Indianie Kuna z San Blas.

 

Indianie Kuna.

Wyspy San Blas,  to blisko 400 wysp i wysepek rozrzuconych na Morzu Karaibskim, królestwo Indian Kuna. Spędziłam 3 dni w regionie Kuna Yala, a wrażenia tak mocne, jakbym była tam miesiąc. Na wyspy polecieliśmy małym samolotem z Panama City.

 W królestwie matriarchatu.

Bardzo się cieszą z narodzin dziewczynki, a kiedy wychodzi za mąż, to mężczyzna wprowadza się do rodziny żony. Kobiety mają decydujący głos w ważnych sprawach i nasi przewodnicy bardzo to podkreślali.

 

 San Blas. Indianie Kuna

 Rano mężczyźni  wybierają się na polowanie, albo wypływają na ryby, zbierają orzechy kokosowe, do których tylko Indianie Kuna mają prawo. 

Indianie Kuna, San Blas.  Panama

Nie ma tu międzynarodowych hoteli, tłumu turystów, fast foodów. To Indianie są gospodarzami.  Podczas codziennych wycieczek, młodzi mężczyźni opowiadali o historii swojego ludu, tradycjach, codziennym życiu.

Indianie Kuna Panama

Indianie Kuna

Po śniadaniu plażowanie na przepięknej, bezludnej wyspie, po południu kontakt z ich kulturą. Spaliśmy w chacie na balach, fale mocniej uderzały w nocy, czułam się jak na pełnym morzu. Powietrze czyste, nie czuło się upału, spałam 10 godzin pierwszej nocy! 

Indianie Kuna

Podawano owoce morza, yuccę, yamy, warzywne banany- plantany. Tak niezwykłe przeżycie, że musiałam sobie zrobić osobną zakładkę w pamięci. Przylecieliśmy  na główną wyspę, stamtąd  zabrano nas łodzią na  naszą, mniejszą wysepkę. 

Indianie Kuna. Panama
 
                 Bezludne wyspy z oszałamiającymi plażami.
 
Indianie Kuna. Panama
 
Indianie Kuna. Panama
 
Indianie Kuna. Panama
 
 
Indianie Kuna. Panama
 
San Blas. Indianie Kuna. Panama
 
Dwa razy dziennie wkładaliśmy kapoki i wyruszaliśmy na wycieczki.
 
Indianie Kuna. Panama

Comarca de Kuna Yala.

W czasach, kiedy jeszcze nie było granic, ludzie Kuna mieszkali w dżungli.  Przez kilka stuleci stawiali opór, hiszpańskiemu podbojowi i wszystkim, którzy zagrażali ich autonomii. Około IX wieku zaczęli przenosić się na wybrzeże i pobliskie wyspy. Kiedy na początku XX wieku skończyły się kolonialne rządy i powstały Kolumbia i Panama, Indianie Kuna postanowili walczyć o niepodległość.

San Blas.

 Zamieszki i rewolucje trwające kilkanaście lat doprowadziły do powstania Comarca de Kuna Yala.
Rezerwat San Blas został ogłoszony niepodległym, autonomicznym stanem w 1938 roku, a nieoficjalnie działał od 1925 roku. 

Obecnie Indianie Kuna mają swój rząd i parlament jeden z najlepiej rozwiniętych systemów politycznych spośród wszystkich plemion zamieszkujących Amerykę Łacińską. Rząd Panamy nie ingeruje w ich decyzje.

Jedzenie było lekkie i bardzo smaczne. Plantany- warzywne banany, juka, ryby i owoce morza.  Ośmiorniczki sprawiły pewien kłopot, ale dla dobra nauki warto się poświęcić.

 

                Ekstremalne doświadczenie płynąć na łupinie orzecha po wzburzonym morzu.

 
 Tylko Kunowie mogą inwestować i prowadzić interesy w Kuna Yala, dlatego ich kultura i tradycje  przetrwały w tym dziewiczym świecie. Codziennie, podczas gdy mężczyźni wyruszają na łowy
 
Indianie Kuna. Panama
 
Kobiety z młodszymi dziećmi wędrują przez bujne sady i uprawy na wzgórze, gdzie mieści się cmentarz. Robią piknik, spotykają znajomych, spędzają miło czas. 
 
San Blas. Indianie Kuna. Panama
 
Tak wygląda cmentarz.
 

Namorzyny- Manglares 

 Zanim się udadzą do lekarza, płyną do swoich  manglares. Jest kilka gatunków, każda leczy inną chorobę. Odmawiają krótką modlitwę zwracając się do roślin- “siostro, pomóż”. I tak od wieków.

Nadmorskie tereny namorzynowe spełniają ważną funkcję środowiskową, karmią, zapewniają schronienie dla skorupiaków i ryb. Stanowią też barierę dla huraganów. Działają jak filtr biologiczny, poprawiają jakość wody. Krokodyle, jaguary, żółwie, oceloty, pancerniki, ptactwo, mają tu dom.

Indianie Kuna. Panama, namorzyny

Chłopak nurkował, wyciągając na chwilę morskie żyjątka i troskliwie wkładał z powrotem do wody.

San Blas.
 
 
 
 

Tradycje.

Dwie panie pozwoliły sobie zrobić zdjęcie za kilka dolarów. Odłożyły robótki i pozowały .
 
Kiedy wysiadłam z łodzi, zobaczyłam nowoczesny plac zabaw z najszczęśliwszymi dziećmi na świecie. Jak w ulu się uwijały, sprawne nadzwyczajnie, brudne i nie pilnowane przez nikogo. Dlatego zdjęcie nie mogło się udać.To był piękny widok! 
 
To zwierzątko nazywa się agouti, jest spokrewnione ze świnką morską i tak jak świnka jest przysmakiem.
 
 
 
 
Można było zauważyć, że ubrali się specjalnie na przyjazd grupki turystów, wyciągnęli swoje rękodzieła i odtańczyli taniec. Dla nas ciekawe doświadczenie, dla nich parę dolarów.
 
Kuna Yala, San Blas.
 
 
Następnego dnia wyjeżdżaliśmy,  a nasi nowi znajomi znowu mnie zaskoczyli. Ładnie ubrane, czyste dzieci maszerowały do szkoły. Bardzo długi korowód odprowadzanych maluchów. 
 
San Blas. Indianie Kuna
 
 
Te kilka dni spędzili z nami Kolumbijczycy, para z Chile,  dwoje Czechów dojechało. Bardzo sympatyczna grupa i wiele zabawnych sytuacji. Mieliśmy przed sobą jeszcze mnóstwo przygód- inni Indianie,  Panama City i Contadora, wyspa położona w Zatoce Panamskiej w archipelagu wysp Perłowych. Panama jest bardzo różnorodna i bardzo pozytywnie zaskoczyła swoimi atrakcjami.
 

Strona Indian Kuna .Zapraszam też do Indian Embera.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Rajskie wyspy!Nie miałam nawet pojęcia o ich istnieniu. Wiele ludzi pewnie nie miało i nie ma i dlatego m.in. ocalały w takiej prawie nieskażonej wpływami zachodniego świata postaci. Jestem wszystkim zachwycona, Eulampio!Począwszy od matriarchatu a skończywszy na widokach i wspaniałym, kolorowym pożywieniu!Napawam sie tymi kolorami,tym ciepłem emanującym z opisów i fotografii, tym bardziej, że u nas zimowo i nadal mroźnie!:-)))

  2. Dziękuję Olu za odwiedziny i miły komentarz. Właśnie widziałam kilka karaibskich wysp i mogę porównać na gorąco. U Kunów wszystko jest naturalne, proste i naprawdę czuje się mocno przygodę.

  3. Wybieram się do Panamy w listopadzie i możliwe że zawitam na San Blas. Możesz napisać którą z wysp wybraliście i jak się nazywa to miejsce w którym spaliście? Pozdrawiam

  4. To wspaniale, niesamowite przeżycie. Wszystko obsługują Indianie, niektórzy kręcili nosem, że za skromne warunki za taką cenę i mało jedzenia. Jednak doświadczyliśmy mocno natury, morza i wiele egzotyki. Jakies mieszanki studenckie można zabrać, ale jedzenie było naprawdę zdrowe i smaczne. Te plaże to bajka, atakże ich wsie jak z filmu. Pozdrawiem równiez.
    Byliśmy w Yandup Island Lodge.
    http://www.yandupisland.com/