Menu
Europa / Wielka Brytania

O Sylvii Plath i Heptonstall.

Hebden Bridge.

W krainie sióstr Bronte wszystko jest złowieszcze jak w “Wichrowych wzgórzach”.  Surowe budynki, siąpiący deszcz, omszałe, pochylone nagrobki.  Grób tragicznie zmarłej poetki Sylvii Plath i powieszonego łotra na tym samym cmentarzu, przejmują grozą. Tam powstał popularny serial BBC “Happy Valley”,  bo miasteczko zżerał rak narkomanii. 

Jednocześnie było tak pięknie, jak każde zagłębienie się w inny świat, w namacalną historię.  Najpierw zwróciłam uwagę na kwiatki, całe morze delikatnych, niebieskich leśnych dzwoneczków.

Bluebells to kwiaty patrona Anglii, St Georga. 50 procent wszystkich dzwoneczków rośnie własnie tam, pod najstarszymi drzewami. Za ich pomocą ocenia się wiek lasu, bukowe mogą mieć ponad 1600 lat. Kwiaty mogą być białe, jasnoniebieskie aż po fiolet. W  wielu regionach wytyczono szlaki przez ukwiecone kilometry niebieskości.

W kwietniu i w maju każdego roku, brytyjskie lasy śpiewają blues

W średniowieczu z korzeni bluebells wytwarzano klej, którym przyklejało się pióra do strzał, a w czasach Tudorów, usztywniało kryzy i kaftany.

Dawniej niebieskie lasy przerażały ludzi, jak wszystko co niezwykłe. Legendy straszyły, że kto zerwie dzwoneczki, dostanie się we władze wróżek. Gdyby udało się przewrócić kwiatek na lewą stronę bez uszkodzenia, można było zdobyć czyjąś miłość. 

Przyjechaliśmy pociągiem z Leeds do uroczego miasteczka Hebden Bridge.  Na szczęście jeszcze nie padało i mogliśmy podziwiać łodzie, na niektórych były nawet donice z kwiatami. Bardzo mnie zaintrygował taki sposób spędzania wakacji, można  je wynająć , żeglować  i mieć przygody jak “Trzech panów w łódce nie licząc psa”.

Do XIX wieku Hebden Bridge miało mniejsze znaczenie niż Heptonstall, nasz cel, mała wioska na szczycie wzgórza. Wszystko się zmieniło po rewolucji przemysłowej, kiedy powstały duże fabryki włókiennicze, zasilane wodą. 

Muzyka grana na żywo w miasteczku, wprowadziła w odpowiedni nastrój do dalszej wędrówki. Zaczynamy wspinać się wąską, brukowaną ścieżką, potem maszerujemy szosą i wchodzimy do tajemniczego miejsca. 

Heptonstall.

To wspaniale zachowana wioska z główną ulicą, która prawie się nie zmieniła od 200 lat. Od wieków ludzie w Heptonstall zajmowali się  tkactwem. Budynki w szeregowej zabudowie mają duże okna, żeby wpuścić jak najwięcej światła potrzebnego do pracy. 

Ted Hughes.

Niedaleko stąd w Mytholmroyd urodził się Ted Hughes, jeden z najwybitniejszych angielskich poetów. Dorastał tu, w Haptonstall. Matka Teda, Edith Farrar, pochodziła z rodziny zajmującej się wróżbami. Rzucała uroki i wywoływała duchy. Na cmentarzu są groby rodziców Teda i jego pierwszej zony, amerykańskiej poetki Sylvii Plath.

Kościół St. Thomasa Becketa.

Pierwotny kościół powstał w 1256 r. na cześć arcybiskupa Canterbury, który został zamordowany w 1170 r. kanonizowany  trzy lata później. Ruiny, które widzimy ​​dzisiaj, pochodzą w większości z piętnastego wieku. Kiedy w 1847 roku burza dokonała wielkich zniszczeń, wybudowano obok nowy kościół.

Ruiny otoczone starym cmentarzem mają w sobie wszystko to, co tak pociąga w starych powieściach. Tajemnica, historia, melancholia, trudno oderwać wzrok. 

David Hartley, król fałszerzy.

