Menu
Azja / Malezja

Kuala Lumpur.

Kuala Lumpur. Plac Merdeka

Kuala Lumpur.

Pokrzepieni arabską gościnnością w Doha , wskoczyliśmy w katarskie linie, gotowi na 7 godzin lotu do Kuala Lumpur. Malezja, to kolejny oddech w bezlitosnej podróży z Atlanty do Indonezji.

Uwielbiam obserwować trasy przelotów na pokładowym ekraniku. Z jakiegoś powodu mój, zamiast Bollywood i map świata, uparcie podsuwał mi Koran. W końcu zresetowali moje urządzenie.

Na lotnisku wielka zmiana dekoracji, zniknęły białe arabskie galabije, zaroiło się od kobiet w hidżabie. Pierwszy raz widziałam bardzo małe dziewczynki tak otulone, że tylko buzie i dłonie wystawały.

W Kuala Lumpur mieszają się kultury malajskie, chińskie i hinduskie. Dwie trzecie populacji stanowią Malajowie. Są najbardziej uprzywilejowani, ich język jest językiem urzędowym a islam jest religią państwową.

Dwumilionowa metropolia zaczęła się od kilku biednych chat na bagnistym brzegu rzeki. Pierwszymi mieszkańcami Kuala Lumpur byli Chińczycy. W 1857 roku osiemdziesięciu siedmiu górników wydobywało tu cynę.

Teraz są największą mniejszością, prawie jedna czwarta mieszkańców stolicy to Chińczycy. Hindusów jest tylko 8 procent, sprowadzili ich Brytyjczycy do budowania kolei.

Merdeka Square, Kuala Lumpur.

Jesteśmy w najważniejszym miejscu w mieście. 31 sierpnia 1957 roku Malezja uwolniła się od rządów brytyjskich. Na największy maszt na świecie wjechała flaga Malezji. Na Placu Niepodległości (Merdeka) świętuje się najważniejsze uroczystości.

Budynek sułtana Abdula Samada.

Piękny arabski pałac z wieżą zegarową zbudowali Brytyjczycy w 1897 roku, z przeznaczeniem na biura brytyjskiej administracji. Pokryty miedzianymi kopułami zapoczątkował modę na architekturę mauretańską w koloniach brytyjskich.

Zaprojektował go AC Norman, ten sam architekt, który stworzył meczet Masjid Jamek położony nieopodal.

Wieża zegarowa ma 41,2 m. Podczas otwarcia pierwszy raz zapłonęło elektryczne światło w Kuala Lumpur. Obok wieży majaczy Menara TV, a po lewej stronie słynne Petronas Twin Towers.

Budynek sułtana Abdula Samada.

  Budynek z czerwonym dachem to klub krykieta założony w 1884 r. Służył jako miejsce spotkań wysoko postawionych członków brytyjskiej elity kolonialnej. Zielony trawnik był boiskiem do gry w krykieta.

Biura rządowe przyjęły imię na panującego sułtana Abdula Samada.

Budynek sułtana Abdula Samada.

Jama Masjid.

Budowa meczetu rozpoczęła się w 1909 r. Brytyjczycy postanowili stworzyć muzułmanom miejsce kultu. Położenie u zbiegu dwóch rzek Gombak i Klang uniemożliwiło rozbudowę.

Masjid jest jednym z najstarszych meczetów w stolicy Malezji. 

W porze deszczowej rzeki są niebezpieczne. Trzy wielkie powodzie w 1926 r., 1971 r. i 2003 r. pokryty meczet błotem i zawaliły jedna ze ścian. Dlatego centrum islamu w Kuala Lumpur musiało być przeniesione do Meczetu Narodowego.

Chinatown.

Chińska dzielnica Kuala Lumpur to okolice Petaling Street.

Durian.

Nie próbowaliśmy, ale na spółkę zjedliśmy loda kokosowo-durianowego o padlinowatym smaczku. Na ulicy szereg sklepików z przerobionym durianem: ciasteczka, kawa, cukierki. Nie uwiodły moich kubków smakowych.

Sri Mahamariamman Temple.

Jest główną świątynia hinduistyczną w Kuala Lumpur. Grupka Polaków ściągała buciki i szorowała do wnętrza, zanim zrobiliśmy zdjęcia już pognali dalej.

W 1873 r. robotnicy z południowych Indii, przybyli do budowy kolei i dróg, założyli świątynię. Bogini Sri Mahamariamman miała chronić ich poza krajem i oddalać choroby.

 Sri Mahamariamman Temple.

W świątyni są sceny z Ramajany z udziałem 228 bożków i ręcznie malowane hinduskie historie.

