Menu
Ameryka Północna / Georgia / USA

Wiktoriańskie opowieści z krypty.

Oakland cemetery Atlanta

Cmentarz Oakland w Atlancie.

Zaprzeczenie mrocznych i przerażających cmentarzy przykościelnych, zaprojektowany, żeby cieszyć żywych, otoczony parkiem, wypełniony kwiatami i cienistymi  placami – cmentarz w Oakland.

Wiktoriańscy chrześcijanie wierzyli, że śmierć jest snem. Słowo “cmentarz” tłumaczone z greki oznacza „miejsce do spania”, wiele symboli w Oakland odnosi się do tego snu. Niektóre groby wyglądają jak łóżka, a nagrobki mają kamienne poduszki i koce. 

To historia kraju, Atlanty i 70 000 ludzkich istnień. Zebrałam kilka wspomnień z przeszłości nieboszczyków. Zapraszam na spacer.

Wiejskie ogrody.

Oakland to jeden z  projektów „wiejskiego cmentarza ogrodowego”.  Miejsca refleksyjnego, pełnego ścieżek spacerowych i pięknych zabytków w stylu greckiego odrodzenia, dającego wytchnienie od zgiełku miasta. Miasto Atlanta kupiło 6-cio akrową działkę ( 2,4 ha) w 1850 roku, na obrzeżach miasta. Obecnie teren cmentarza obejmuje 48 akrów. 

Spoczywają tu  pierwsi mieszkańcy Atlanty, 24 byłych burmistrzów, autorka „Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell, legenda golfa Bobby Jones i pierwszy afroamerykański burmistrz Atlanty- Maynard Jackson, oraz 6 900 żołnierzy Konfederacji.

Jeśli spojrzysz we właściwy sposób, zobaczysz, że cały świat jest ogrodem”. – Frances Hodgson Burnett

Dr. Nissan.

Był pierwszą osobą pochowaną na cmentarzu. Zmarł na jakąś tajemniczą chorobę. Jak wielu ludzi w tamtych czasach bardzo się bał pogrzebania żywcem.  Dlatego poprosił lekarza, żeby mu przeciął tętnicę na szyi po stwierdzeniu zgonu. Taki napis widnieje na tablicy przed starym nagrobkiem.

Czarni mieszkańcy Atlanty.

Będą pierwszymi bohaterami moich opowieści z krypty. Bo na to zasługują. 

Historia Atlanty to również rażący rasizm. Od samego początku istnienia cmentarza granica między najlepszym miejscem a “placem niewolników” była wyraźna. Czarni mogli być grzebani tylko w wyznaczonej, wschodniej części cmentarza. Zapisy z ich pogrzebów zawierały więcej informacji o ich właścicielu niż o samych zmarłych.

Kiedy dokupiono ziemi na wschodzie, nagle te najgorsze parcele stały się pożądane. Szybko ekshumowano szczątki, przenosząc je bez oznakowania a ziemie sprzedawano białym rodzinom. Na cmentarzu znajduje się 17 000 niezidentyfikowanych grobów w północnej części.

Są tylko dwa skrajne przypadki naruszenia regulaminu trzech obszarów: „żydowskiej”, „czarnej” i sekcji ogólnej. Białe rodziny uhonorowały w ten sposób oddane czarne kobiety: Catherine Holmes i Georgię Harris.

Georgia Harris.

Czarna kobieta, która przez wiele lat pracowała dla rodziny Boyd z Atlanty, została pochowana na ich rodzinnym placu w sekcji ogólnej. Musieli uzyskać specjalne pozwolenie od miasta i właścicieli sąsiednich działek. Nagrobek kobiety pasuje do nagrobka Isaaca Boyda i jego żony Nannie.

Aż coś łapie za gardło , kiedy czytam:  “Georgia Harris – who though born a slave, died the child of a king.” , a z drugiej strony nagrobka:

“In loving memory of our colored mammy.”

 Dr Fred B. Palmer.

Był białym mężczyzną, który postanowił spocząć obok rodziny. Jego czarna żona i syn nie mogli być pochowani nigdzie indziej, tylko w ten sposób mógł się z nimi połączyć.

Carrie Steele Logan.

Urodziła się jako niewolnica około roku 1829 i  wcześnie została sierotą. Sierociniec, który założyła dla czarnych dzieci funkcjonuje do dzisiaj.  Proste epitafia są najbardziej wymowne.

“Matka dzieci. Zrobiła co mogła”

 Zadaję sobie pytanie ile taka osoba mogła zrobić? Nawet najbardziej współczująca na świecie  w tych paskudnych czasach ledwo sama mogła przetrwać. 

Sprzedawała ręcznie robione cukierki, a potem została zatrudniona na kolei. Widziała wszędzie głodne, opuszczone dzieci, dobrze rozumiała ich ból. Dostała pozwolenie na to, żeby dzieci spędzały dzień w wagonach kolejowych. Na noc zabierała je do swojego domu z dwiema sypialniami. Liczba sierot rosła, napisała więc swoją biografię i sprzedawała ją na ulicy, żeby zdobyć fundusze. Pisać i czytać nauczyła się jeszcze jako niewolnica.

Zbiórka pieniędzy i sprzedaż własnego domu umożliwiły zakup 4 akrów ziemi od miasta. Zbudowała trzypiętrowy, murowany sierociniec. Został ukończony w 1892 roku za 5 tys. dolaów.
Wszystkie dzieci uczęszczały do szkoły założonej w domu, pilnowała, żeby nie zeszły na złą drogę.

