Menu
Ameryka Północna / Karolina Południowa / USA

Plantacje w Karolinie Południowej.

Plantacje niewolnicze w Karolinie Południowej.

Widziałam już to miejsce, kiedy nawet mi się nie śniło, że zobaczę Amerykę Północną, kiedy wiele lat temu oglądałam  serial “Północ- Południe” z Patrickiem Swayze w roli głównej. Plantacja niewolników Boone, była rodzinnym gniazdem głównego bohatera. Tu również powstawały sceny do “Queen” z Halle Berry i innych znanych filmów.

Od takich momentów zaczynała się fascynacja  tym światem. Niewolnictwo to ciemna plama w historii Południa, dzięki muzeum w dawnych chatach niewolników, można zobaczyć jak wyglądało ich życie. Mam to szczęście, że w ciągu czterech godzin, można przenieść się w czasie. Tyle się jedzie z Georgii do Karoliny Południowej, gdzie są widowiskowe rezydencje i  Ocean Atlantycki- ciepły!

Zapraszam na krótki przewodnik po trzech plantacjach niewolników: Boone Hall, Middleton Place i McLeod

Boone Hall Plantation.

Boone Hall, jest jedną z najstarszych amerykańskich plantacji opartych na niewolnictwie, uprawianą nieprzerwanie od 320 lat. Najstarsze wzmianki o tym miejscu pochodzą z roku 1681, było prezentem ślubnym dla Johna Boone i jego żony Elżbiety. Ich syn założył aleję dębową w  w 1743 roku. 

W 1811 roku plantacja została sprzedana braciom Holbreck. Zasłynęli z produkcji cegieł, z których zbudowano większość budynków w Charleston. 85 niewolników wyrabiało rocznie  4 miliony cegieł.  Posadzono również drzewka orzechów pekan i  pod koniec XIX wieku Bonne Plantation był wiodącym producentem pekanów w całym kraju. 

Aleja dębowa.

Aleja  zaczęła powstawać w 1743 r, Nowi właściciele dokończyli dzieła w 1843 r.  Jest niezwykła, śpiew ptaków, cykady, powiewające firanki mchu zatrzymały nas na bardzo długo. Chce się tu zostać i ominąć tłum turystów widoczny z daleka.

Hiszpański mech.

Boone Plantation. Karolina Południowa

Prawie kilometr pięknych, starych dębów, których gałęzie splatają się w naturalny dach. Aleja jest bardzo piękna, ale prawdziwej niezwykłości dodaje spanish moss- hiszpański mech.

Jednak to nie jest mech ani porost, ale epifityczna roślina, która wodę i składniki pokarmowe pobiera z powietrza.  Kwitnie przez 3 miesiące i rozmnaża się przez nasiona. Umiera poniżej 10 stopni C.

Powiewa jak firanki na drzewach, budząc zachwyt. Można ją spotkać w Luizjanie, na Florydzie w Karolinie Południowej. Majestatyczne rezydencje, otoczone parkami z falującym cudem to bajkowy widok, będę nimi  obficie okraszać dalsze części moich wpisów.

Ciekawostki z najnowszej historii.

Thomas Archibald Stone z żoną Aleksandrą podczas podróży do Charleston, zajechali do Boone po orzechy pekan.  Zauroczeni,  kupili posiadłość w 1935 roku. Wyburzono dwupiętrowy budynek i postawiono okazały dwór, który podziwiamy obecnie.

Zwiedzanie.

Posiadłość jeszcze kilka razy zmieniała właściciela. W 1955 roku została kupiona przez Nancy i Harrisa McRae. Nadal pozostaje w rękach tej rodziny. Kontynuowali uprawę ziemi, koncentrując się na uprawie brzoskwiń. Plantacja jest otwarta dla zwiedzających od 1959 roku.  

Niewolnicy.

Sukces ekonomiczny plantacji liczącej ponad 400 hektarów, opierał się na wyzysku niewolników. Początkowo uprawiano ryż, a następnie indygo, bawełnę i orzechy pekan.

Boone Hall posiada muzeum niewolnictwa, prezentowane w 9 odrestaurowanych domkach. Trzeba jednak pamiętać, że były przeznaczone tylko dla wyjątkowych niewolników, pracujących blisko rodziny właściciela. Jak mieszkała reszta ludzi tyrająca na 400 hektarach, strach pomyśleć.