David Hartley zwany królem Dawidem, mieszkał  w Cragg Vale, niedaleko Hebden Bridge. Był słynnym fałszerzem monet a  jego gang mógł liczyć nawet 200 osób. Ich działalność była tak destrukcyjna, że groziła zniszczeniem brytyjskiej waluty. Ryzykowali wiele, bo w średniowieczu było to przestępstwo karane śmiercią.

W owym czasie monety były fryzowane młotkiem. Projektowano je w ten sposób, że miały krzyżyk po jednej stronie, kupcy mogli je ciąć na dwie, a potem na cztery części, żeby otrzymać pół pensa i ćwierć pensa. Fałszerze dzielili pensa na 5 części.

Gang miał jeszcze inne sposoby, obcinali krawędzie monet i młotkami klepali je ponownie, używając ślusarskich sztuczek. Wycinki z prawdziwych monet przetapiano i robiono nowe monety.

W procederze uczestniczyli celnicy i karczmarze, którzy dostarczali prawdziwych pieniądze i wprowadzali do obiegu fałszywe. Dopiero kiedy pieniądze trafiały do banków, urzędnicy zauważali różnicę. Kiedy zamordowano akcyza wysłanego do zbadania sprawy, rząd zaproponował nagrodę w wysokości 100 funtów za pomoc w ukróceniu tego procederu. 

Dzięki temu aresztowano ponad 30 osób, w tym “Kinga Davida” Hartleya, który został skazany na śmierć  w dniu 6 kwietnia 1770 i powieszony w Yorku. Spoczywa pod którąś z tych płyt.

 

Sylvia Plath.

11 lutego 1963 roku Sylvia Plath popełniła samobójstwo, trując się gazem. Wcześniej zadbała o dzieci, zaniosła im śniadanie, zostawiła otwarte okno i uszczelniła ręcznikami drzwi. 

Ostatni wiersz zatytułowała “Krawędź”:

Kobieta osiągnęła doskonałość / Jej martwe/ Ciało na uśmiech dokonania /Złuda greckiego determinizmu/ Płynie w zwojach jej togi,/ Jej bose/ Stopy zdają się mówić; /Doszłyśmy dotąd, /to już kres./ Zmarłe dzieci skręcone jak białe węże, /Każde przy małym /Dzbanie mleka już próżnym. /Ona zwija je /Z powrotem w swe ciało jak/ Róża swe płatki, gdy ogród/ Tężeje i zapachy uchodzą/ Z głębokich świeżych krtani kwiatu nocy./ Księżyc nie musi się smucić/ Patrząc z kościanego kaptura. 

Złoty lotos może wyrosnąć nawet wśród najdzikszych płomieni.

“Sylvia Plath Hughes”, można zauważyć, że ktoś próbował usunąć nazwisko męża.

Ted Hughes nigdy nie wypowiadał się na temat swojego siedmioletniego małżeństwa z Sylvią. Ani  o samobójstwie  Assi Wevill, która odbierała sobie życie w ten sam sposób jak Sylvia, uśmiercając także ich czteroletnią córkę Shurę.

Nie reagował na oskarżenia fanów Sylvii, dla których jej śmierć była wynikiem męskiego ucisku. Starał się chronić dwójkę dzieci, Friedę i Nicholasa, które wychowywał po śmierci Sylvii.

“Moje milczenie zdaje się potwierdzać każde oskarżenie i fantazję” – napisał kiedyś. “Wolałem ciszę niż wciągnięcie na arenę do walki byków, dokuczanie, kłucie i bicie, rzyganie każdym szczegółem mojego życia z Sylvią”.

Dopiero w 1998 roku, kilka miesięcy przed śmiercią opublikował “Listy urodzinowe”. Tom 88 wierszy, z których 80 jest adresowanych do zmarłej żony. Pisał je przez 25 lat!

„Później głos podobny do wyszukanej broni / lub odmierzonej iniekcji / ozięble przekazał to w czterech słowach / w głąb mego ucha: / ‚Pańska żona nie żyje.

“Ostatni list” Ted Hughes.