 Sri Mahamariamman Temple.
 Sri Mahamariamman Temple.

Guan Di Temple.

Świątynia jest poświęcona Guandi- taoistycznemu bogu wojny i literatury.

Mężczyzna i kobieta po prawej stronie z małym chińskim lwem.

Wewnątrz świątyni można kupić kadzidło i specjalne kije. Obserwowałam młodego chłopaka, który bił pokłony i machał patyczkami w kierunku bóstwa.

Przed posągiem Guandi leży słynny miecz i włócznia. Wyznawcy wierzą, że ma wielką moc i każdy kto go dotknie będzie pobłogosławiony.

Petronas Twin Towers.

Są największymi bliźniaczymi wieżami na świecie, symbolem współczesnej Malezji. Do 2004 roku były najwyższymi budynkami świata Mają 452 m wysokości i 88 pięter.

Kuala Lumpur, Petronas Towers

Rząd Malezji zatrudnił dwie różne ekipy do zbudowania bliźniaczych wież: południowokoreańską i japońską, każda odpowiadała za jedną z wież.

Południowokoreańska załoga pierwsza skończyła budowę wieży wschodniej, tym samym wygrała przetarg na budowę mostu powietrznego.

Dwupiętrowy most wisi łączy wieże na 41. i 42. piętrze, ale nie jest przymocowany do żadnej z nich. Podczas silnych wiatrów podtrzymuje je, a kiedy wieże się kołyszą, może się przesuwać.

Niższy poziom wiszący 170 metrów nad ziemią jest otwarty dla publiczności. Na Wyższym poziomie jest sala konferencyjna, jadalnia dla kadry kierowniczej i sala modlitwy.

Wieże są pokryte panelami ze szkła i stali nierdzewnej. Architekt César Pelli nazwał je „diamentami o wielu obliczach błyszczącymi na słońcu”.

Choinka i Suria KLCC.

Co oznacza Kuala Lumpur City Center, fantastyczne centrum handlowe, w którym największą atrakcją byli ludzie i choinka.

Zdjęcia nie pokazują tych niezliczonych tłumów, radości dzieci i fotografujących się grupek. Lubię okres bożonarodzeniowy w otoczeniu palm.

Din Tai Fung.

Niezwykłe pyszne pierożki są parowane w bambusowych koszyczkach. Jeden wałkował, drugi zręcznie zwijał roztańczonymi palcami. Wzrok nie nadążał, ale przecież w restauracji czekał tłum na te rarytasy nasączone rosołkiem.

Kuala Lumpur Petronas Towers

Lake Symphony.

Kolorowym strumieniom wodnych figur towarzyszy muzyka. Podczas spektaklu włączył się głośnik z meczetu, muezin wzywał do modlitwy, ale muzyka go zagłuszyła, wszyscy woleli wpatrywać się w kolorowe fontanny.

Dobra lokalizacja.

To podstawa, każdy chciałby zrobić zdjęcie z basenu na dachu z wieżami w tle. W tym celu zainstalowaliśmy się w starannie wybranym apartamencie. Różnica czasu urosła nam do 10 godzin, w Doha spaliśmy tylko 3 godziny, dlatego czujnie zaczęliśmy rozglądać się za łazienką i łóżkiem.

Na początku byłam spokojna, dwie sypialnie, fajny salonik połączony z kuchnią, nawet pralka była. Niemożliwe, żeby w łazience była tylko toaleta, gdzie jest prysznic???

Podjęliśmy próbę jeszcze raz, drepcząc po swoich śladach. Zaczęłam opukiwać ściany i ciągnąć za klamki przy oknie. Wnętrze ze szkieł i luster kpiło w żywe oczy.

Padliśmy na łóżko i obudziliśmy się zgodnie po sześciu godzinach. Krzyś z miną odkrywcy zakamuflowanych łazienek krzyknął- jest! W lustrzanej ścianie były drzwi, a za nimi garderoba i przepiękna łazienka z wielką wanną i prysznicem.

Odświeżeni pojechaliśmy windą na dach szukać najlepszego widoku na wieże, a tam zasadzka! Nie dość, że zdążyli już coś wybudować, to wielki dźwig i robotnicy w żółtych kubraczkach zmasakrowali panoramę.

Kolejną ciekawostką był brak cyferki 4, oraz 44 i 14 w windzie. Było 3a itp. Okazało się, że „4” w języku chińskim wymawia się tak samo jak słowo „śmierć”. Szczęśliwą cyfrą jest ósemka.