W całej tej szlachetnej idei, żeby rozpowszechniać historię niewolnictwa, podkreślać ich wkład w rozwój kulturalny Ameryki, brakuje mi czegoś. Otóż bilet wstępu jest drogi, a czarni nie mają zniżek, nie mówiąc o darmowym wejściu na teren plantacji.

W wielu krajach  rdzenni mieszkańcy wszędzie wchodzą za darmo. Jest coś niepokojącego w tym, że nadal się na nich zarabia, są potomkami niewolników! Plantacja organizuje wiele festiwali sezonowych i przybywają tłumy ludzi, dochody są ogromne, a jakoś nikt o tym nie pomyślał.

Wędzarnia jest najstarszą strukturą w całej Karolinie Południowej, ponieważ pochodzi z 1750 roku.

Gullah.

 Potomkowie niewolników z Afryki Środkowej i Zachodniej, stworzyli własną kulturę , którą pielęgnują od 300 lat. Pochodzili z różnych grup etnicznych, dlatego z biegiem czasu rozwinęli własny język, kreolski Gullah Geechee. Geechee, to język angielski z  afrykańskimi zapożyczeniami.

Ewolucję form muzycznych, które powstały z muzyki Gullah, można usłyszeć w takich gatunkach jak gospel, rytm i blues, soul, hip hop i jazz. Większość potraw zwanych “południowymi”, pochodzi od kreatywności niewolnic, łączących dania europejskie z afrykańskimi smakami.

Uprawę ryżu na plantacjach, zawdzięcza się niewolnikom z Afryki Zachodniej.

To oni posiadali doświadczenie wiedzę na temat uprawy ryżu w słodkich wodach. Także plecione kosze z giętkiego sitowia- sweet grass, były przeznaczone początkowo do zbierania plonów z pola. W Afryce używano takich koszy  do przechowywania wody.

Gullah. Karolina Południowa.

Pierwsze  koszyki w Karolinie Południowej  służyły do ​​nawożenia, zbiorów i oddzielania plew od ryżu.  Jeszcze inne  służyły do zbiorów bawełny.  Kosze robocze przeminęły razem z plantacjami ryżu, ale przetrwały estetyczne koszyczki dekoracyjne.

Mnie zachwyciły piękne róże plecione ze słodkiej trawy, sprzedawane w galeriach i na ulicach Charleston.  Także modne obecnie pikowane kołdry, zszywane z bardzo kolorowych  skrawków materiału, powstały z konieczności. 

Chaty niewolników.

W pierwszym domku mieszkała kucharka, 18-te dziecko w rodzinie. sprowadzono ją w 1864 roku. W wilgotnym, tropikalnym klimacie spędzała swoje życie przy rozgrzanym piecu. Całe poematy napisano o jej zdolnościach.

Była dumna ze swojej pozycji i niechętnie dopuszczała inne kobiety do kuchni. W tym czasie lodownia była oddalona o 10 mil, niewiele rzeczy dało się przechować.  Trzeba było gotować codziennie. W okolicy żyją jej potomkowie. Niewolnicy z miasta mieli dużo więcej swobody, ale o tym opowiem opisując Charleston.

Filmy w Boone Hall. 

♦W latach 80-tych zamknięto Boone Hall Plantation, ponieważ kręcono tu mini serial “Północ-Południe”, oparty na powieściach Johna Jakesa.

♦W latach 90-tych ponownie zamknięto cały teren , filmowano serial o niewolnikach pt. “Queen” Kontynuację powieści Alexa Haley’a “Korzenie”.

♦ W 2002 roku powstał “Pamiętnik” ( The Notebook”) słynny melodramat wg. powieści Nicholasa Sparks’a.

Zwiedzanie dworu.

O wyznaczonej godzinie otwierają się drzwi rezydencji i zostajemy zaproszeni do środka, niestety nie można robić zdjęć. Dziwnie się słuchało opowieści o ludziach, którzy spożywali obiad przez 2 godziny, następnie kontynuowali “ciężki obowiązek”  przechodząc do salonu na kawę, panie,  lub  do biblioteki na cygaro i szklaneczkę czegoś mocniejszego, panowie.