Zwracała się o pomoc do Rady Miasta, pojawiała się pod kościołami białych i dzięki zaufaniu jakie budziła  ludzie zasilali sierociniec. Dzieło jej życia przetrwało stulecie. Teraz ma inną lokalizację i składa się z kilku budynków

Zmarła w listopadzie 1900 r. w wieku 71 lat. Na jej pogrzebie było ponad 3 000 osób.

Maynard Jackson (1938-2003).

Linia podziału rasowego została przerwana dopiero w 2003 roku. Pierwszy czarny człowiek, burmistrz Atlanty został pochowany na oryginalnym pierwszym placu, w sekcji dla białych.

Dzięki niemu odbyła się Olimpiada w Atlancie w 1996 roku, rozbudowano lotnisko, które teraz nosi jego imię.  Linia kolejowa MARTA,  jest również jego zasługą. 

Margaret Mitchell.

Była bardzo skromną osobą. W latach 40-tych zajmowała się działalnością charytatywną. Za pieniądze zarobione na “Przeminęło z wiatrem” finansowała edukację Afroamerykańskich lekarzy z Południa.

Kiedy była u szczytu sławy, zapytano ją o plany na przyszłość. Powiedziała, że ​​ma nadzieję przybrać na wadze, stać się gruba i sympatyczna i starzeć się z wdziękiem.

11 sierpnia 1949 roku, Margaret Mitchell wybrała się z mężem na film “A Canterbury Tale”.  Kiedy zaczęli przechodzić przez Peachtree Street,  w Margaret uderzył samochód.

Podobno przez 5 dni tłumy czekały na wieści. Prezydent USA Harry Truman i burmistrz Atlanty osobiście się zaangażowali. Zainstalowano do tego specjalna linię telefoniczną. Zmarła pięć dni później  w Grady Hospital 16 sierpnia 1949 r.

Podobno.  Sprawca wypadku,  Hugh Gravitt, oskarżony o jazdę po alkoholu twierdził, że Margaret zginęła na miejscu. Na zdjęciu z wypadku widzę leżącą Margaret, nosze, i otaczający tłum. Stoją, nie ratują, nie pędzą do szpitala na sygnale.   Do szpitala dotarła po godzinie. Było tyle niejasności, że Gravitt nie próbował się bronić. Wszystko co zaobserwował, opisała w książce jego córka. 

Prawa autorskie do “Przeminęło z wiatrem”odziedziczył mąż M. Mitchell, a potem jej bratankowie. Ostatni z nich zapisał je Kościołowi w Atlancie.  Więcej o Margaret, jej słynnej powieści i miejscach z nią związanych, pisałam  tu oraz tu

Posłuchajcie jak ptaki śpiewają, maj w Atlancie to pełnia lata. 

Sarah Turner (1837-1897)

Marion, zamożny kupiec poznał Sarę na cmentarzu. Zgodziła się go poślubić pod warunkiem, że jej pierwszy mąż dołączy do mauzoleum, w którym spoczywają już dwie pierwsze żony Mariona.

Sara przeżyła męża o dwa lata, wszyscy pogodzeni małżonkowie spoczywają razem, Sara z dwoma mężami i Marion z trzema żonami.

Na jednym z nagrobków widnieje napis ” Ten człowiek żył”.

Bardzo do mnie przemawiają krótkie epitafia, głęboka treść zawiera się w prostych słowach. Żył. Może trzeba nam przypominać, że wszyscy umrzemy, a mijane groby nie są scenografią z horroru.  A może chodzi o to, że nie przespał życia,  nie stchórzył przed poświęceniem, miłością, czy ryzykiem. 

Georgia Pacific.

Po lewej stronie widać schodkowy budynek Georgia Pacific,  zbudowany na zgliszczach  Teatru Loew. Właśnie w nim odbyła się premiera “Przeminęło z wiatrem”w dniu 15 grudnia 1939.

 W budynku można zobaczyć krzesła teatralne,  balustrady i resztki cegieł z rozbiórki Teatru Loew.

XX wiek.

Cmentarz Oakland popadł w ruinę przez zaniedbania i wandalizm. W połowie lat siedemdziesiątych dawny wiejski cmentarz znalazł się pośrodku jednego z najszybciej rozwijających się miast w Ameryce.  Żeby zachować  ten kawałek historii Atlanty, cmentarz dodano do Krajowego Rejestru Miejsc Historycznych.  

Obecnie podtrzymywane są tradycje promowania cmentarza, jako przestrzeni publicznej. Organizuje się  koncerty “Tunes from the tombs”, (Melodie zza grobu), tematyczne wycieczki z przewodnikiem i wystawy. 

Imigranci z Irlandii.

Julia Bowers.

Julia zmarła w wieku 56 lat, a jej nagrobek jest opatrzony wiele mówiącym cytatem. 

„Paliła świecę na obu końcach. Ale to było piękne światło. ”

Świeca, która pali się na obu końcach, wypala się szybciej, ale jej życie jest barwniejsze i intensywniejsze. Zaciekawiona znalazłam oryginał. Autorka, Edna St. Vincent Millay w 1923 roku za osiągnięcia w dziedzinie twórczości poetyckiej otrzymała nagrodę Pulitzera. 

“Z obu końców spala się moja świeca
nie przetrwa nawet tej nocy
Lecz spójrzcie przyjaciele moi i wrogowie –
jakim pięknym płomieniem płonie!”

Tete Bowers.

 Zmarł w 1979 roku, przeżył Julię o 13 lat i jak przypuszczam wykazywał się dużym poczuciem humoru i skromnością. Na kamiennej płycie  wyryto:

Był głupcem. Ale Julia go kochała.