W drodze powrotnej z Indonezji mieliśmy inny hotel z bardzo przyjemnymi zasadzkami. Krzyś zaznaczył krzyżykiem okienko “podróż poślubna”. Dlatego ścieżka płatków róż powiodła nas w stronę czekoladowego torcika i powitalnej kartki z gratulacjami.

Widziałam Petronas Towers leżąc w łóżku, na szczęście około północy iluminacja znikała. W czasach kiedy wieże były najwyższymi budynkami na świecie zajrzał tu James Bond.

Pływanie między drapaczami chmur jest obłędne, surrealistyczne a nawet futurystyczne. Nieprawda, że tylko natura może zapierać dech.

Menara TV, Kuala Lumpur.

Czyli wieża telewizyjna, z której można ogarnąć spojrzeniem całe miasto.

Drugi raz wjechaliśmy do Malezji po powrocie z Jawy. Ku mojemu bezbrzeżnemu zdumieniu na lotnisku czekał kierowca taksówki z którym raz jechaliśmy.

Zapamiętał kiedy i skąd wracamy, postanowił sam działać i nie czekać aż skorzystamy z jego wizytówki. Miał przygotowany szereg wycieczek na jeden dzień, który nam pozostał. Strasznie trudno było się go pozbyć.

Kolejny etap podróży był najciekawszy. Indonezja to niesamowite owoce na drzewach, pola ryżowe, cudowne świątynie i uśmiechnięci ludzie. Jeszcze bardziej zakutane dzieci i luwaki hm…produkujący kawę.

12 komentarzy

  • Joanna
    14 stycznia 2020 at 10:00 PM

    Boże, co za miasto! Cudowne zdjęcia. Zgadzam się, nie tylko natura może robić wrażenie A ja właśnie czytam o Malezji w “Powiedział mi wróżbita” Terzaniego 🙂
    Pozdrawiam 🙂

    Reply
    • Maria
      14 stycznia 2020 at 11:22 PM

      Dziękuję za odkrycie Terzaniego , zdobyłam “Nic nie zdarza się przypadkiem” i “w Azji”. Również pozdrawiam Joanno.

      Reply
  • Irena
    14 stycznia 2020 at 11:11 PM

    Kuala Lumpur to miasto ogromnych kontrastów.Biedy i bogactwa.
    Osobiście byłam w KL kilka razy i dużym sentymentem darzę to miasto.
    Fajnie się je zwiedza,a widoki z Petronas Tower,czy wieży telewizyjnej są fantastyczne, zwłaszcza wieczorem.
    Duriana oczywiście jadłam, świeży jest całkiem dobry.
    Fajnie było zobaczyć to miasto Twoimi oczami i przypomnieć sobie miło spędzone chwile.
    Hotelowe baseny z widokiem to już norma.My mieliśmy wspaniały.
    Serdecznie pozdrawiam-)

    Reply
    • Maria
      14 stycznia 2020 at 11:47 PM

      Kontrasty też mi się podobały, niestety musiałam wybrać co pokazać. Chinatown przypominała wszystkie inne. Niestrudzenie eksplorowaliśmy miasto i smaki. Na duriany napatrzyłam się w Indonezji, ale po co, skoro akurat był sezon na mango. Tak, pierwszy basen to porażka, za to drugi hotel wynagrodził wszystko. Uczucie, ze się pływa między niebem a drapaczami jest niesamowite. Irenko, zdaje się, że w tym samym czasie czytałyśmy swoje wpisy nawzajem:)

      Reply
  • Mokka
    15 stycznia 2020 at 8:46 AM

    Bardzo piękne zdjęcia, a wpis jak zwykle pobudza do przemyśleń…Tam, gdzie żyje obok siebie wiele narodów i kultur, jest wiele do obserwacji…Dorian wygląda nieźle, ciekawi mnie ten smak, no i zapach!? Choinka zadomowiła się wszędzie…To znaczy, że mogą być na świecie rzeczy, które łączą, a potem może również myśli…Też mi się spodobało to połączenie palm z choinką! To takie bliskie prawdy…
    Serdecznie pozdrawiam!

    Reply
    • Maria
      15 stycznia 2020 at 12:02 PM

      Dziękuję, zdjęć jest tyle, że zawsze mam wielki problem które wybrać. Ciekawie jest być w takim wielokulturowym miejscu, ludzie ubierają się po swojemu i gotują po swojemu. Malajski przysmak o nazwie nasi lemak był dla mnie nie do przełknięcia, do sosu dodaje się pastę krewetkową i trochę suszonych szprotek albo anchois. Dlatego ochoczo korzystaliśmy z kuchni indyjskiej i tajskiej. Ciekawie było zajrzeć do świątyń, nigdy wczesniej nie widziałam chińskiej. Pozdrawiam serdecznie Marto.