Niestosowny był zachwyt i jakaś nuta nostalgii w tej opowieści, państwo biesiadowało, a na zewnątrz wilgotny tropik zabijał niewolników na polach. Podobno już odchodzi się od oprowadzania turystów w strojach z epoki niewolnictwa.

Kiedyś uprawiano tu bawełnę  i indygo, obecnie od kwietnia do czerwca truskawki, potem kukurydze, arbuzy, dynie.  Dwór otacza piękny ogród z opisanymi roślinami i setki motyli. Bryczka zabiera gości w objazd po alei dębowej i rozległym terenie. 

Prawdopodobnie widzimy sweetgrass za starym dębem. Podmokłe tereny sprzyjały takim chorobom jak malaria i żółta febra, dziesiątkowały przybyszy z Europy. Afrykanie byli na nie odporni. 

 

Plantacja Middleton Place.

Historia.

 W 1741 – Henry Middleton ożenił się z Mary Williams, plantacja była jej posagiem. Założyli wielki, europejski ogród, który istnieje od tamtych czasów i jest nazywany najstarszym ogrodem Ameryki.Palmy wokół domu, to palmetto, spotyka się je wszędzie, także jako zarośla wzdłuż drogi.

Henry był wpływową postacią polityczną. Artur, który odziedziczył posiadłość po rodzicach, podzielił zainteresowanie swojego ojca polityką.

Został sygnatariuszem Deklaracji Niepodległości. Aktu prawnego uznającego prawo Trzynastu Kolonii brytyjskich w Ameryce Północnej do wolności i niezależności od króla Wielkiej Brytanii, Jerzego III.

Zagon z  kwiatami, które kochają motyle. Było ich mnóstwo, jeden piękniejszy od drugiego, a ja na pełnym słońcu, z potem spływającym po piętach nie mogłam stamtąd odejść.

Dom.

Wojna secesyjna przypadła na sukcesję kolejnego dziedzica, Williamsa. W 1865 – wojska Unii zajęły plantację, splądrowały i spaliły dom. Wielkie trzęsienie ziemi nawiedziło rejon Charleston, niszcząc pozostałości po tym, co zdołano odbudować.

W 1975 – Middleton Place stało muzeum stworzonym przez spadkobierców rodziny. Ten dom został zbudowany w 1933 roku. W sali balowej nakręcono scenę do filmu “The Patriot” z Melem Gibsonem.

Na plantacji uprawiano ryż, powstał młyn ryżowy. Podobnie jak w Boone Hall, było to możliwe dzięki  doświadczeniu niewolników, a przede wszystkim ich nadludzkiej pracy. Na łąkach i ścieżkach można spotkać wolontariuszy w epokowych strojach, co jest niezwykłym doświadczeniem.

Sprzedają coś, częstują napojami, sporządzonymi według starej receptury. Ocet jabłkowy, melasa i jeszcze coś, dziwne w smaku. Nie jestem fanką kuchni południowej, biscuit z szarym sosem, to źle wypieczona twarda bułka, reszta też woła o pomoc.

Znaleźć coś na śniadanie, to wielkie wyzwanie. Ale tak jest wszędzie w hotelach w USA, nic się nie nadaje do zjedzenia. Płatki z cukrem i lodowatym mlekiem, sklepowa mieszanka na gofry, jajka na twardo w lodówce. W restauracjach lepiej, ale nie powiem, że dobrze. 

Dęby są obwieszone mchem hiszpańskim. Było tak pięknie, a teren tak rozległy, że spędziliśmy tam kilka godzin. To popularne miejsce na śluby, w ogrodzie jest przygotowane romantyczne miejsce dla gości i młodej pary wśród rabatek, z widokiem na rozległe wody.

Widok czarnej kobiety w stroju niewolnicy był dla mnie wstrząsający. Z tego wszystkiego nie zdążyłam poprosić o zdjęcie. Ale może takie są dobre, jak sunie niezauważona. 

Plantacja McLeoda.

McLeod Plantation jest dziedzictwem Gullah-Geechee. 

To miejsce ma szczególną przeszłość, tu mieścił się szpital Konfederatów, cmentarz dla niewolników i żołnierzy Unii. Zachowało się 5 kabin niewolników, które są uważane za najstarsze w kraju.

Po zniesieniu niewolnictwa, ludzie mieszkali do lat 90-tych.. Są  dokumenty o każdym mieszkańcu plantacji, białym i czarnym. Uprawiano tu rzadką odmianę bawełny, o jedwabistym włóknie.

Dom został zbudowany w 1858 roku. Ostatni z rodu, Willis Ellis McLeod mieszkał w głównym budynku 104 lata. W 1990 r. zapisał posiadłość Historic Charleston Foundation, żeby zachować pamięć i uratować to miejsce od zniszczenia.

Ten dąb ma 600 lat! 

Myślicie, że pokazałam najpiękniejsze zdjęcia? Nie, to są efektowne miejsca z przepięknymi ogrodami, ale przede mną jeszcze Charleston i nieprawdopodobny Beaufort. Miasto otoczone  dębami , które wprost toną w spanish moss.  Z domami, na widok których wyrywa się westchnienie zachwytu.

Więcej podobnych wpisów.

O plantacjach w Luizjanie, z dworkami w stylu Antebellum, ze zdjęciami pól bawełny i trzciny cukrowej można przeczytać tu.
Szlakiem “Przeminęło z wiatrem” i podobną architekturą, wędrowałam tu.
Okolice Atlanty i cudowny skansen w Stone Mountain Park znajdziesz tu.
Najpiękniejsze miasto południa, Beaufort, gdzie powstawał “Forrest Gump” i “Książę przypływów” jest tu.
Charleston zapraszam tu.

Karolina Południowa mnie urzekła. To było bardzo pouczające przeżycie. Plantacje są  nierozerwalnie związane z historią niewolnictwa, uczą i otwierają oczy. Dlatego warto je zachować.

Oprócz tego, są tak pięknie położone i utrzymane, że kilka godzin tam spędzonych jest  ucztą duchową. Jednak wysoka wilgotność powietrza i  ponad 30 stopni ciepła, to za dużo, nawet dla takiej entuzjastki jak ja. 

23 komentarze

  • Marcin
    10 października 2018 at 9:45 PM

    Faktycznie, kawał dziedzictwa. Mnie, jako fascynata Południa interesują szczególnie, zwłaszcza że miały tam tez miejsce pewne ciekawe wydarzenia związane z Wojną Secesyjną. Miło widziec że ktos dba o tę część dziedzictwa. Jednoczesnie przykre, że nie praktykuje się pewnych ulg dla potomków niewolników. Historia niewolnictwa to czarna karta w dziejach Południa, choć już ówczesni zaczynali rozumieć, że nie jest to odpowiednia droga, świadczą o tym przykłaty notabli i oficerów Konfederacji, którzy swoich niewolników uwolnili jeszcze przed wojną. Tym bardziej warto dziś, w duchu pojednania i szacunku bardziej otworzyć się na tę smutną część historii…

    Reply
    • Maria Kowalewski
      11 października 2018 at 1:24 PM

      Np. w Indiach, w Ameryce Południowej tubylcy mają darmowy wstęp do wszystkich atrakcji. Dlatego uważam, że i tu ktoś powinien pomyśleć o zniżkach dla potomków byłych niewolników, ponieważ te miejsca istnieją dzięki nadludzkiemu wysyskowi. O Wojnie Secesyjnej dowiaduję się bardzo dużo podczas wycieczek. W Oak Alley w Luizjanie był nawet namiot jakiegoś generała, pan w stroju Konfederaty opowiadał ciekawe historie. Z uwalnianiem zasłużonych dla rodziny niewolników spotkałam się czytając historię Charleston, są wymienieni z nazwiska i do tego wrócę. Ciekawe, że korzystano z ich wiedzy w dziedzinie uprawy ryżu a nawet plecenia koszy. Wydaje mi się, że dużo ciężej mieli niewolnicy w Luizjanie, przy trzcinie cukrowej i bawełnie. Tu, w Karolinie dawano nawet trzy dni wolnego z okazji ślubu. Acha, jeszcze jedna ważna rzecz, mówi się o niewolnictwie w Ameryce Północnej, a tak naprawdę, to świeżo przybyli Anglicy i Francuzi sprowadzali ludzi z Afryki. To oni zbili fortuny na wyzysku.

      Reply
      • Marcin-albumzpodrozy.pl
        20 października 2018 at 9:44 PM

        Dokładnie. Handel niewolnikami był domeną ludzi ze Starego Kontynentu. Ja historie Wojny Secesyjnej uwielbiam, i nie ukrywam że z wielu powodów sympatyzuję z Południem. Ale czasy Wojny to byl już okres kiedy niewolników nie sprowadzano, ani nawet nie handlowano nimi w obrębie Stanów. Wojna wybuchła ze zupełnie innych powodów niż niewolnictwo, choć i ten watek przewijał się w postulatach i inicjatywach walczących stron. Nie zmienia to faktu że tacy ludzie jak Jefferson Davis Czy Robert Lee byli niewolnictwa przeciwnikami. Dzis powinniśmy ocenić ten poziom wyzysku jako absolutne zło, a potomkom niewolników pomóc poznac ich dziedzictwo choćby fundując im darmowe wstępy do takich miejsc. Masz rację jeszcze z jednym. Gdy ostatecznie zlikwidowano niewolnictwo, okazało się że położenie wolnych już byłych niewolników jest dużo gorsze, niż w czasach przed aktem abolicji. O czymś takim jak okolicznościowe wolne od pracy, już najczęściej u przedsiębiorcy – jankesa, mogli jedynie pomarzyć.

        Reply
        • Maria Kowalewski
          21 października 2018 at 4:17 PM

          Maja wiedza na ten temat jest bardzo ograniczona, staram się to nadrobić. Czytam ciekawe historie białych i czarnych, o buntach i wielkim sercu posiadaczy niewolnikow, tak! byli tacy.

          Reply
  • Gosia
    11 października 2018 at 5:38 AM

    Jak zawsze temat potraktowany obszernie i wyczerpująco. Czyta się z ogromną przyjemnością.
    Oglądałaś swojego czasu serial “True blood”? Podobne klimaty gorącego, wilgotnego Południa jakoś od razu skojarzyły mi się z Twoimi plantacjami.
    Pozdrawiam
    Gosia z sycyliada.pl

    Reply
    • Maria Kowalewski
      11 października 2018 at 1:27 PM

      Gosiu, “True blood”, to chyba seria o wampirach, prawda? Ja zamieściłam nawet dom w Covington, który odgrywał jakąś ważną rolę w filmie. (post Rezydencje Antebellum). Jest w nich coś co rzuca na kolana, i to gorąco, i atmosfera, cykady, są takie głośne, cała orkiestra. Dzięki za dobre słowo, pozdrawiam:)

      Reply
      • Gosia
        14 października 2018 at 7:52 AM

        Oj, dopiero dziś zauważyłam, że odpowiedziałaś. Że dom w Covigton grał w True Blood? Idę czytać…….
        Tak, tak o wampirach. Na początku strasznie mi się podobał bo oprócz wątków wapirzych był przede wszystkim serialem obyczajowym, a potem się skiepścił i już tylko UFO nie było!

        Reply
  • Olga Jawor
    11 października 2018 at 6:28 AM

    Przeczytałam i obejrzałam z ciekawością, zamysleniem i zachwytem. Zdjęcia przecudne! Po prostu sztuka i mistrzostwo!
    Znam większosc filmów o których wspomniałaś a które były kręcone na tamtych plantacjach. To niesamowite móc kroczyc po tych miejscach i dotykać tego, co widziało sie na ekranie.
    Mario kochana, teraz tylko tyle napiszę, bo czas mnie goni. Zajrzę tu jeszcze na pewno!:-))***

    Reply
    • Maria Kowalewski
      11 października 2018 at 1:34 PM

      Olu, a w Middleton Place, nakręcono “The Patriot” z Melem Gibsonem. Wszystko wygląda jak jeden wielki plener filmowy. Mam nadzieję, że podobają Ci się także te cudne mchy na dębach. Zebraliśmy je i powiesiliśmy na naszych drzewach, z nadzieją, że przetrwają jakoś. Ale gdyby to było możliwe, to same by się rozsiały. Widać je na Florydzie i w południowej Georgii a potem nagle znikają. Ta łąka na której siedzę w Middleton Place, to najpiękniejszy widok na świecie, stare dęby są wszędzie. Tylko klimat zabija, a do tego huragany ciągle ich nawiedzają. Dobrze odwiedzić to miejsce, ale do życia się nie nadaje. Pozdrawiam cię serdecznie.