Opuszczam cmentarz wstrząśnięta tym, że miejsce spoczynku Sylvii Plath zobaczyłam przypadkiem. “Szklany klosz” znałam bardzo dobrze od lat.  Jakaś miła pani zapytała mnie czy znam Sylvię, a potem w deszczu zaprowadziła mnie na jej grób .

 

Stag Cottage uznany za najstarszy budynek we wsi we wsi, pochodzi z XVI wieku. Brakuje tylko stukotu końskich kopyt.

Wąską drogą wychodzimy ze wsi, po drodze zachodząc na stary cmentarz, jest tak niezwykle położony, że zostajemy tu dłuższą chwilę.

Nagrobki są z XIX  wieku i początków XX.  

Widok na Hebden Bridge.

Happy Valley.

Hebden Bridge zagrało w popularnym serialu BBC pt. “Happy Valley “, a   Sarah Lancashire, odtwórczyni roli policjantki Catherine, mieszka w centrum miasteczka.

 

Pamiętam te szeregówki z filmu, na takich podwóreczkach były grane niektóre sceny.

Kończy się nasza przygoda z Hebden Bridge i Heptonstall, bardzo nas poruszyła ta wycieczka i wspominamy ją z przyjemnością.  Biografowie prześcigają się w wyciąganiu faktów z życia Sylvii i Teda, kto był bardziej winny a kto szalony. Pochylam się ze współczuciem nad tragedią tych ludzi, na szczęście już nie cierpią.  Przepraszam za cmentarze i nagrobki  licznie występujące w tym poście,  są częścią tego krajobrazu i bez nich nie mogło się obejść. W następnym wpisie o Yorkshire będzie tylko przestrzeń i piękne obiekty. 

 

23 komentarze

  • Olga Jawor
    16 stycznia 2019 at 8:03 AM

    To była poruszająca wędrówka, Marylko. Piękna, smutna, pełna głębokiego zamyślenia nad ludzkim życiem i śmiercią. Bardzo współgrająca z obecnym moim nastrojem. Co zostaje po człowieku prócz ulotnej pamięci? Kamienie, zarośnięte groby i ścieżki, fotografie, książki, wiersze…
    I ja czytałam po wielekroć “Szklany klosz”. Mam nawet tę ksiązkę na półce. Patrzę teraz na zarośnięty grób autorki, na te kwiatki które tam rosną, na bujne trawy wokół, na krople deszczu. Tyle emocji Sylwii, uczuć, męki psychicznej, prób znalezienia szczęścia i wszystko nadaremnie. Została tylko śmierć jako jedyna ucieczka od siebie samej.
    Twoje zdjęcia są niesamowicie piękne! Ta surowosć kamiennej zabudowy, grobów, kościoła bardzo przemawia do mojej duszy. Wspomnienie “Wichrowych wzgórz” też po wielekroć przeczytanych. Wzdycham i patrzę, wędrujac w milczeniu u Twego boku, Marylko…

    Reply
    • Maria Kowalewski
      16 stycznia 2019 at 4:19 PM

      Dopiero po tej wizycie rozumiem atmosferę “Wichrowych wzgórz”, bo byłam w słońcu i w deszczu. Najbardziej żałuję, że nie zobaczyłam wrzosowisk jesienią, ale może jeszcze się uda. Ale nie tylko siostry Bronte, spacerując po zamkach i ogrodach myślałam o Frances Burnett, urodziła się w Manchesterze, pamiętasz na pewno “Małą księżniczkę”, “Tajemniczy ogród”, “Mały lord”. Pierwsze lektury zostają z nami na zawsze przecież.
      Tragiczne są losy Sylvii, Assi, Nicka i samego Teda, bo przecież 32-letni wtedy mężczyzna musiał dzwigać ciężar winy całe życie.
      Wielka talent, poezja musi się czymś karmić, lepiej nie mieć tej nadwrażliwości.
      Dziękuję Olu za wczucie się w klimat, jaki chciałam pokazać. Pozdrawiam ciepło.

      Reply
      • Olga Jawor
        17 stycznia 2019 at 6:02 AM

        Tak, pierwsze lektury zostaja z nami na zawsze. Kształtują naszą młodzieńczą wrażliwosć, są odniesieniem w czasach dorosłości. Inaczej czyta sie teraz te ksiazki. Widzi sie wiecej warstw, rozumie sie wiecej przeżywszy coś na własnej skórze.A jednoczesnie nadal jest w człowieku ta specyficzna poezja, ta skłonnosc do wczucia sie, wzruszenia. Uwielbiałam “Tajemniczy ogród” a “Mała ksieżniczka” była ukochaną ksiązką mojej córki…Było tam tyle barw, zamyśleń, poa do wyobraźni, łez i uśmiechu wzruszenia.
        U nas znowu cudny wschód słonca. Pisząc ten komentarz zerkam co chwilę na feerie barw za oknem! 🙂

        Reply
        • Maria Kowalewski
          17 stycznia 2019 at 10:46 AM

          Kiedyś miałam zwyczaj czytać ukochaną książkę wiele razy. Teraz, kiedy mam czytnik i mogę czytać wszędzie, sięgam raczej po nowości. Ale te wczesne lektury są jak starzy przyjaciele. Chciałabym kiedyś zobaczyć wrzosowiska jesienią. Takie zimowe wschody słońca jak u Ciebie, to tez obrazek z przeszłości, cos dawno zapomnianego. Trochę zimy miałam w Kanadzie, w ogródku rozsiał się koperek i szczypiorek, zielona pietruszka. Pozdrawiam ciepło Olu.

          Reply
  • Irena -hooltayewpodrozy
    16 stycznia 2019 at 8:14 AM

    Niezwykłe miejsca pokazujesz.
    Klimatyczne, tajemnicze, często zapomniane.
    Deszczowa pogoda potęguje tę tajemniczośc.
    Grób Sylvii Plath wygląda na zaniedbany.
    “Szklany klosz” czytałam jako młoda dziewczyna.
    Pola dzwoneczków muszą wyglądac cudnie…
    Pozdrawiam ciepło!

    Reply
    • Maria Kowalewski
      16 stycznia 2019 at 4:07 PM

      Zadziwiające, prawda? Bardzo znana poetka, wręcz kultowa obecnie, leży w miejscu bardzo odpowiednim, ale w naszym pojęciu takich miejsc, bardzo zaniedbanym.
      Kiedy tam stałam w deszczu, a wszystko intensywnie pachniało, czułam, że tak jest dobrze, lepiej niz pod betonową płyta.
      Każde miasteczko to historia, a te ruiny i cmentarzyki na wzgórzach są niepowtarzalne. Historia całej rodziny jest bardzo tragiczna, bo syn Sylvii, również zmarł taką śmiercią. Dzięki za dobre słowo, pozdrawiam Irenko.

      Reply
  • Anonim
    17 stycznia 2019 at 1:15 PM

    Mario, klimat Anglii oddalas doskonale , choc nastraja mnie bardzo melancholijnie …
    Tak wlasnie wygladaja stare cmentarze w Anglii – pelne zapadajacych sie wiekiem pomnikow, pochylone, zmurszale, zaniedbane …. I pelne slawnych nazwisk , ktore wydawaloby sie, ze trzeba otaczac kultem i dbaloscia… One sobie trwaja tak tam przez wieki , zapomniane, omszale i pisza swoja historie, ktora czesto zostaja zamazana i przysypana przez czas i angielska wilgoc.
    Widzialam wiele takich miasteczek i nie wzruszam sie juz na ich widok, bo przez wiekszosc roku sa one takie wlasnie : omszale, zszarzale, przygnebiajace wrecz.
    Szare chmury, mzawka i bloto – to najczestszy akompaniament przy zwiedzaniu.
    W zasadzie wszedzie dominuje ciemna czerwona cegla, te kamiennie miasteczka maja jednak szczegolny urok – ale sa jak rodzynki w ciescie z zakalcem :))!
    Dla mnie przynajmniej – wiem, ze kochasz te wspomnienia i nie chce ci ich odbierac.
    Mnie zachwycaja wszystkie zdjecia , na ktorych jest przestrzen, sucha ziemia, jasna a nie ciemna trawa, blekit i slonce, tego mi tu brakuje najbardziej. :))
    I kolor inny od szarego !
    Uciski Kitty

    Reply
    • Maria Kowalewski
      17 stycznia 2019 at 2:45 PM

      Pamiętasz miasteczka amerykańskiego Południa? Dzieła sztuki, torciki, a jak zdarza się czerwona cegła, to jest złagodzona śnieznobiałymi kolumnami, balustradami. W wiekszości budowali je angielscy emigranci. Ja doskonale rozumiem Twoją tęsknotę do przestrzeni, jednak dla fanki starej literatury znalezienie się w wśród zamglonych wsi i pokrytych mchem cmentarzy, to przeżycie duchowe. Te słynne nazwiska w zwykłych nagrobkach przypominają, że są tylko ludzmi. I te dzwoneczki o ktorych wczesniej nie mialam pojęcia, po prostu mnie zachwyciły. “Midsummer murder” ,”Grantchester”, “Doctor Martin” oglądałam też dla widoków. Jedno jest pewne, długotrwałe przemywanie w sielskiej angielskiej mgle, tak jak na wysuszonej przestrzeni może się po prostu znudzić. Uściski przesyłam Kitty.

      Reply
      • stardust
        23 stycznia 2019 at 9:40 PM

        Przychodze tu od kilku dni, czytam, ogladam i boje sie napisac:)))
        A tu nagle prosze Kitty napisala to co ja czulam wlasnie ogladajac te zdjecia.
        No i ten brak zywego czlowieka, gdyby nie pranie na sznurku i gdzies w glebi (na jednym zdjeciu) chyba kobieta prowadzaca dziecko to pomyslalabym ze to zupelnie wymarle miasto.
        Dzieki Kitty za to co napisalas:))
        A Tobie Marylko serdeczne dzieki za piekna notke. Ja nawet podejrzewalam, ze te zdjecia robiliscie z jakas ekstra przyslona zeby byly takie szare, ale ten pomysl padl bo jednak jest zielen, sa gdzies kwiaty… :)) Teraz sie sama z siebie smieje, bo nie moglam tego rozkminic:)

        Reply
        • Maria Kowalewski
          24 stycznia 2019 at 11:41 PM

          Star,nadaje z Bogoty, Jack wrote to odpowiem, tablet pada.

          Reply
        • Maria Kowalewski
          11 lutego 2019 at 4:11 PM

          To miasteczko miało bardzo zaludniona starówkę, odbywał się lokalny kiermasz, pełno restauracyjek klimatycznych było. Turysci spacerowali, naprawdę było kolorowo. My po prostu lubimy łazić gdzie nikogo nie ma i zagladać w każda dziure. Szare budynki, ale za to budleje ( takie duze fioletowe kwiaty) rosną wszędzie, a w mury wczepione są jakieś powoje kwitnące. Bardzo pieknie i inaczej. Chociaż amerykańskie domku potem wydały mi się jeszcze bardziej lekkie i urocze, to te solidne konstrukcje obrosnięte różami też mi się podobają.

          Reply
  • Speckled Fawn
    17 stycznia 2019 at 4:41 PM

    Jak pięknie! Marzy mi się wreszcie zawitać do UK i pozwiedzać nie tylko Londyn, ale też właśnie takie urokliwe miasteczka jak żywcem wyjęte z kryminałów A.Christie 🙂

    Reply
    • Maria Kowalewski
      17 stycznia 2019 at 5:28 PM

      chciałabym tam wrócić i nadrobić zwiedzanie tego, czego nie zdązyłam. I niech nawet sobie pada, dla mnie i tak jest pieknie.

      Reply
  • Halina
    17 stycznia 2019 at 10:28 PM

    W piekna podroz nas zabralas, refleksyjna i pelna zadumy nad nieprzewidywalnoscia naszych losow i nad tym, co nieuniknione. Warto wyciagnac wnioski, zeby nie oceniac, nie tarmosic zmarlych za ramie jak juz sa po tamtej stronie. Pomimo wszystko to krzepiaca wycieczka, jakkolwiek burzliwe by to nasze zycie nie bylo, gdzies tam na koncu przychodzi wyciszenie. Jak zwykle, Marylko, nawet podroz do wiecznosci pod Twoim przewodnictwem jest cudowna, magiczna i zmyslowa. Dziekuje.

    Reply
    • Maria Kowalewski
      17 stycznia 2019 at 11:36 PM

      Wyobraziłam sobie, że zaczynam organizować wycieczki ku wieczności, targając ludzi po najbardziej romantycznych miejscach pochówków, od angielskich wiejskich cmentarzyków na wzgórzu po Tadz Mahal w Agrze. Przeczytałam ostatnio mnóstwo materiałów na temat Sylvii Plath i jej męża, jego zon i wszystkich nieszczęść, jakie spotkały tę rodzinę. Wszystko zapowiadało katastrofę i tak się stało. ale z takiego szaleństwa powstaje najpiękniejsza poezja, coś jak z perłą itp. Halinko, dziękuję Ci za te cudne słowa, jesteś jak zwykle kochana. Pozdrawiam serdecznie.

      Reply
  • Iwona Motyw Kobiety
    18 stycznia 2019 at 10:26 AM

    Kocham Anglię szczerą miłością – podoba mi się tam wszystko i gdy patrzę na te zdjęcia, już chcę tam znowu być!!! na jednej z tych uliczek, dotykając kamiennego, mokrego domu, chłonąc każdy ziew tamtejszego powietrza.
    Niezwykle romantyczne miejsce- zarówno to tu pokazane jak i …cała Anglia 🙂

    Reply
    • Maria Kowalewski
      18 stycznia 2019 at 11:16 AM

      Fajnie znalezc zrozumienie dla swojego umiłowania, czuję dokładnie tak samo. Nie wszystko mnie zachwyca bezkrytycznie, ale przyroda i zabytki bardzo bardzo.

      Reply
  • Małgosia z Akacjowego Bloga
    28 stycznia 2019 at 8:24 AM

    Trafiliśmy tu przypadkiem i szczęśliwie. Bardzo ciekawy wpis i pięknie zilustrowany. Dodatkowo zmotywował nas do pogłębienia wiedzy na temat życia S. Plath i osób nieodłącznie z nią związanych. W zeszłym roku ruszyliśmy w poszukiwaniu bluebell, niestety wiosna ciut się opóźniła i zamiast niebieskich dywanów były jeszcze zielone pączki, może tej wiosny nam się uda. Jeśli interesuje Cię klimat ‘Wichrowych wzgórz” to pozwolimy sobie wkleić linka do naszego wpisu o nich. Pozdrawiamy – Małgosia i Piotr

    https://akacjowyblog.blogspot.com/2015/09/parkin-imbirowy-chlebek-z-yorkshire-w.html?showComment=1441822408849#c8365101627567675898

    Reply
    • Maria Kowalewski
      29 stycznia 2019 at 1:01 AM

      Malgosiu I ja sie ciesze. Jestem w podrozy, Za kilka dni wszystko nadrobie. Posdrawiam. Maria

      Reply
  • Małgosia z Akacjowego Bloga
    29 stycznia 2019 at 1:42 PM

    Udanej podróży 🙂

    Reply
    • Maria Kowalewski
      7 lutego 2019 at 12:50 AM

      Dziękuje, podróż była udana, ciekawa, niezwykła, trudno wrócić do rzeczywistości.

      Reply
  • Beata-albumzpodrozy.pl
    2 lutego 2019 at 10:25 PM

    Ale super! Oglądałam “Happy Valley”- bardzo mi się podoba ten serial. Co, jak co- wyspiarze potrafią zauważyć swoje wady i je wypunktować. Miejscówka naprawdę piękna. Dzięki za kolejną wciągającą opowieść. Skąd Ty czerpiesz te wszystkie historie?? ? Na Twoim blogu jest zawsze bardzo ciekawie. Uwielbiam to ❤️

    Reply
    • Maria Kowalewski
      7 lutego 2019 at 11:32 AM

      Oprócz tego, że potrafia zauwazyć swoje wady, aktorzy są tak naturalni, bez retuszów, jakby byli naszymi sąsiadami. W mieście działa lokalny targ i jest mnóstwo sklepików, dla mnie to była magiczna wycieczka. Cieszę się, że lubisz to co ja.

      Reply

Leave a Reply