La Paz.

La Paz

Aż mnie ciarki przechodziły kiedy szliśmy w stronę samolotu do La Paz. Przelot nad Andami i  lądowanie na wysokości 4150 metrów brzmi ekstremalnie. Połowę samolotu zajmowała grupa ożywionych nastolatków z opiekunkami-zakonnicami, podobna grupa żegnała ich wylewnie w Cuzco. 

Potrząsało i rzucało nami, a ja mówiłam do Krzysia- oto wyśnił się  twój sen, jesteśmy na najwyżej położonym lotnisku na świecie. Już nie palcem po mapie, to prawdziwa przygoda.

Filmowałam  lądowanie w La Paz ciesząc się, że samolot siadł bez strat w ludziach. Zabraliśmy bagaże zaskoczeni, że tak tu kulturalnie, nikt nie blokuje przejścia, wszyscy czekają aż wysiądziemy pierwsi, więc ruszyliśmy na podbój La Paz.

Rozglądałam się i fotografowałam przejęta. Przed budynkiem zamierzałam ku pamięci pstryknąć napis “La Paz”. Patrzę, patrzę i nie wierzę,  AREQUIPA. Ale, że jak? Przecież odprawiliśmy się i weszliśmy do właściwego samolotu.  

Nie planowaliśmy odwiedzić Arequipy, chociaż to drugie największe miasto w Peru. Pokazałam rozanielonemu Krzysiowi napis. Dziwną miał minę, taką- nic a nic nie rozumiem. Krzyknęłam- wracamy! Biegliśmy jak alpaki do samolotu, jeszcze nie odleciał  z naszymi bagażami. 

Wszyscy pękali ze śmiechu, nawet zakonnice nie miały litości. Nieźle się ubawili obserwując nasze zachowanie. Nawet nie zauważyliśmy lądowania w La Paz, tak wesoło się zrobiło. Za bardzo przebieraliśmy  nogami, żeby usłyszeć zapowiedź o międzylądowaniu.

El Alto, lotnisko i przedmieście La Paz.

Patrzę w dół z wysokości 4 tysięcy metrów!  Dla porównania: Kasprowy Wierch ma 1890,  Giewont 1894 metrów n.p.m. Najwyżej położona metropolia na świecie  i największe miasto Ameryki Łacińskiej zamieszkałe przez rdzenną ludność.

Jak wszędzie na świecie dzieci urocze i ciekawe obcych.

Im wyżej, tym biedniej, zimniej i trudniej oddychać i rozpalić ogień.

Teleferico.

To sieć kolejki linowej, którą można  w 10 minut dotrzeć z El Alto do La Paz . Autobus jest droższy i prędkość bywa ograniczona do 10 km. na godzinę.

W La Paz jest wiele oficjalnych Miradores- punktów widokowych. Mirador Laikakota, widok na centrum miasta.

Tradycyjny strój Indianek Ajmara.

Melonik na głowie i kolorowa, błyszcząca spódnica nałożona na kilka sztywnych halek. Na ramionach  szale z alpaki spięte broszkami.  Ta moda jest wpływem hiszpańskiej inkwizycji, zmuszono je by dostosowały się do europejskich zwyczajów tamtej epoki. Meloniki mają ciekawą historię.

Otóż producenci meloników z Manchesteru, wysłali partię dla brytyjskich pracowników kolei w Boliwii.  Okazały się zbyt małe dla mężczyzn. Wtedy puścili fałszywą informację, że to damskie nakrycie głowy eleganckich Europejek.

Cholitas przypinają kapelusiki spinkami na różne sposoby: mężatki noszą melonik prosto, panny przechylony na bakier. Noszenie z tyłu oznacza, że związek jest skomplikowany.

Językiem urzędowym w Boliwii jest hiszpański, ale w małych miejscowościach ludzie mówią tylko językiem quechua lub aymara.

Świętością są liście koki. Pija się mate de coca, herbatkę z liści koki, która łagodzi objawy choroby wysokościowej. Boliwijczycy wierzyli, że koka to dar bogów, ponieważ żucie świeżych liści pomagało znieść głód, ból i zmęczenie podczas niewolniczej pracy dla kolonizatorów.  Według legendy białym ludziom miała przynieść zgubę. Uwielbiają fiesty, tańczą od najmłodszych lat.

Muzeum Archeologiczne.

Są tu eksponaty z Tiwanaku a także innych kultur.

Plac Murillo

Don Pedro Domingo Murillo był przywódcą rewolucji w 1809 roku, przeciwko hiszpańskiej okupacji.  Został powieszony na placu, gdzie teraz stoi jego pomnik.