      Reply
      • Maria
        17 stycznia 2020 at 8:37 AM

        Dziękuję Olu, szczęście się przyda, jest 3:30 rano a ja ruszam w dalszą drogę. Pozdrawiam gorąco.

        Reply
  • Olga Jawor
    17 stycznia 2020 at 6:44 AM

    Widoki oszałamiające! A najbardziej rzecz jasna ten z poziomu basenu na dachu! Coś niesamowitego! Opowiesć o szukaniu łazienki rozśmieszyła mnie (mam podobne wspomnienie z Au).Dobrze, że się znalazła, bo co tam cuda świata, gdy nie ma gdzie sie umyć?
    Pięknie, Marylko!Oglądam z zapartym tchem!
    Pozdrawiam Cię serdecznie i wielu radosci i zachwyceń życze ci w następnych podrózach!:-))

    Reply
  • Wanilia
    18 stycznia 2020 at 12:16 PM

    Przepiękne fotki! Moją uwagę przykuły zdjęcia młodych kobiet zakutanych po uszy. Co czują, co myślą, kiedy tak nie mogą wbić się w zgrabne dżinsy z cekinami i dziurami na kolanach, czy udach. Spod niefajnego chałata wystają toporne adidasy zamiast wdzięcznych sandałków na paseczkach. Dokoła budowle bijące nowoczesnością nasz kraj a w sprawach swobody stroju dalej jak za króla Ćwieczka. Ciekawe, czy dziewczyny, kobiety czasem stają sobie przed lustrem i wyginają się w bikini w tanecznych rytmach? A jak jest na basenie? Jak z niego korzystają? Kuala Lumpur nocą niesamowity, Dowcipne i bardzo celne komentarze zamieściłaś, Marylko. Też bym wolała pokaz fontanny od wycia muezina 🙂 Tak odbiegając od tematu, Warszawa też ma taneczną fontanną. Udało mi się załapać na ostatni “występ” w sezonie. Dziękuję za przepiękną, jak zawsze relację.

    Reply
    • Maria
      19 stycznia 2020 at 1:45 AM

      Droga Wanilio, otóż wchodzą do wody w chustach, w tych basenach na dachach z lustrzanymi drapaczami dookoła wygladały przedziwnie, wlasnie przez ten kontrast. Za to młode Arabki w Kuala Lumpur zerwały z głów czadory i włożyły szpileczki. Jeszcze dramatyczniej jest w Indonezji, bo dziewczynki takie na oko 7-8 letnie były zakutane, jeszcze przed dojrzewaniem. Bardzo podobał mię Twój dowcipny komentarz, w którym zawarłaś wszystko na temat urokow kobiecości i korzystania z tego.Arabki stroją się w domu i w kobiecym towarzystwie, natomiast nic nie wskazuje na to, żeby Malajom pozwalano na odrobinę próżności, wszak wiara nakazana z urzędu. Pozdrawiam serdecznie.

      Reply
  • Ania
    21 stycznia 2020 at 6:11 PM

    Witaj Mario 🙂 wszystkiego dobrego w Nowym Roku 🙂
    Kuala Lumpur jest na naszej liście, marzy mi zobaczyć to miasto, podobnie jak Singapur 😉
    Moi znajomi tydzień temu wrócili właśnie z Kuala Lumpur i obsypali mnie podobnymi zdjęciami jakie masz u siebie, no i co za tym idzie narobili mi ochoty na tamten kierunek 🙂 i z tego co widzę chyba byli w tym samym hotelu bo widoki identyczne 🙂 miasto prezentuje się pięknie, choinka robi wrażenie, a podobne cudeńka widzieliśmy kilka lat temu w Dubaju.
    pozdrawiam Ania 🙂

    Super nowa strona bloga 🙂 bardzo mi się podoba

    Reply
    • Maria
      22 stycznia 2020 at 11:57 AM

      Dziękuję Aniu, Ja też życzę Ci wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku. W styczniu oboje mamy urodziny, dlatego już się dobrze zaczął, bo świętujemy na Trynidadzie i Grenadzie. Kuala Lumpur jak najbardziej polecam, ale jako przerwę w podróży w inne miejsca. Nad nową stroną ciągle pracuję, im bardziej rozbudowana, tym wolniejsza, staram się jakoś to pogodzić. Pozdrawiam Aniu.

      Reply

Leave a Reply

%d bloggers like this: