwie i słuchali jego opowieści z młodości. Nagle Cohen stwierdził, że jest głodny i poprosił, żeby Lou poszedł po kanapki z wędzonym mięsem.

Powiedz im, że Leonard Cohen cię przysłał.

Starszy mężczyzna  w białym fartuchu wysmarowanym musztardą, zapytał:

-Lenny Cohen, prawnik z ulicy?

-nie.

Mężczyzna dalej pyta- Lenny Cohen, krawiec?”

Nie, Leonard Cohen, autor piosenek.

Mężczyzna wzrusza ramionami i mówi: Tu jest wielu Leonard Cohen.

Czasy się zmieniły. Na ścianie wisi wywiad z Cohenem z lipca 1988 roku. Dowiadujemy się jak bardzo był skromny.

Montreal.  Leonard Cohen

“Moja muzyka jest popularna w Europie, poniewaz publiczność nie rozumie słów”

Montreal.  Leonard Cohen

Zauważyłam zaciszny i przytulny kąt, szybko zajęłam miejsce. W USA trzeba czekać aż obsługa zaprowadzi do stolika i zapyta ile osób, zawsze mnie to śmieszy. To nie autostop, ze z krzaków wyskoczy jeszcze kilku głodomorów.

Montreal.  Leonard Cohen

Na stół wjechała “kranówa” podawana każdemu, tak  jak w USA, z hojnie wsypanym lodem. Zapytaliśmy które miejsce zajmował zwykle  Leonard Cohen.

TO. Tu gdzie siedzimy. Nie dziwię się, zawsze fajnie jest obserwować wszystkich, mając za plecami ścianę.  Jednak poczułam jakąś magię, tym bardziej, że równie łatwo odnalazłam grób Leonarda Cohena bez żadnych wskazówek.

Zamawiamy nasze poutine, danie z wędzonego, gotowanego mostka, wcześniej solonego i peklowanego. Sos przypomina łagodną musztardę na ciepło. Pod gorącymi płatami mięsa rozpuszczają się kawałki sera.  Smakuje fantastycznie.

“Lubię to miejsce, ponieważ jest otwarte przez całą noc. Pasuje do mojego harmonogramu. Również ludzie tutaj są naprawdę mili. Często tu przychodzę. Wędzone mięso też jest smaczne, szczególnie po pięciu miesiącach w drodze.”

Montreal.  Leonard Cohen

Kolejny piękny mural.

Miejsce spoczynku.

“So Long, Marianne” to tytuł piosenki z 1967 roku, którą Cohen napisał dla Marianne Ihlen.

Jan Christian Mollestad dostał wiadomość od Marianne, swojej przyjaciółki , że jest bardzo chora i umiera.

“Czy możesz powiedzieć Leonardowi co się dzieje?”

 Napisał do Cohena, że niestety wygląda na to, że Marianne ma tylko kilka dni życia. Po dwóch godzinach otrzymał odpowiedź od Leonarda.

“Marianne, przyszedł czas, kiedy jesteśmy bardzo starzy i nasze ciała się rozpadają i myślę, że bardzo niedługo do ciebie dołączę. Wiedz, że jestem tak blisko za tobą, że jeśli wyciągniesz rękę, to myślę, że dosięgniesz mojej.

Wiesz, że zawsze kochałem cię za twoje piękno i twoją mądrość, ale nie muszę mówić o tym nic więcej, bo wszystko to wiesz. Ale teraz chcę ci tylko życzyć bardzo dobrej podróży. Żegnaj dawna przyjaciółko. Nieskończenie kocham, do zobaczenia na drodze”

Była w pełni przytomna i taka szczęśliwa, że ​​napisał  coś do niej, wyciągnęła rękę.

Montreal.  Leonard Cohen

Został pochowany 10 listopada 2016 roku. W ostatnim pożegnaniu uczestniczyła tylko najbliższa rodzina i przyjaciele, 15 osób. Spoczął obok rodziców, w prostej, sosnowej trumnie, tak jak sobie tego życzył.  Dopiero tego dnia  świat dowiedział się o jego odejściu.

W tym cmentarzu spoczywają cztery pokolenia Cohenów.

Montreal.  Leonard Cohen

Montreal.  Leonard Cohen

Poznanie kilku suchych faktów z czyjejś biografii łatwo ulatuje z pamięci. Wszystko nabierało innego znaczenia, kiedy się podąża śladami ulubionego barda, poznaje jego miejsca i upodobania.  Zaczęliśmy od domu rodzinnego i synagogi, ostatniego dnia odwiedzając go na cmentarzu. Stał się kimś bardzo bliskim.

Mam nadzieję, że i Wy dowiedzieliście się czegoś nowego o tym wspaniałym człowieku. Chętnie porozmawiam o tym.

72 komentarze

  • Jola
    13 grudnia 2018 at 12:17 AM

    Dziekuje serdecznie za piekny reportaz 🙂

    Reply
    • Maria Kowalewski
      13 grudnia 2018 at 3:17 PM

      I ja dziękuję za to, że przeczytałaś i jeszcze nazwałaś “pięknym reportażem”, starałam się:)

      Reply
  • Olga Jawor
    13 grudnia 2018 at 8:24 AM

    Dzień dobry, Mario!:-)
    Pogoda u mnie znowu taka jak w Montrealu, który zwiedzałaś niedawno. Lubię taką pogodę, bo wystarczy popatrzeć za okno i widzi się piękny, zmieniający się dynamicznie pejzaż narastającej wciąz delikatnie, ale nieprzerwanie bieli. Obraz, który nigdy sie nie znudzi. Pełen treści, skrywającej sie pod kolejnymi warstwami śniegu i ukazujących się nowych treści wraz z każdą nową jego warstwą. Chyba podobnie jest z poezją i pieśniami Cohena.Jak chyba z każdą dobrą piosenką i poezją. I to jest piekne w życiu, że wciaz możemy odkrywać, zauważać cos nowego, starać sie spojrzeć na cos innymi oczami, poczuć intensywniej, dotknąc czegoś ważnego dzieki temu, że ktoś wskaże nam coś, co mocno rezonuje w jego sercu a tak własnie jest w tym przypadku, gdy czytam o Twojej fascynacji Cohenem, gdy czuję Wasze z Krzysiem wzruszenie.
    Posłuchałam zaproponowanych przez Ciebie w tym poscie jego pieśni i czujac niedosyt zaczęłam szperać po Internecie. W poszukiwaniu Cohenowskich tekstów po polsku, bo fragmenty Jego biografii w Twoim poście zaciekawiły mnie i sprawiły, iz chciałam posłuchać, poczytać, zrozumieć wiecej. Bo sercem czuję tylko melancholijno, refleksyjno, a czasem ironiczny przekaz Jego pieśni, ale to za mało, by pojąc istotę jego wyjątkowości. Znalazłam stronę z tekstami Cohena po polsku https://www.tekstowo.pl/piosenki_artysty,leonard_cohen.html (jest ich tam prawie 280). Ogrom! Przeczytałam kilka, posłuchałam piosenek w oryginalnym wykonaniu poety. Potem zaczęłam szperać po YT i znalazłam coś, co przykuło moją uwagę i słucham tego teraz (https://www.youtube.com/watch?v=SXxozYLjDm0&list=PLABB0C17DF96AE0A2&index=5) . Maciej Zembaty spiewajacy po polsku Jego piesni. Maciej Zembaty, niezyjący już polski poeta, zafascynowany niegdys Cohenem i tłumaczący jego teksty. Słucham, wsłuchuję się, wkraczam w ten cohenowski świat powolutku. Nastrajam sie na te nuty, na te słowa. A za oknem śnieg pada, pada, pada…
    Pozdrawiam Cię serdecznie, Mario i dziekuje za oprowadzenie mnie po montrealowskich śladach Cohena.

    Reply
    • Maria Kowalewski
      13 grudnia 2018 at 3:42 PM

      Krzysztof tęskni za śniegiem i taką pogodą, ja jeszcze zbyt dobrze ją pamiętam. Pobyć kilka dni, to prawie jak przygoda, nawet jak zimno i pada. Lepiej znoszę upał niż zimno, a bez słońca wpadam w przygnębienie, dlatego lubię mieszkać w Georgii. w nocy mróz, w południe wiosennie. Ale śnieg pojawia się i są normalne pory roku, ktoś z Florydy powiedział mi kiedyś, że nie da się wytrzymać wiecznego lata. Fajnie, że potrafisz znalezc piękno nawet w szarościach:)
      Cieszę się, że nasze wzruszenie znalazło u Ciebie zrozumienie. Chodząc po czyichś śladach zaczynamy odbierać wszystko bardzo osobiście. Ale Ty dobrze o tym wiesz:) Specjalnie nie podałam linka do polskich tłumaczeń, tak bardzo się różnią. Ktoś, kto zyskał akceptację rodziny swoim tłumaczeniem, całkowicie wypaczył sens, przesłanie zmieniło znaczenie. Dlatego można przeczytać, zeby pojąc wszystkie niuanse, ale skupić się na kluczowych słowach i przesłaniu, dać się porwać emocjom, bez szczegółowej analizy. To rozmowa człowieka , ktory umiera z Bogiem.
      Dzięki Zembatemu Cohen zawitał do Polski, ale nie, nie mogę słuchać jak śpiewa Cohena.
      Dziękuję Ci Olu za towarzyszenie na ulicach Montrealu, myslę, że latem jest pięknym, kolorowym miastem. Fantastyczne było schodzenie nocą z Mount Royal, światła miasta oświetlały ściezki, pięknie było. Pewnie to jedyna zima jaką zobaczyłam tego roku. Pozdrawiam gorąco.

      Reply
  • Olga Jawor
    13 grudnia 2018 at 8:26 AM

    Napisałam tu przed chwilą długi komentarz, ale na razie go nie widzę.Mam nadzieję, że go nie wcięło.Byłoby szkoda, bo nie odtworzę…
    Zajrze potem, co i jak a na razie serdeczne usciski Ci zasyłam!:-)

    Reply
    • Maria Kowalewski
      13 grudnia 2018 at 3:44 PM

      Po dodaniu zabezpieczeń chyba się zmieniło trochę dodawanie komentarzy, naprawdę nie wiem dlaczego musialam go zatwierdzac. Najwazniejsze, że nie przepadł. Twoje komentarze są dla mnie bardzo cenne:)

      Reply
  • Olga Jawor
    13 grudnia 2018 at 12:19 PM

    Hurra! Są oba moje komentarze! kamień z serca!:-))
    P.S. A ja juz po leśnym, śnieżnym spacerze. Psy śpią. W piecu rozpaliłam. Zaraz obiadek będę robić!:-))

    Reply
  • Irena -hooltayewpodrozy
    13 grudnia 2018 at 12:56 PM

    Piękna i sentymentalna wycieczka śladami wielkiego artysty.
    Lubię Cohena od zawsze. Chociaż jego twórczośc jest pełna smutku i nostalgii.
    W tym monotonnym,ciepłym barytonie można się zakochac.
    Miałam okazję byc na wyspie Hydra,Cohen miał tam swój dom.Cudowna wyspa,sprzyjająca powstawaniu nowych utworów.
    Zimowy Montreal też pasuje do jego twórczości.
    Z ogromną przyjemnością pospacerowałam razem z Tobą.
    Dziękuję Ci za ten wpis.
    Pozdrawiam Marylko-)

    Reply
    • Maria Kowalewski
      13 grudnia 2018 at 3:52 PM

      Ja go polubiłam jako zwyczajnego, skromnego człowieka z wielkim dystansem do siebie. I głos kocham. Obejrzałam wiele zdjęć z Hydry, musiała być fantastyczna w latach 60-tych, kiedy nie było samochodów i zjeżdżali się artyści, żeby pracować w otoczeniu piękna i słońca. ciekawa jestem, czy widziałas miejsca związane z Cohenem? Mało czasu pewnie miałas. Romantyczna historia miłości Leonarda i Marianne tam się zaczęła. Po rozstaniu, Marianne wróciła na Hydrę, ale Suzanne Elrod, matka dzieci Cohena, kazała jej się wynosić. Marianne wróciła do Oslo. Mama Cohena uparcie mówiła do Suzanne- Marianne:) Mogła mieć dość, tym bardziej, że największe przeboje były dedykowane rywalce. Cohen nigdy się nie ożenił.Pozdrawiam Irenko.

      Reply
  • Aleksandra
    13 grudnia 2018 at 12:58 PM

    Pięknie napisane. Byłam na koncercie Cohena w Katowicach w 2010 – z powodów osobistych bardzo nostalgicznie wspominam tamten cudowny koncert i Cohena.

    Reply
    • Maria Kowalewski
      13 grudnia 2018 at 3:48 PM

      Miałaś szczęście, żałuję, że nie zdążyłam być na żadnym koncercie, dlatego tak ucieszyła mnie rozmowa z ludzmi, ktorzy znali go jako zwykłego człowieka. Pozdrawiam.

      Reply
  • Kitty
    13 grudnia 2018 at 1:09 PM

    Co za piekny reportaz!
    Marijo, nawet nie wiesz ile wspomnien przywolalas, niezliczone mysli przwijaja mi sie przez glowe, jak tasmy filmowe z dawnych lat.
    Piszesz zaczarowanym olowkiem – wszystko widze i slysze, jakbym byla tam zamiast Ciebie , przeszla tymi ulicami , weszla do miejsc, ktore odwiedzilas,
    dotknela tego namacalnie.
    Przenioslam sie do czasow, kiedy mialam 15 lat, a nawet jeszcze wczesniej.
    Ten zwycieski bieg Ireny Szewinskiej ogladalam samiutenka na zywo pozno w nocy ( rodzice spali), mialam wtedy 12 lat. Do dzis pamietam glos krzyczacego prezentera, choc jego nazwisko ulecialo ( czyzby Bohdan Tomaszewski?), do dzis pamietam jednak te rosnaca radosc i euforie.
    Pozniej widze siebie i moja najblizsza przyjaciolke ( ktora mieszka od ponad 30-tu lat w Chicago) – jak siedzimy w moim waskim pokoju , za oknem ciemny, zimny listopad , a my sluchamy nagran Cohena, ciagle i ciagle puszczajac te sama tasme. Nie znalam wtedy dobrze angielskiego, ale wiele slow wylapywalam – znalam kazdy refren. Muzyka Cohena towarzyszyla nam przez cale liceum, zdarlysmy te tasmy do cna – az zycie unioslo nas obie w zupelnie inne rejony swiata i stany ducha. Pozniej na lata zapomnialam o muzyce Cohena – a byc moze zepchnelam ja swiadomie do zakamarkow duszy, czasem byla ona zbyt bolesna i smutna, otwierala rany, ktore mnie bolaly. Dzisiaj slucham jej ze wzruszeniem.
    On naprawde dotknal tyle serc. Mojego juz dawno dawno temu.
    A na koncu przywolalas wspomnienia z Portugalii – naprawde oddaja jej klimat. Usmiechnelam sie, jak zobaczylam te ceramiczne koguciki, symbol Portugalii – przywiozlam sobie takiego czarnego z czerwonym czubem na pamiatke tego lata:)

    Przepiekna podroz – zupelnie inna w porownaniu z Twoimi poprzednimi, taka “urbanistyczna”, ale jakze ciepla, ludzka i wzruszajaca.
    Dziekuje Mario!

    Reply
    • Maria Kowalewski
      13 grudnia 2018 at 4:10 PM

      Jak przywołałam, to znaczy, że pomysł na wpis o Cohenie był dobry:) Taki miałam zamysł od początku, żeby pokazywać to, co sama widziałam i przeżyła, jak się chociaż trochę udaje, to super. Ja też pamiętam bieg Szewińskiej, była taka popularna. W tym zniczu zabawnie odbijali się ludzie, mieli długie chude nóżki, wszyscy przystawali i pękali ze śmiechu. a potem zmieniło się światło i nadjechały smieszne, znieksztalcone samochodziki- zabawki.
      Cohen dotyka serca, jest taki autentyczny. Jego ostatni pożegnalny album bardzo mnie poruszył, a kiedy zaczęłam analizować jego znaczenie, zrozumiałam jak wielkim był artystą. Smutek, refleksyjne rozważania, jakas melancholia, są po prostu istotą oświecenia, dochodzenia do zyciowej mądrości. Na kilka lat zniknął, zamieszkał w buddyjskim klasztorze, medytował. Zwyczajny sąsiad z ulicy, skromy wielki człowiek.
      Też mam kogutka z Barcelos. W Montrealu mają napis “pamiatka z Portugalii”. W parku jest tabliczna pamiatkowo z info kiedy przybyli, a na ścianie sklepu alulejo. To taka staroświecka dzielnica, bardzo przyjemnie jest.
      Czasami podróż miejska, na tropach idei czy człowieka, jest lepsza niż egzotyczna dżungla. Podobną odbyłam śladami Margaret Mitchelli było równie pięknie. Dziękuję za piękny komentarz i miłe słowa, dzieki temu chce się robić zdjęcia i dzielić fascynacjami, podrawiam serdecznie:)

      Reply
  • Jak To daleko
    13 grudnia 2018 at 1:15 PM

    Kawał solidnej wiedzy! Dziękuję za wszystkie ciekawostki! 😉

    Reply
    • Maria Kowalewski
      13 grudnia 2018 at 3:53 PM

      Prosze bardzo, mam nadzieję, że dowiedziałeś się czegoś nowego:)

      Reply
  • stardust
    13 grudnia 2018 at 3:17 PM

    Pieknie opisalas postac Cohena, ale w sumie to nic dziwnego, przeciez Ty zawsze piszesz pieknie :**
    Bylam w Montrealu w pazdzierniku 2009 i tez byla paskudna pogoda, w sumie przez te kilka dni, ktore tam spedzilismy caly czas padalo. Sam Montreal mnie nie zachwycil, chociaz jest przeciez ladnym miastem. Kilka z Twoich zdjec przypomina mi moj tam pobyt, chocby Universytet czy Bazylika.
    Ale za sprobowanie poutine nalezy Ci sie ode mnie medal :))) Nigdy nie skusilabym sie na to danie, jakos zawsze jem najpierw oczami a to wyjatkowo niewygledne danie:)) tym bardziej, ze ja nie lubie jak smaczne jedzenie jest pokryte warstwa sosu. Nawet w Thanksgiving unikam sosu, owszem robie, bo moja rodzina sobie nie wyobraza zeby go nie bylo, ale sama nie jem.

    Reply
    • Maria Kowalewski
      13 grudnia 2018 at 4:24 PM

      Montreal na pewno jest inny latem, wyobrażam sobie jak Mount Royal się prezentuje wtedy. Starówka nieciekawa, chociaż bazylika i katedra wyglądają imponująco, to daleko im do pieknych europejskich zabytków. Jednak zawsze coś ciekawego można odkryć i to własnie nam się udało. Spędziliśmy w tym mieście cztery dni , były wypełnione od rana do wieczora dzięki Cohenowi.
      Poutine jest pyszne! Szkoda, że nie zamówiliśmy tego wędzonego mięsa w kanapce z żytniego chleba, ale przepadło. Byliśmy głodni i pochłonęliśmy tą górę kalorii. A wiesz, że zawsze jak się pojawia żurawina robię sos- przecier, czy jak to tam nazwać, z Twojego przepisu? Z gruszką i cytryną, uwielbiam to. To własnie była wyprawa w czasie Thanksgiving, bonusowe wolne dni, zawsze wyjeżdżamy. Dziękuję Ci za miłe słowa, pozdrawiam serdecznie.

      Reply
  • Kitty
    13 grudnia 2018 at 3:45 PM

    Jeszcze chcialam dodac, ze moja ukochana piosenka Cohena to :
    Violin, albo inaczej “Dance me to the end of love…” oj , nie moge tego sluchac bez gesiej skorki na calym ciele …

    Reply
    • Maria Kowalewski
      13 grudnia 2018 at 4:16 PM

      Ja też ją lubię. Moja ulubiona to “A Thousand Kisses Deep” i oczywiście “You Want It Darker” https://www.youtube.com/watch?v=46cSksKVzzs
      W poście zamieściłam tylko te związane w jakiś sposób z Montrealem.

      Reply
      • Kitty
        13 grudnia 2018 at 4:29 PM

        Czy moge prosic o
        przepis na slynny sos zurawinowy Star? Juz o nim czytalam, ze to hit kazdej imprezy !

        Reply
        • Maria Kowalewski
          13 grudnia 2018 at 5:03 PM

          Na blogu Star masz zakładkę “Gotuję, bo muszę” jej drugi blog:)

          Reply
          • stardust
            14 grudnia 2018 at 7:17 PM

            Mario, bardzo mi milo, ze korzystasz z tego przepisu i ze sos zurawinowy Ci smakuje:*** Ja nie lubie sosow zaprawianych maka, takich gestych, zawiesistych. Nawet jak ta maka jest wczesniej gotowana z maslem to mimo wszystko taki sos jest dla mnie za gesty. Niestety robie go dla moich gosci, bo oni lubia, sama dla siebie do indyka rozpuszczam maslo z dodatkiem szalotki, wina i kaparow;) Patrza na mnie dziwnie, ale ja tez patrze na nich dziwnie, wiec sie wyrownuje:))))

          • Maria Kowalewski
            14 grudnia 2018 at 7:45 PM

            Jest tak pyszny, że wyjadam go łyżkami, wychodzi mi gęsty dżem. Wcale nie używam do do mięs. Twoje cornish hen też wszedł na stałe do menu, ale różne wariacje przyprawowe stosuję, najchętniej z miodem, żeby się pięknie zarumienił.

  • Paweł
    13 grudnia 2018 at 8:45 PM

    Mimo, że skupiłaś się w artykule przede wszystkim na faktach, to wzbudza to we mnie uczucia.

    Zgadzam się z Jolą – piękny reportaż!

    We mnie miłość do Cohen zaszczepił tata. Słuchał wszystkich największych szlagierów, a po którychś Świętach dostał płytę “Ten new songs” – sam do niej teraz wracam, mimo że to nie był szczyt twórczości artysty 🙂

    Z artykułu zabieram dla siebie przede wszystkim wykonanie Hineni, Hineni – cudowne!

    Dziękuję i zazdraszczam takiej podróży 😀

    Reply
    • Maria Kowalewski
      13 grudnia 2018 at 9:05 PM

      Starałam się ze wszystkich sił unikać ckliwości. Trochę przemyciłam, ale tak, żeby nie waliło po oczach. Tak, dla mnie też najważniejsze jest przesłanie płynące z ostatniej płyty. Mam dreszcze za każdym razem. To ja Ci dziękuję za cudowny odzew, cieszę się, że tu zajrzałes, pozdrawim serdecznie.
      p.s. wpadam do Was na kawę:)

      Reply
      • Paweł
        14 grudnia 2018 at 10:05 AM

        Na kawę zawsze <3

        Reply
        • Maria Kowalewski
          14 grudnia 2018 at 2:52 PM

          Życzę Wam pięknego porodu i zdrowego malucha, czekam na relację, pozdrawiam.

          Reply
  • Beata Herbata
    14 grudnia 2018 at 2:39 PM

    Ciekawa historia tego człowieka, w ogóle super wyprawa jego śladami 🙂

    Reply
  • TosiMama
    14 grudnia 2018 at 9:44 PM

    Fantastyczna wyprawa! Też chcę taką przeżyć!

    Reply
    • Maria Kowalewski
      14 grudnia 2018 at 11:41 PM

      Dziękuję. Ciekawe czyimi tropami chciałabyś podążyć najbardziej na świecie.

      Reply
  • Anonim
    15 grudnia 2018 at 12:15 AM

    Fantastyczna relacja, Marylko. Nie tylko dlatego tak sądzę, że byłam i jestem fanką Cohena. Piszesz, że Montreal wydawał się przygnębiający zimową scenerią, a ja poczułam coś zupełnie innego pomimo wszechogarniającej bieli. Twój reportaż jest pełen akceptacji i ciepła dla tego kraju, miasta i wspaniałego człowieka, jakim był Cohen. Nawet kiedy dawno temu nie rozumiałam słów jego piosenek, byłam pod urokiem jego głosu; teraz, rozumiejąc o czym śpiewa, otrzymuję potwierdzenie, że instynkt mnie nie mylił. I niech nikt, broń Boże nie próbuje wykonywać jego utworów, na to trzeba albo nie lada odwagi albo braku wyobraźni. Nie da się go zastąpić!
    Czytałam ten klimatyczny reportaż uruchomiwszy dodany przez Ciebie podkład muzyczny i efekt był niesamowity: magia absolutna! Podpisuję się nieśmiało pod tym liścikiem umieszczonym na jego nagrobku, jestem pewna, że przeczytał i jest mu z tym bardzo fajnie 🙂
    Wspaniała ścieżka dla tych, co w Montrealu pierwszy raz, niepotrzebny już żaden przewodnik. Poczułam się tak, jakbym sama siedziała sobie na tych schodkach i czekała, będąc jednak pewną, że za chwilę zostanę poproszona na ciepłą herbatkę z ciasteczkami w tle.
    Tak więc herbatka dla mnie, a dla Ciebie Złote Pióro i nagroda specjalna dla autora zdjęć!!!

    Reply
    • Maria Kowalewski
      15 grudnia 2018 at 12:00 PM

      Nie ma podpisu, ale wiem kto mógł tak pięknie i życzliwie ocenić mój wpis, dziękuję moja przyjaciółko.
      Kiedy staliśmy nad grobem Leonarda, położyliśmy kilka kamyków, ale to było za mało, chciałam koniecznie coś dla niego zostawić. Były tam inne karteczki, dlatego ucieszyłam się, że mam w torebce długopis i notes. Chronologicznie wyprawa wyglądała inaczej, dlatego na początku i końcu jest śnieg, ale masz rację te mgły, w których ginęły szczyty kościołów były też piękne. Wcześniej wchodziłam do synagog, ale nigdy jako mile widziany gość. To dzięki Leonardowi tak mile nas potraktowano i pokazano wszystkie pomieszczenia. Napisałam dużo o świątyni, żeby uwypuklic powrót do korzeni. Pieśń tytułowa z ostatniego albumu jest piękna, przejmująca, ale nie da się zrozumieć bez kontekstu.
      Urocze, że siadywał z laptopem na schodach, latem park musi być uroczy, kameralny. Dzielnica Portugalska jest taka swojska, małe miasteczko dl którego chce się wracać.
      Dziękuję za Twój życzliwy odbiór, tak ci to chciałam własnie opowiedzieć. Pozdrawiam gorąco.

      Reply
  • Roksana www.kopanina.pl
    15 grudnia 2018 at 2:01 PM

    Zdjęcia przepiękne, bardzo dobrze się je ogląda 🙂

    Reply
  • Ola
    15 grudnia 2018 at 6:22 PM

    Bardzo lubię twórczość Leonarda Cohen a miałam przeczytać jego biografię, ale zawsze coś… Pięknie pokazałaś reportaż, zwłaszcza to gdzie dorastał:)

    Reply
    • Maria Kowalewski
      15 grudnia 2018 at 6:31 PM

      Dziękuję bardzo. Z biografiami tak jest, że zbyt dużo faktów i szczegółów może zniechęcić. Lepiej jak fabularyzowana, no chyba, ze się kogoś bezgranicznie lubi. Fajnie było zjeśc posiłek w knajpce Cohena, pozdrawiam ciepło.

      Reply
  • Patryk Tarachoń
    16 grudnia 2018 at 11:27 AM

    Mural jest przepiękny, a dom robi jeszcze większe wrażenie.

    Reply
    • Maria Kowalewski
      16 grudnia 2018 at 11:42 AM

      Pamiętając jaki stosunek miał cohen do swojego miasta, jego wizerunek robi wrażenie:)

      Reply
  • Chailai
    18 grudnia 2018 at 11:49 AM

    Nie jest to osoba, którą kiedykolwiek mogłabym darzyć sympatią, jednak podziwiam pomysł wędrowania śladami swojego idola 🙂

    Reply
    • Maria Kowalewski
      18 grudnia 2018 at 12:11 PM

      To z pewnością jest osoba, którą można darzyć sympatią, bo był dżentelmenem, skromną osobą i wielkim artysta. A tak, wędrowanie śladami idola to fajna przygoda.

      Reply
  • Inga B
    18 grudnia 2018 at 12:07 PM

    Piękne te murale, uwielbiam taką formę sztuki 🙂

    Reply
    • Maria Kowalewski
      18 grudnia 2018 at 12:21 PM

      Na mnie tez zrobiły wrażenie, szczególnie ten z Cohenen, widać go ze szczytu góry, taki dobry, ciepły usmiech.

      Reply
  • Patrycja Sobolewska
    18 grudnia 2018 at 1:21 PM

    Brawo kochana, widać, ze w ten wpis włożyłaś całe swoje serce 🙂

    Reply
  • Anszpi
    18 grudnia 2018 at 1:27 PM

    Taka wędrówka czyimś śladami jest bardzo ciekawa, pozwala lepiej poznać daną osobę i się z nią w pewien sposób połączyć

    Reply
    • Maria Kowalewski
      18 grudnia 2018 at 1:48 PM

      Świetna zabawa, zaczyna się traktować osobą jak kogoś osobiście znanego i bliskiego. Dzięki za odwiedziny, pozdrawiam.

      Reply
  • Anna | Kosmetykoholizm
    18 grudnia 2018 at 7:51 PM

    Lubię posłuchać Leonarda Cohena.
    Piękny Montreal – oglądam właśnie serial Frontier i tam część dzieje się z Montrealu, ale nie jest on zbyt pokazany

    Reply
    • Maria Kowalewski
      18 grudnia 2018 at 8:36 PM

      Nie oglądałam, właśnie sprawdzam, dzięki za podpowiedz.

      Reply
  • Agnieszka
    20 grudnia 2018 at 5:03 PM

    Świetny wpis, bardzo lekko napisany, pełen treści, a nie nudny. No i piękne, oryginalne zdjęcia!

    Reply
    • Maria Kowalewski
      20 grudnia 2018 at 5:33 PM

      Dziękuję Ci, ciesze się, że nie uważasz, że przynudzam, byłam taka przejęta:)

      Reply
  • Kasia
    20 grudnia 2018 at 7:40 PM

    Prześliczne zdjęcia i bardzo interesująca historia 🙂

    Reply
  • Gusia
    21 grudnia 2018 at 8:08 AM

    Bardzo ciekawa i ważna w historii muzyki postać 😉

    Reply
    • Maria Kowalewski
      21 grudnia 2018 at 12:19 PM

      Bardzo fajny i ciekawy człowiek, bardzo się cieszę, że go poznałam inaczej.

      Reply
  • Kinga K
    23 grudnia 2018 at 11:46 AM

    Uwielbiam Motreal 🙂

    Reply
    • Maria Kowalewski
      23 grudnia 2018 at 12:29 PM

      Byłaś w Montrealu może? Na pewno jest cudownie latem. Dziennikarstwo z hiszpańskim? Brzmi fantastycznie, powodzenia!

      Reply
  • Krakkos
    19 lutego 2019 at 9:43 AM

    Fajna podróż

    Reply
  • Pawel | dziennikipodrozne
    11 marca 2019 at 11:00 AM

    Bardzo interesujący wpis – nawet dla ludzi, którzy Cohena zbyt często nie słuchają. Tak sobie myślę, o ile ciekawiej można przedstawić miasto/regon kiedy podąża się śladami jakiejś znanej osoby. U Ciebie ważny jest człowiek, a Montreal jest tylko dopełnieniem jego historii. A przecież mógłby to być kolejny w sieci wpis pod tytułem “TOP 10 – Co warto zobaczyć w Montrealu”. Tak wiem – gardzisz tego rodzaju postami 😉
    Sam przymierzam się do tego rodzaju tekstu u siebie na blogu, ale z akcją dziejącą się w angielskim Devonie. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
    Pozdrawiam!

    Reply
    • Maria Kowalewski
      11 marca 2019 at 11:34 AM

      Cieszę się, że moj wpis Cię zainteresował. Wiedziałam, że Cohen urodził się w Montrealu, znałam kilka faktów z jego zycia i to wszytsko. Wzruszył mnie jego list do dawnej ukochanej a potem wiadomośc o jego śmierci. Ale w Montrealu wszytsko stało się bardziej intensywne, kiedy skupiliśmy się na podążaniu za nim. Wizyta w synagodze bardzo ważna. Nie spodziewałam się, że był taki normalny i skromny, lubił pogawędzić z każdym na ławeczce przed domem. Bardzo sympatyczny i skromny.
      Zachęcam, odkrywanie na własną rękę śladów po kimś, kogo znamy tylko z twórczości to cos niesamowitego. Mialam przyjemność odwiedziać miejsca związane z Margaret Mitchel i “Przeminęło z wiatrem” i czulam się podobnie. Powodzenia, czekam z zainteresowaniem jaki masz pomysł. Pozdrawiam serdecznie.

      Reply
  • Beata
    8 kwietnia 2019 at 9:24 PM

    Witaj Mario, to że pięknie napisane – fakt, to że doskonałe zdjęcia i komentarze -fakt, to że zazdroszczę – fakt, ale nigdy nie zrozumiem, dlaczego można być tak bardzo blisko…i trzeba ginąć w bezsilności wobec niemożliwego. Wyjaśniam: po koncercie w Łodzi (2013) w pełnym przekonaniu, że ostatni raz widzę LC na własne oczy, byłam w kawiarni hotelu w którym mieszkał. Przesiedziałam tam kawał nocy (kilka godzin)- kilka pięter niżej, sącząc wino, gdy LC zapewne smacznie spał. Tylko dwa piętra niżej, a okazało się to być całą otchłanią niemożliwego. Gdyby brakowało komuś sentymentalnego, “płaczliwego” komentarza – to proszę.Oto on. Pozdrawiam Cię i dziękuję bardzo.

    Reply
    • Maria Kowalewski
      8 kwietnia 2019 at 10:31 PM

      Dziękuję za piękny komentarz. Piękny, bo pisząc o Cohenie, miałam nadzieję, że pewnego dnia pojawi się ktoś, dla kogo te zdjęcia i słowa będa ważne i potrzebne. Bo skąd mamy wiedzieć, że nasz idol był skromnym człowiekiem, który ucinał sobie pogawędki w parku z kloszardem i lubił przysiadać na schodku z laptopem na kolanach. Ja unikam płytkiej uczuciowości, a jednak na cmentarzu pożegnałam kogoś mi bardzo bliskiego i chyba uderzyłam w łzawy ton. Przeżyłam niesamowita przygodę i jestem szczęśliwa, że Ci pokazałam Jego Montreal. Pozdrawiam serdecznie.

      Reply
  • Beata
    10 kwietnia 2019 at 6:34 PM

    Tak. Pokazałaś mi Montreal za którym tęsknię, który jest dla mnie nie do zdobycia i który zapewne mógłby mnie “uzdrowić”. Ponieważ nie mogę tam pojechać (to tysiące kilometrów), tak jak nie mogłam wjechać windą na piętro w hotelu i po prostu wejść (choć to było tylko kilkanaście metrów)…dlatego z całego serca dziękuję za poprowadzenie mnie śladami Leonarda. Ciekawa jestem jak udało Ci się wyszukać takie detale, jak tytuł pieśni na ceremonii pogrzebowej, czy o zachowaniu S.Elrod wobec Marianne…? A kloszard nie zawsze jest kloszardem, czasem to poeta który nie miał sił by przestać…, jak ten pan na zdjęciu 🙂

    Reply
    • Maria Kowalewski
      10 kwietnia 2019 at 7:48 PM

      Beatko, teraz może za daleko, kiedyś i dla mnie też taka podróż była czymś niewyobrażalnym. Uzdrowić się możemy tylko sami i miejsce nie ma wielkiego znaczenia. Czasami się zachłystuję czymś, co kiedyś było zwyczajne, a karaibskie klimaty już nie wywołują okrzyków. Nie piszczę na widok bananowca tylko kasztanowca. W Montrealu byłam 5 miesięcy temu, musiałam odświeżyć sobie co napisałam. Wygrzebałam sporo ciekawostek w internecie, znalazłam portal o Cohenie, mam jego biografie. Sporo dowiedziałam się w synagodze. Wielu rzeczy nie dało się wcisnąć w post, bo nie wypadało plotkować i nie pasowało do całości. Pozdrawiam Cię serdecznie.

      Reply
      • Anonim
        11 kwietnia 2019 at 5:40 PM

        Dziękuję Mario. Kochana jesteś, że odpowiadasz za każdym razem. Zapewne masz dużo racji, dlatego to “uzdrowienie” wpisałam w cudzysłów. Boję się, że z czasem wszystko wyblaknie (i we mnie i w tych ludziach, których spotkałaś). Dlatego żałuję, że to tak daleko.
        Moje najlepsze życzenia dla Ciebie 🙂 Beata

        Reply
        • Maria Kowalewski
          11 kwietnia 2019 at 6:58 PM

          U mnie tam nic nie blaknie i coraz więcej mnie interesuje rzeczy. Czy coś, co fascynuje może kiedyś stracić na wartości? Ja nawet stare lektury wspominam z czułością, bo kiedyś coś ważnego dla mnie zrobiły. Tak jak wiosna nigdy się nie znudzi:) Ależ to dla mnie przyjemność rozmawiać z Tobą, bardzo mnie cieszy, że zaglądasz i jeszcze moje wypociny lubisz. Pozdrawiam ciepło.

          Reply
  • Beata
    11 kwietnia 2019 at 6:07 PM

    Czy mogłabyś słowo napisać o tych płytach z Synagogi? Czy na wszystkich śpiewa Kantor Gideon Zelermyer? Znalazłam stronę Chóru, są tam 4 CD, ale nie ma pełnego opisu.

    Reply

Leave a Reply