    Widoki są porażające, idąc kolorową ulicą, można obserwować wyrastającą górę, która jest gęsto zabudowana.  

Charango.

Spacerując podobną, urokliwa uliczką, zobaczylismy plakat : “Teatro del Charango” invitados . Zaciekawieni poszliśmy do Muzeum Instrumentów, gdzie odbył się piękny koncert znanego muzyka. Ernesto Cavour jest  koncertującym na całym świecie artystą, grającym na charango, rodzaj maleńkiej mandoliny.

Targ czarownic.

Na targu czarownic nadal praktykuje się czary-mary Aymara. Znajdują się składniki, które mają zapewnić zdrowie, miłość, bogactwo, długie życie i ugłaskać duchy. Można podać problem i kupić wymieszane mikstury w kolorowych pudełeczkach,

Płody lam.

Najbardziej widoczne są suszone płody lam w różnych rozmiarach. Płody z poronień dodam, nie zabijają lam. Dla turystów zabawna egzotyka, jednak oni traktują to bardzo poważnie.

Każdy kraj w Ameryce Południowej ma cechy wspólne, ale  łatwo dostrzega się różnice. Zmienia się moda, kształt i kolor kapeluszy, inne pozycje w menu. To uwielbiam, najbardziej jak sama odkrywam coś nowego, czego nie wyczytałam w żadnym przewodniku.

Boliwia jest biedniejsza, ale za to taka interesująca dla nas. Zajrzyjcie koniecznie do najbardziej tajemniczego miejsca na ziemi- Tiwanaku.

Pięknie spędzony czas, chociaż to tylko krótki wypad przy okazji zwiedzania Peru.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Ale mrowisko!!!
    Wygląda to jak ul na dużej wysokości.
    Ciekawie i egzotycznie.
    Pracowałam kiedyś z lekarzem,który pochodził z La Paz,kończył studia medyczne w Polsce.
    Przynajmniej tutaj coś zobaczyłam.
    Fajna relacja,zazdroszcze podróży.
    Pozdrawiam ciepło-)

    • Irenko, prawie każda stolica w ameryce Południowej jest tak spektakularnie polozona. Kiedy jechaliśmy z lotniska w dole była tęcza. Egzotyka niesamowita, widoki zapierające dech. Ja też cię pozdrawiam serdecznie

  2. Będę tam w przyszłym roku, a przez Ciebie chcę być już teraz zaraz!
    Piękne zdjęcia.
    Nie odczuwasz żadnej choroby wysokościowej lądując tak wysoko?
    Jeśli mówię tylko trochę po hiszpańsku to przeżyję w wioskach Indian? 🙂 🙂

    • Będzie wspaniale, uwielbiam Ameryke Południową. Ludzie w Boliwii są trochę inni, poważni, mniej się usmiechają niz w Peru, może dlatego, że sa biedniejsi? Oczywiście, że odczuwam skutki wyskokości, bóle głowy, zmęczenie, ale to mija. Kokę trzeba żuć, ale bylismy jesienia i nie było świeżej. Ich wiosną znaczy. W tym roku w Ekwadorze już nic mi nie dokuczało, tyle, że nie miałam sił wdrapywać się na wulkany. Mój mąż mówi trochę po hiszpańsku i dajemy radę. W hotelach nie ma problemu z angielskim. Pozdrawiam i powodzenia.

    • Tam najwyżej to już slumsy. Niewiarygodne miasto, bardzo mi się tam podobało, znalazłam wiele ciekawostek, ani jednej za co mialabym nienawidzić. Na pewno nie jest łatwo w takim karju zyć, ale pobyć kilka dni jest super.

  3. Jestem w szoku patrząc na te zdjęcia. Czegoś takiego jeszcze nie widziałam ale może kiedyś zobaczę bo Peru z kolei chcemy zobaczyć razem, tylko jak ja tam dolecę jak to taki kawał drogi a ja nie cierpię latać 🙂 no nic jakoś się zepnę i może się uda

    • My z Cuzco polecieliśmy do La Paz, przy okazji zobaczylismy Tiwanaku. Powrót był ciekawy, z La Paz komfortowy autobus zabrał nas z La Paz do Puno ( Titicaca) tam można zobaczyć wyspy Uros a my pojechalismy do Amaru Muru, cudo. Potem kolejnym autobusem do Cuzco a po drodze zatrzymywaliśmy się przy wielu atrakcjach, to było świetne i niemęczące rozwiązanie.
      Ja też strasznei się męczę podczas długich lotów, ale do Ameryki Południowej mam tylko kilka godzin i tym bardziej ją uwielbiam. Na mojej liście wysoko stoją Ekwador i kolumbia, Peru uwielbiam za Machu Picchu.