      Reply
      • Olga Jawor
        12 października 2018 at 5:53 AM

        Widziałam “Patriotę”, z tym większa wiec ciekawością jeszcze raz popatrzyłam dzisiaj na zdjęcia. Ale wiesz co? Najbardziej podobają mi sie te fotografie, na których to nie domy i rezydencje są najważniejsze, ale te wspaniałe, ogromne drzewa, mchy (niesamowite, jak z baśni albo snu!), kwiaty i w ogóle tamtejsza bujna rośliność. No i Ty pośród tego wszystkiego – zapatrzona, zamyslona, wzruszona, maleńka pośród ogromu szalonej bujności… I ta czarna kobieta, niby duch, niby wyrzut sumienia pośrod tych pyszniacych się ogrodów…Świat jest pełen cudów, natury o urodzie oszałamiającej, narkotycznej, zasłaniajacej o odsuwajacej to, co bolesne. Świat jest pełen cierpienia, niesprawiedliwosci, samotnosci i pełnego wymowy milczenia. A wszystko to istnieje i istnieć będzie rózwnocześnie. Ech…

        Reply
        • Maria Kowalewski
          12 października 2018 at 2:03 PM

          Właśnie wszystko istnieje równocześnie na świecie, dobrze, że piękno natury jest dla wszystkich. Jest tu tyle dramatycznych nierówności, że czasami się zastanawiam, czy to wciąż ten sam kraj. Maleńkie domki, jak szopa na narzędzia w Polsce i zaraz milionowe rezydencje.
          Olu, oprócz tego co widać, są dźwięki niepowtarzalne, cykanie miliona różnych świerszczy, odgłosy jak w dżungli. W Georgii do tej pory, a mamy 12.X. A kwiaty rosną u mnie jakby była pełnia lata, za to trawa już umiera, będzie wypłowiała do wiosny. Dziękuję Ci za Twoje życzliwe dla mnie słowa, sama wiesz jak to motywuje do pisania:)

          Reply
  • Bea
    11 października 2018 at 4:54 PM

    Wspaniałe posiadłości, piękne ogrody. Świetny pomysł na zwiedzanie! Dziękuję za przybliżenie tak ciekawych miejsc, kryjących wiele ciekawych, czasem wstrząsających, wydarzeń z przeszłości. Musze jeszcze raz obejrzeć przytaczane filmy. Z większym skupieniem na architekturze 🙂 Uwielbiam takie miejsca.

    Reply
    • Maria Kowalewski
      12 października 2018 at 1:52 PM

      Cieszę się, że Ci się podobało, architektura jest tak inna, że wzdychamy widząc na filmach inny świat. Fajnie to zobaczyć, a jeszcze fajniej jest podzielić się z kimś i mieć taki fajny odzew, dziękuję:)

      Reply
  • Karolina
    11 października 2018 at 10:24 PM

    Jakos nigdy nie fascynowala mnie Ameryka Polnocna, szczegolnie USA, wydawalo mi sie, ze historycznie nie ma wiele do zaoferowania, jednak Twoj wpis mnie przekonal i zmieniam zdanie, super wpis i piekne zdjecia!

    Reply
    • Maria Kowalewski
      11 października 2018 at 11:54 PM

      Ciesze się i dziękuje. Trzeba przyznać, że jak już coś mają, to wyeksponują i tak uatrakcyjnią, że nawet ktoś po doświadczeniach z europejskimi zabytkami jest głęboko poruszony. W tym miejscu organizują ghost tour czy albo pumpkin patch, w każdym obudzi się dziecko.

      Reply
  • Asia
    12 października 2018 at 5:39 AM

    Zazdroszczę podróży! USA jeszcze przed nami ale mam nadzieję, że niebawem uda nam się zrealizować to marzenie 🙂

    Reply
    • Maria Kowalewski
      12 października 2018 at 1:55 PM

      Polecam Charleston i okolice, jak już dolecicie do USA. Wielkie miasta nie różnią się od europejskich, warto zobaczyć trochę natury, jakiej nie ma nigdzie indziej. Przede mną jeszcze dużo do zobaczenia, ogromny, różnorodny kraj.

      Reply
  • Martyna
    13 października 2018 at 2:16 PM

    Byłam dzieckiem, gdy razem z rodzicami oglądaliśmy Północ-Południe. Nie wiele wtedy z tego rozumiałam, po za walką z niewolnictwem. Patrzę na Twoje zdjęcia i przypominam mi się cały film. Szczególnie ta aleja!

    Reply
    • Maria Kowalewski
      13 października 2018 at 6:46 PM

      Co ciekawe, takie aleje są wszędzie, pojechaliśmy specjalnie w dwa miejsca jeszcze, ciągną się kilometrami. Nawet w zwykłym parku jest tak niezwykle.

      Reply
  • stardust
    18 października 2018 at 5:52 PM

    Najbardziej podoba mi sie aleja debowa, bo to jest naprawde piekno samo w sobie. Klimat w Karolinie Poludniowej jest faktycznie fatalny, moja kuzynka mieszkala tam przez wiele lat wiec odwiedzilam ja kilka razy.
    Jednak Poludnie to nie moja bajka, no chyba, ze poludnie zachodniego wybrzeza czyli Kalifornia:)))
    Kuchnia poludnia to jakis koszmar;)) oczywiscie z wyjatkiem tego co serwuja w naprawde dobrych restauracjach np. New Orleans, poza tym jest tlusta i przepelniona niezdrowymi weglowodanami.

    Reply
    • Maria Kowalewski
      18 października 2018 at 11:18 PM

      Aleje dębowe są wszędzie. Pojechaliśmy do Edisto, a tam wąska dróżka z baldachimem z gałęzi, cos pięknego. W Aiken była śmieszna sytuacja, bo panna młoda chciała mieć sesję pod dębami, a droga była ruchliwa, jedno zdjęcie i w nogi i tak przez godzinę. U nas motyle sa piekne, ale w Karolinie miały jakies poczwórne skrzydełka i niezwykłe kolory. Aż nie do wiary, że tam rośnie herbata i ryż. Klimat dobijający, ale za to ciepły ocean. Przezyłam naprawdę magiczne chwile. Kuchnia w Nowym Orleanie też mi się spodobała, nawet mam przyprawę cajun. A w Karolinie odkryłam okrę, znałam, nawet miałam w ogrodzie, ale nie wiedziałam, że może tak smakować, dużo lepsze od gumbo.

      Reply
  • Kitty
    23 października 2018 at 4:03 PM

    Teraz dopiero moglam obejrzec w pelnej krasie Twoje zdjecia i przeczytac relacje. Przepiekne te drzewa , te wiekowe deby z wiszacymi “firankami”… Miejsce tez przepiekne, a jednak wzbudza zadume i szacunek dla ludzi, ktorzy tam niewolniczo pracowali.
    Nie mozna tego burzyc ani niszczyc, nie wolno – wielkosc i piekno tych plantacji daje skale porownawcza jak ciezka i wielka musiala byc praca tych niewolnikow – to jest ICH spuscizna i o nia powinno sie dbac. To jest dzielo ich rak i jakby pomnik dla potomnych. Zniszczenie tych plantacji i wymazanie ich historii skonczy sie wymazaniem “dowodow rzeczowych” .
    Piekno i pokora, takie mam odczucia patrzac na Twoje zdjecia.
    Usciski

    Reply
    • Maria Kowalewski
      24 października 2018 at 4:18 PM

      Dziękuję Ci, zawsze jestem niepewna czy wystarczająco dobrze coś pokazałam. Dzisiaj zamieściłam post o Charlestonie, dla mnie fakt, że spacer po mieście skłonił mnie do kopania w przeszłości, jest najlepszą odpowiedzią na to, czy warto zachowywać pomniki, flagi, przybytki. One mówią swoim głosem. Każdy widzi to, co chce, ja burzliwą historię i pomagają mi w tym flagi i napisy.

      Reply

Leave a Reply