Clara Belle King ( 1837-1939 ) i Clyde L. King ( 1874–1941)

Clara chciała zostać pochowana w swoim ukochanym domu przy Alei Ponce de Leon, albo chociaż w ogrodzie. Jednak przepisy na to nie pozwalały. Jej mąż, Clyde – właściciel firmy King Plough Company, zbudował  mauzoleum,  replikę ich  domu z czterema kolumnami.

Bogata symbolika zawarta w monumentach, posągach to temat rzeka. Zawsze wieje nadzieją, że kiedy doczesny rozdział zostanie zamknięty, wieczność szykuje niespodziankę.

Richards.

Mauzoleum zbudowane przez francuską firmę dla Roberta H. Richardsa ( 1830- 1888), przedsiębiorcy, urodzonego w Londynie. Budynek wygląda jak miniaturowa katedra, ma prawdziwe witraże i śliczną, półokrągłą nawę.

Gargulce z głową lwa, skrzydłami nietoperza i szponami orła strzegą przed złymi duchami, które mogłyby wejść do świętej przestrzeni mauzoleum.

John Bell Hood.

Mauzoleum Richardsów jest również miejscem, z którego generał Konfederacji John Hood oglądał bitwę pod Atlantą w lipcu 1864 roku.

John Bell Hood, absolwent West Point, był jednym z najszybciej awansujących liderów w historii wojny domowej. (1861–65). W październiku 1862 roku jako 31-latek został najmłodszym generałem. Po amputacji prawej nogi, musiał być przywiązywany do konia.

Objął dowództwo korpusu w Armii Tennessee, która próbowała spowolnić marsz generała Williama T. Shermana w kierunku Atlanty. 

Pożar Atlanty.

W lipcu i sierpniu doszło do ciężkich i krwawych walk wokół Atlanty. Konfederaci ponieśli w nich bardzo ciężkie straty.

Pamiętam scenę z “Przeminęło z wiatrem” kiedy oczami Scarlett O’Hara z przerażeniem oglądałam operacje przeprowadzane bez znieczulenia, zmęczonych lekarzy, brak środków opatrunkowych. Rannych leżących przed szpitalem i błagających o ratunek. Spora grupa niewolników z Dużym Samem na czele zapewnia Scarlett, że nie wpuści do miasta tych przeklętych Jankesów.

Zanim Konfederaci opuścili Atlantę, chcieli zniszczyć pozostawione materiały wybuchowe i budynki wojskowe. To ten moment przedstawia scena pożaru w filmie. Szalejący ogień, uciekający mieszkańcy i szabrownicy. Rett Butler stara się wyprowadzić Scarlett, Melanię Wilkes z dzieckiem i młodą niewolnicę Prissy z tego piekła

Sherman zwyciężył. Hood zaskarbił sobie miano najbardziej lekkomyślnego dowódcy armii konfederackiej. Atlanta spłonęła jesienią 1864 roku.

Edwin W. Marsh (1824-1901)

Był kupcem, urodził się na farmie swojego ojca w Karolinie Północnej. Przeniósł swoją firmę do Atlanty, a także kupił pakiet kontrolny w gazecie Southern Confederacy. Po zakończeniu wojny wznowił działalność w Atlancie, budując pierwszą hurtownię towarów dla miasta. Po rozwinięciu się do gigantycznych rozmiarów w 1890 r. Pan Marsh wycofał się z biznesu.

Mauzoleum Austella.

Najbardziej wykwintny przybytek, popularne są sesje ślubne na jego tle. Mauzoleum zbudowano w 1883 r. za 16 000 USD. Według specjalnego przelicznika suma ta odpowiada dzisiejszym 3 milionom dolarów. Jest wykonany z granitu i marmuru w stylu neogotyckim. 

Miejsce wiekuistego spoczynku generała Alfreda Austella, generała brygady w milicji Georgii, podczas wojny. Przed wojną odnosił sukcesy i był bogaty, po wojnie odbudował swoją fortunę i założył Narodowy Bank Atlanty.

Obelisk Konfederacji

Granitowy, 20 metrowy obelisk jest poświęcony 6 900 poległym żołnierzom Konfederacji. Kiedy go odsłonięto w 1874 roku był największą budowlą w Atlancie.

Jest tu też 12 grobów żołnierzy Unii. Postanowili ukraść pociąg, dojechać do Chattanooga w Tennessee i zniszczyć za sobą tory. W ten sposób konfederaci w Atlancie byliby pozbawieni zaopatrzenia .

Konduktor William Fuller rozpoczął szaleńczy pościg drezyną, a potem lokomotywą.  Usuwał przeszkody leżące na torach. Uciekający nie mieli czasu na zniszczenia. Zostali powieszeni.

Podobno jeden z odwiedzających cmentarz usłyszał w oddali apel żołnierzy Konfederacji, a jego nazwisko zostało wymienione w apelu. 

Cabbagetown.

Za cmentarzem znajduje się restauracja Six Feet Under ( nawiązująca do serialu “Sześć stóp pod ziemią”) i już jesteśmy w dzielnicy kapuścianej. To jedna z najstarszych dzielnic przemysłowych w Atlancie. 

Cabbage Town Atlanta

Cabbagetown zbudowano w 1881 roku dla robotników przemysłu włókienniczego. Białych robotników rekrutowano z regionu Appalachów. Nazwa ma związek z często unoszącym się zapachem kapusty, hodowanej w ogródkach.

Najbardziej podobały mi się murale, całe kilometry. 

Zdaję sobie sprawę, że widziałam zaledwie ułamek tego niezwykłego cmentarza. Będzie gdzie wracać i uczyć się historii.  Jest pięknie o każdej porze roku i dnia.  Zastanawiam się jaki krótkie słowo pasowałoby na moim nagrobku, może “Próbowała”. Czy macie pomysły na swoje epitafium? Takie, żeby ktoś zechciał przystanąć i się uśmiechnąć?

39 komentarzy

  • Małgorzata Pakuła
    12 maja 2019 at 5:34 AM

    Mam epitafium swoje zresztą zapożyczone z ławeczki pewnej Szkotki o imieniu Margaret z St Andrews, którą ufundował jej mąż: Loved and was loved.
    Przedstawiłaś kawał historii Atlanty i USA z fajnej perspektywy. Bardzo przyjemnie się czytało. Pozdrawiam

    Reply
    • Maria Kowalewski
      12 maja 2019 at 9:38 PM

      Bardzo mi się podoba Twoje epitafium. Niesamowite, kto może się pochwalić wybranym epitafium? Jak widać, dobrze dobrane zatrzyma i zadziwi ludzi bardziej niż najpiękniejsze mauzoleum. Bo mauzoleum świadczy o próżności, pysze, którą bogacz próbuje przenieść na tamten świat. Większośc ludzi kochała i była kochana, jednak jakiś procent niepewności albo rozczarowania nie pozwoli się cieszyć taki pięknym podsumowaniem życia.
      Na cmentarz wrócę, świetne są wycieczki tematyczne, albo imprezy, właśnie wieczorna iluminacje trwają. Pozdrawiam Małgosiu.

      Reply
  • Irena -Hooltayewpodrozy
    12 maja 2019 at 11:56 AM

    Niesamowite miejsce,niesamowity cmentarz, niesamowita historia, niesamowite opowieści.
    Połknęłam wręcz ten tekst.
    Cmentarzy nikt nie lubi , bo kojarzą się z przemijaniem, z końcem naszego życia, ze smutkiem, z żalem, z tęsknotą za kimś bliskim.
    Każdy z nas tam trafi.
    Ja lubię stare cmentarze z pięknymi nagrobkami, z epitafiami, które są nieraz bardzo wymowe. Cmentarze to kawał niesamowitych historii.
    Takie cmentarze oglądałam w Australii, ale i w innych krajach.
    Przepiękne opowieści z krypy nam tu dałaś.
    Nie myślałam, że przeczytam to z taką ciekawością i przyjemnością.
    Klimat starych cmentarzy jest niepowtarzalny.
    Przypomniał mi się wesoły cmentarz w rumuńskiej Sapancie.Śmierc nie musi byc smutkiem i końcem.
    Cmentarz może byc niezwykłym miejscem.
    Dziekuję i pozdrawiam Marylko-)))

    Reply
    • Maria Kowalewski
      12 maja 2019 at 9:57 PM

      Irenko, tam jest bardzo pięknie, mnóstwo kwiatów kwitnie, niezwykłe krzewy i drzewa rosną. Jest tyle historii, ktore mrożą krew w żyłach, ale zrezygnowałam z przedstawienia najsmutniejszych. Najpiękniejszy posąg ( jest w filmie) to matka z jej ostatnią córką. Wszystkie dzieci kolejno umierały i kiedy ostatnie 22-letnia córka również odeszła, matka już długo nie pożyła.
      Jest grób aktorki, której podczas przedstawienia w teatrze zapaliły się anielskie skrzydła, nie dało się jej uratować.
      Najmroczniejsza historia, na podstawie której powstawały książki i filmy związana z cmentarzem, to morderstwo.
      W 1913 roku zgwałcono i zamordowano 13-letnią Mary Phagan. Pracowała w fabryce ołówków, a Leo Frank, który krótko przed jej zniknięciem wypłacił jej tygodniówkę został skazano na karę śmierci. Gubernator Georgii zamienił ją na dożywotnie więzienie. Rozwścieczony tłum porwał go z więzienia i dokonał linczu. Jeden z czarnych dozorców również był podejrzany, prawdopodobnie dlatego odrodził się Ku Klux Klan.

      Z kolei kierowca, który uderzył w Margaret Mitchell, wyznał córce, że Margaret zatoczyła się tyłem wprost pod koła, jakby była popchnięta. On wcale nie był pijany, wypił piwo 4 godziny wcześniej i jechał do apteki po lek dla chorego dziecka. Twierdzi, że zginęła na miejscu, a ludzie przez 5 dni modlili się o jej powrót do żywych.

      No i Kościół, który odziedziczył prawa autorskie do “Przeminęło z wiatrem”. Na miejscu dawnego domu bratanka M.M. biskup postawił dom za 2 mln. dolarów ( info z prasy)

      Ale nie zamieścilam tego wszystkeigo we wpisie, bo chciałam żeby było pogodnie. Myślisz nad epitafium? Np. “Kochała podróże i miała najpiękniejsze zdjęcia na Instagramie” Pozdrawiam serdecznie Irenko:))

      Reply
      • Irena -Hooltayewpodrozy
        18 maja 2019 at 7:30 AM

        Niesamowite te wszystkie opowieści.Film można nakręcic.
        Ty jeszcze z taką pasją to opisujesz,że czyta się jak dobrą książkę.
        Nie mam żadnego pomysłu na własne epitafium. Jedyne, co mi przychodzi do głowy to: “Całe życie pomagała innym”.
        Pozdrawiam Cię serdecznie!

        Reply
        • Maria Kowalewski
          18 maja 2019 at 1:19 PM

          Dziękuję kochana. Przypomniała mi się pewna staruszka, która uwielbiała opowiadać historie na cmentarzu…historie chorób nieboszczyków. Tak ze 3 razy w tygodniu kazała się tam zawozić, moja przyjaciółka po pewnym czasie mogła recytować z pamięci na co umarli:) Piekne miałabyś epitafium, koniecznie zostaw wskazówki. Pozdrawiam serdecznie.

          Reply
  • Olga Jawor
    13 maja 2019 at 7:51 AM

    Piekny cmentarz i ciekawa, poruszająca przechadzka śladami tych, co żyli przed nami. Smutne czy wręcz tragiczne historie, które przytrafiły się tym ludziom budzą współczucie, zamyslenie, wzruszenie. Byli przeciez do nas tak podobni. Każdy z nich pragnął spokoju i szczęścia. Każdy miał marzenia, nadzieje, wspomnienia. Każdemu jego zycie wydawało sie ważne. A teraz tylko nagrobek mówi o tym, że ten ktoś był a epitafium nagrobne w krótkiej formie podsumowuje to jego życie, określa jakim był człowiekiem. Dobrze, jesli jest jakieś epitafium. Bo przewaznie tylko zostaje po nas imię, nazwisko oraz daty narodzin i śmierci. To, co pomiędzy jakby nie istniało. I coraz mniej ludzi pamięta i wspomina, tych co odeszli. W koncu czas zaciera wszystko. Takze napisy na grobach.
    Duzo czasu spedziłam w swoim zyciu na cmentarzu z racji tego, że moje liceum mieściło sie przy cmentarzu. Tam chodziło sie na wagary. Tam, w cieniu nagrobków uczyło się przed klasówką, tam wypłakiwało sie najpierw po jakimś niepowodzeniu. Tam wczytywało się w daty i epitafia i czerpało z nich pociechę tego typu, ze przecież wszystko jest marnością, nie warto wiec rozpaczać nad tym, co jest. Wszystko minie, wszystko schowa w sobie litościwa ziemia, nad wszystkim zostanie zaciągnięta zasłona zapomnienia.
    Dziękuję za ten pełen refleksji oraz opowieści spacer, Marylko. I pozdrawiam Cię serdecznie.
    P.S.
    Nie umiem wymyslić żadnego epitafium na swoim grobie. Nie potrafię w jednym zdaniu okreslić siebie, swojego zycia. Próbuję, ale nie wychodzi…

    Reply
    • Maria Kowalewski
      13 maja 2019 at 5:39 PM

      “Za chwilę wyjdę z cienia kasztanów
      i ptasiego śpiewu
      pójdę nagrzanym asfaltem
      w dół do zakrętu
      skąd się zobaczę
      jak patrzę w cieniu kasztanów
      na siebie idącą w kapeluszu
      po czarnym asfalcie
      skąd widzę siebie
      jak tuż za zakrętem
      znikam sobie na zawsze
      z oczu”
      Viola Fischerová.
      Można i tak popatrzeć na swoją śmierć. Wydaje mi się, że obecnie ludzie nie przywiązują wagi do tego jak będą uwiecznieni na cmentarzu. Dla mnie to też nie ma żadnego znaczenia.
      Spacerowałam jak po bibliotece, zamiast książek i fikcji wczytywałam się w prawdziwe ludzkie losy, indywidualne i grupowe. wiem, że podobnie jest na wszystkich cmentarzach, kącik Nieznanego Żołnierza, groby dzieci, chwytające za serce, w Oakland było to wszystko plus historia niewolnictwa i dla kontrastu niewyobrażalnego bogactwa. Tym się różnił od innych pięknych cmentarzy.
      Dziękuję za wspólne refleksje i również serdecznie pozdrawiam Olu.

      Reply
      • Olga Jawor
        14 maja 2019 at 6:34 AM

        Piękny, niesamowicie pobudzający wyobraźnię wiersz. Nie znałam go. Widzę wręcz tę kobietę w kapeluszu, która odchodzi kasztanową alejką, widzę tę istotę, która jest coraz głębszym cieniem,coraz dalszym promieniem, własnym wspomnieniem, a przede wszystkim spokojem i pogodzeniem. Ona jest jak liśc jesienny, który własnie spadł z drzewa, jeszcze jest pełen kolorów, ale nieubłaganie blednie i wiruje, wiruje a potem znika wśród innych opadłych liści. Czyż liście buntują sie przeciw swemu przeznaczeniu? Dobrze byłoby być takim liściem. Dziekuję, Marylko!*

        Reply
        • Maria Kowalewski
          14 maja 2019 at 2:12 PM

          Cieszę się Olu, że wkleiłam wiersz, liczyłam na to, że ci się spodoba. Wczoraj czytałam inne wiersze autorki i jej historię. Myślę, że dobrze jest oswoić śmierć, nie drżeć przed nią. W końcu to największa przygoda życia, poznamy odpowiedz na największe pytanie ludzkości, prawda? Dopiero wtedy można celebrować życie. Uściski Olu.

          Reply
  • wktorastrone
    13 maja 2019 at 5:35 PM

    Świetny pomysł na nieszablonowego posta! Genialnie się czyta. Epitafium…mój mąż pewnie napisałby mi na grobie hasło każdej naszej podróży, czyli “nie spać, zwiedzać, zapier**” ;-)))) a tak na serio, bardzo ciężko wyrazić siebie czy swoje życie jednym zdaniem. Dałaś mi teraz do myślenia 😉

    Reply
    • Maria Kowalewski
      13 maja 2019 at 9:57 PM

      Dziękuję, nawet się nie zastanawiałam, cmentarz mnie zauroczył. Skoro tam są regularne imprezy, wycieczki tematyczne, wieczorne iluminacje, zabawy na Halloween i Boże Narodzenie, to znaczy, że nie ma niczego niestosownego w pokazaniu tego na blogu. Fajne macie epit…tfu, motto, bo przecież to się nadaje na hasło bloga:) Właściwie jakby się dobrze skupić, to każdego można określić jednym zdaniem:) Czasami cała książka nic nie powie. Pozdrawiam.

      Reply
  • Joanna
    13 maja 2019 at 5:38 PM

    Przepiękny, poruszający wpis i świetne, staranne kadry. Ja lubię cmentarze, a ten jest rzeczywiście jak ogród. Przeczytałam i obejrzałam z ogromną przyjemnością.Takie nieoczywiste tematy rzadko się trafiają na blogach podróżniczych.

    Reply
    • Maria Kowalewski
      13 maja 2019 at 10:01 PM

      Dziękuję! Zawsze jest we mnie tyle niepewności, że aż się przyczajam wystraszona jak zając pod miedzą. Oczywiste tematy są już pięknie wykorzystane:) Ciągle jeszcze uzupełniam, np. zapomniałam, że zrobiłam krótki film przy grobie Margaret Mitchell, ptaki jej spiewają. Pozdrawiam cieplo.

      Reply
  • melody
    13 maja 2019 at 7:40 PM

    Zdjęcia zrobiły na mnie wrażenie!

    Reply
  • Kitty
    16 maja 2019 at 11:21 AM

    Bardzo lubie cmentarze i atmosfere, ktora tam panuej. Odbieram na cmentarzach wylacznie ….spokoj. Cisze, kojaca cisze , spokoj, spiew ptakow, miejsce gdzie faktycznie wszystko trwa jakby w uspieniu…

    Przepiekny stary cmentarz nam pokazalas i pieknych ludzi, ktorzy zyli zwyczajnie , ale jakze bogato…
    Marylko, nie udzielam sie za bardzo, bo za bardzo zajely mnie sprawy zywych , a de facto sprawy zycia i smierci. Poki co zycia, wiec jest nadzieja.
    Caluje sie i sciskam
    Kitty

    Reply
    • Maria Kowalewski
      16 maja 2019 at 6:59 PM

      Przykro mi słyszeć, że masz kłopoty Kitty, tym bardziej dziekuję, że znalazłas czas i zajrzałas do mnie. Cmentarze angielskie urzekają, w Oakland widać sporo podobieństw, skoro większośc stamtąd przywędrowała. Uściski przesylam i pozdrawiam gorąco.

      Reply
  • Iwona Motyw Kobiety
    16 maja 2019 at 5:06 PM

    Bardzo fajna opowieść – lubię czytać takie ciekawostki. Co za durnotą był rasizm…. szkoda słów.

    Co do epitafium, oczywiście już dawno mam: Wróciłam do domu 🙂

    Reply
    • Maria Kowalewski
      16 maja 2019 at 7:01 PM

      Jestem pod wrażeniem, pięknie! “Wróciłam do domu”. Bez rozliczeń z ziemskim bytowaniem, bez złotych myśli, radosne stwierdzenie kogoś, kto nie ma wątpliwości, że nic się nie kończy.

      Reply
  • stardust
    22 maja 2019 at 12:56 AM

    Lubie cmentarze, wlasnie te stare z bogata historia i bardzo podoba mi sie Twoja opowiesc z uwzglednieniem akcentow personalnych.
    Natomiast jak czytam o wojnie secesyjnej to zawsze mysle o obozie w Andersonville. Ciekawa jestem czy tam bylas, czy widzialas, czy moze kiedys o tym napiszesz. Na zachete zalaczam link z wiki:
    https://en.wikipedia.org/wiki/Andersonville_National_Historic_Site
    Dla mnie to pierwszy oboz koncentracyjny na swiecie, znam historie tego miejsca od wielu lat ale niezmiennie zawsze mnie szokuje.

    Reply
    • Maria Kowalewski
      22 maja 2019 at 2:33 PM

      Dziękuję Ci, że zwróciłas moja uwagę na Andersonville. Może słyszałam, ale nie poświęciłam tematowi więcej uwagi. To 2.5 godziny na południe ode mnie. Na pewno będzie okazja, żeby zobaczyć to miejsce.
      Wstrząsające! Widzisz, jak się odwiedza miejsca związane z wojną, to Południowcy zawsze pokazują piekny świat, który zrównała z ziemia armia Shermanna. A tu okazuje się, że spokojnie patrzyli jak w strasznych męczarniach umiera 13 tysięcy osób. Bo można było dokonać wymiany jeńców i znowu szanse byłyby wyrównane. Po wojnie Henry Wirz , komendant, został osądzony przez trybunał za zbrodnie wojenne i skazany na śmierć. Czyli nie tylko choroby i brak jedzenia zabijały ludzi, ale także okrucieństwo.
      MacKinlay Kantor za „Andersonville” zdobył nagrodę Pulitzera w 1956 roku. Jest film “Andersonvile” (1996) na you tube.

      Reply
  • stardust
    23 maja 2019 at 12:00 PM

    Mario, obie armie maja swoje na sumieniu. Sherman nie byl aniolem i o tym tez wiem. To byla jedna z najbardziej bestialskich wojen w historii swiata, czesto brat przeciwko bratu…
    Brzydzi mnie wybielanie tak jednej jak i drugiej strony, tu sie nie da przypudrowac.
    Film na you tube widzialam, bardzo duzo czytalam tez na ten temat. Z Andersonville zetknelam sie pierwszy raz ponad 20 lat temu dzieki przyjacielowi, ktory bardzo interesowal sie historia i mnie zarazil 🙂

    Reply
    • stardust
      23 maja 2019 at 1:34 PM

      Jedno jest pewne, od czasu kiedy znam historie Andersonville nie potrafie polubic poludnia. Nawet jak tam jestem i ogladam piekno natury, bo jest pieknie co do tego nie ma watpliwosci to w glebi duszy mam te historie.
      Nie potrafie podziwiac np. plantacji, tych wrecz palacow bez kolca w oku i sercu. Z drugiej strony jest Camp Douglas niedaleko Chicago gdzie byl oboz dla wiezniow Konfederacji, tez szokujacy. Jednak w Douglas warunki byly duzo bardziej ludzkie, wiezniowie przebywali w barakach, co niewiele znaczy przy zimowych tmeperaturach polnocy. Ale liczba ofiar smiertelnych Douglas to cos ponad 4000 czyli jedna trzecia liczby ofiar Andersonville.

      Reply
      • Maria Kowalewski
        23 maja 2019 at 6:43 PM

        Rozumiem Twoje podejście do Południa, jednak kiedy się gdzieś mieszka dłużej, to przygarniamy je sobie za małą ojczyzną. Jesteś tu rzadko, dlatego cała wiedza na temat Południa się uaktywnia. Dla mnie to przyjazne miejsce, które stało się domem. Nie moja wojna, ani moich przodków, nie stoję po żadnej ze stron, bo nienawidze wojen. Ludzie sobie tu wolność i równość wywalczyli i jakoś żyją i też to dla nich jest ojczyzna. Chyba nie ma na świecie miejsca, wolnego od zbrodni na ludziach. Pozdrawiam ciepło i mam nadzieję, że już jesteś zdrowa:)

        Reply
    • Maria Kowalewski
      23 maja 2019 at 6:32 PM

      Ja zarażam się sama podczas wojaży. Wojny, które były oderwane od polskiej historii niewiele mnie interesowały kiedyś. ale jak jestem i widzę, to zaczynam szukać informacji o tym co się wydarzyło w tych miejscach.

      Reply
      • stardust
        23 maja 2019 at 11:16 PM

        Alez to zrozumiale, ze czlowiek wrasta w miejsce gdzie mieszka i darzy je uczuciem. Ja mam chyba jakas odchylke pod tym wzgledem i pewnie byloby mi latwiej gdybym inaczej patrzyla tym bardziej, ze to sa wydarzenia z przeszlosci, z czasow kiedy mnie jeszcze nie bylo na swiecie.
        No ale… mam jak mam;)
        buziam :***

        Reply
        • Maria Kowalewski
          24 maja 2019 at 10:46 AM

          Większość z nas tak ma:) Miałam duże uprzedzenia do Niemców i ich kraju, jakby współczesnie zyjący byli winni temu, co się wydarzyło. Potem zauroczyło mnie tyle miejsc, ludzie okazali się mili i dobrzy, przestałam patrzeć na nich przez pryzmat krzywd. Również buziam:)))

          Reply
  • Mokka
    24 maja 2019 at 7:04 PM

    Bardzo ciekawy wpis. Wiele się dowiedziałam o historii Ameryki. Smutno mi się zrobiło, kiedy pisałaś o wydzielonych miejscach wiecznego spoczynku dla czarnych mieszkańców. Zdjęcia grobowców na tle soczystej zieleni są tak piękne, że sama poczułam się tak, jakbym spacerowała po Oahland. Cmentarze są właściwie bardziej dla żywych niż dla tych, co odeszli. W żadnym innym miejscu nie widać tak dobitnie jak na cmentarzu, że życie jest największą wartością. Nawet wtedy, jeśli nie jest usłane różami. Poza tym przeuroczy pomysł z tym filmikiem i śpiewającymi ptakami! :))

    Reply
    • Maria Kowalewski
      24 maja 2019 at 10:22 PM

      Cieszę się, że temat Cię nie odrzucił, widziałam już tyle niezwykłych cmentarzy, że pewnie kiedyś wyprodukuję specjalny post. Kiedy przed II Wojną Światową w Europie zaczynał się antysemityzm, w USA była ostra segregacja rasowa. To nie do uwierzenia, że uwielbiana przez wszystkich Hattie McDaniel, (Mammy z “Przeminęło z wiatrem”, zdobywczyni Oscara za rolę drugoplanową w 1939 roku), na premierze filmu nie mogła siedzieć z białymi aktorami. Takie wtedy było prawo w Georgii. Teraz na cmentarzu trwają prace nad przywróceniem nagrobków i ocalenia tego co się da. Ptaszki cudnie śpiewały przy grobie Margaret Mitchell. Jeszcze są pochówki, ale tylko w rodzinnych grobowcach. Dzięki za Twoje zainteresowanie, pozdrawiam serdecznie.

      Reply
  • Małgosia z Akacjowego Bloga
    5 czerwca 2019 at 6:52 PM

    Marylko bardzo ciekawy wpis. Przeczytałam z wielką przyjemnością i ciekawością. Kontrowersje wokół śmierci autorki “Przeminęło z wiatrem” pewnie jak w tytule jej powieści przeszły do przeszłości. Smutne to. Bardzo ciekawe te epitafia. Bardzo trudno jest trafnie ująć w krótkiej formie podsumowanie czyjegoś życia, a tu to proste i czytelne sformułowania. Cmentarz oddaje trafnie podziały w życiu dawnych mieszkańców Atlanty. Bardzo mi się podobało 🙂 Co do mojego epitafium…Nie chciałabym gdzieś być pochowana. Mam miejsce, gdzie chciałabym, żeby rozsypane były moje prochy…To by mi wystarczyło. Od dawna identyfikuję się ze słowami Rumiego ” Nie jestem ani ze Wschodu, ani z Zachodu, ani z lądu, ani z morza, moje miejsce jest bez miejsca, mój ślad bez śladu, nie mam ciała ani duszy. Jestem z duszy dusz”. Amen 😀

    Reply
    • Maria Kowalewski
      10 czerwca 2019 at 12:12 AM

      “” Nie jestem ani ze Wschodu, ani z Zachodu, ani z lądu, ani z morza, moje miejsce jest bez miejsca, mój ślad bez śladu, nie mam ciała ani duszy. Jestem z duszy dusz”.
      Piekne, bardzo do mnie trafia, zaczęłam szukać i trafiłam na inne perełki. Ja też wolę być wysypanym gdzieś prochem ś wysypana, niż
      tkwić w urnie na cmentarnej półce.
      Kiedy się pojawiam w takim miejscu jak ten piekny cmentarz, rozumiem ludzka potrzebę posiadania namacalnego miejsca pamięci. Nawet cieszę się, że kiedyś nie było innych możliwości niz grób. Jest tyle niezwykłych, zabytkowych cmentarzy, które opowiadają historie. Na ten cmentarz musimy koniecznie wrócić, bo czeka równie wspaniała część Żydowska.

      Reply
  • Małgosia z Akacjowego Bloga
    5 czerwca 2019 at 6:54 PM

    ach zapomniałam, wysłuchałam ptaków, pięknie śpiewają na nagraniu 🙂

    Reply
    • Maria Kowalewski
      6 czerwca 2019 at 12:08 AM

      Pięknie, dookoła różyczki. Dla mnie sprawa śmierci M. Mitchell jest wstrząsająca, nigdy wczesniej o tym nie słyszałam. Zaczęłam szukać informacji o kierowcy i wpadłam na wyznanie, ktore spisała jego córka. Wszystko nabrało sensu, jak poszperalam dalej i zobaczylam zdjęcie z wypadku. Goryczy dodaje fakt, że jakiś biskup sobie dom wybudowal za 2 miliony w miejscu starego domu bratanka Margaret. zostało mi jeszcze jedno muzeum w dzielnicy Marietta w Atlancie. Post o książce i filmie ciągle się rozrasta i nie jestem z niego zadowolona.

      Reply
    • Maria Kowalewski
      10 czerwca 2019 at 12:11 AM

      “” Nie jestem ani ze Wschodu, ani z Zachodu, ani z lądu, ani z morza, moje miejsce jest bez miejsca, mój ślad bez śladu, nie mam ciała ani duszy. Jestem z duszy dusz”.
      Piekne, bardzo do mnie trafia, zaczęłam szukać i trafiłam na inne perełki. Ja też wolę być wysypanym gdzieś prochem ś wysypana, niż
      tkwić w urnie na cmentarnej półce.
      Kiedy się pojawiam w takim miejscu jak ten piekny cmentarz, rozumiem ludzka potrzebę posiadania namacalnego miejsca pamięci. Nawet cieszę się, że kiedyś nie było innych możliwości niz grób. Jest tyle niezwykłych, zabytkowych cmentarzy, które opowiadają historie. Na ten cmentarz musimy koniecznie wrócić, bo czeka równie wspaniała część Żydowska.

      Reply
  • Ania
    9 czerwca 2019 at 8:41 PM

    Mario muszę Ci powiedzieć że u Was to są dopiero infoacje 🙂 pięknie opisane i pokazane. Może będę się powtarzać ale będę miała dobra ściągnę jadąc w tamte strony 🙂 tylko czy ja tyle czasu będę miała na to wszystko 🙂 bardzo klatyczne miejsce
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    Reply
    • Maria Kowalewski
      9 czerwca 2019 at 10:34 PM

      Dziękuję Aniu. Wybierasz się do USA? Koniecznie daj znać.Ludzie raczej wybierają Zachodnie Wybrzeże. Mnie urzekła Karolina i Luizjana. Rownież pozdrawiam serdecznie.

      Reply
  • Ania
    20 czerwca 2019 at 8:29 PM

    Mario wybieramy się, tylko powiem Ci boimy się tego wielkiego świata. Mamy wizy juz od trzech lat i pierwszy lot to będzie chyba do NY bo z Oslo mamy tylko 7 godz. tyle to ja wytrzymam 🙂 a potem będziemy się przemieszczać juz dalej 🙂 ale kiedy to będzie to nie wiem, może to być spontan jak będą tanie bilety

    Reply
    • Maria Kowalewski
      20 czerwca 2019 at 11:05 PM

      Jeszcze nie byłam w Nowym Jorku, ale kiedyś dotrę. A tam gdzie byłam, to wielkiego świata nie widziałam:) USA jest inne niż sobie wyobrażałam. Jeżeli planujecie wyprawę na własna ręke po USA to zajrzyjcie koniecznie na grupę facebookową : Rodzinne Podróże W USA- Gdzie “Pojechac, Co Zobaczyc… ” i “USA – podróż na własną rękę (porady, relacje)”. Bardzo dużo praktycznych porad a także relacje, zdjęcia. Nas jesienią czeka 13-godzinny lot, ciężko będzie. Pozdrawiam Aniu i trzymam kciuki za USA.

      Reply

Leave a Reply

%d bloggers like this: