Menu
Ameryka Południowa / Kolumbia.

Taniec godowy w Barichara.

Barichara. Kolumbia.

Barichara.

Dzień w Barichara wybuchał nagle. Zaczynało się nieśmiało od ptasich treli, dołączały cykady, krowy, owce i psy. Kiedy natężenie dźwięków wyrywało ludzi ze snu, kościelne dzwony stawiały ostatecznie na nogi o 5:30. Brałam udział w misterium, wschodziło słońce. To się nazywa świt po kolumbijsku, ponieważ porusza tak, że chce się załkać z zachwytu. Barichara jest zjawiskowa.

Tu już jest  blisko południa, ptaszki i cykady straciły wigor od upału. Na drzewie mango dojrzewają owoce, owce i krowy zajęte trawą na pastwiskach. Ale i tak jest pięknie.

Pocztówkowy widoczek, rozpościera się przed zachwyconymi oczami  ze szczytu ulicy, tuż przy Iglesia de Santa Barbara. Jest tak pięknie, że wracaliśmy tam codziennie o różnych porach dnia.

Barichara to małe, kolonialne miasteczko, liczące około 7 tys. mieszkańców. Od Bogoty dzieli je odległość 450 km. Została założona w 1741 roku. Uchodzi za najpiękniejsze miasto Kolumbii. To naprawdę jak cofnięcie się w czasie, dlatego Barichara jest często planem dla wielu filmów i telenoweli.

Barichara. Kolumbia.

Guanes.

Znajdujemy się w departamencie Santander, na dawnych ziemiach Guanes. To bardzo ciekawy lud, z zapisków kronikarzy wynika, że wyglądali jak Europejczycy. Mieli jasną skórę, niektórzy jasne włosy i byli wysocy. Mężczyźni mierzyli ok. 176 cm. wzrostu, a kobiety ok. 157 cm. Taką wiedzę archeolodzy zdobyli dzięki znalezionym mumiom. Mówili dialektem chibcha i mieli dobre stosunki handlowe z różnymi grupami pobliskich regionów. Wymieniali się jedzeniem, tkaninami, solą.

Barichara. Kolumbia.

Hormigas Culonas.

Do dzisiaj przetrwała wyjątkowa tradycja- jedzenie mrówek HORMIGAS CULONAS (wielkie mrówki, lub dosadniej , mrówki o wielkim zadku). Były bardzo ważnym źródłem wapnia i białka, poniewaz Guanes nie mieli krów. Konserwowali je solą od Indian Muisca, którą dostawali za koce. Na ulicach Bogoty  są sprzedawane jako afrodyzjak.

Niestety nie poświęciłam się dla nauki i nie spróbowałam mrówek, wybaczcie. Zrobiłam zdjęcie w restauracji. Smakują jak popcorn, albo orzeszki i podobno są tak wciągające, że nie można przestać ich jeść.

Na filmach przyrodniczych są pokazywane mrówki, które niosą wielkie kawałki liści. Nie po to, żeby je zjeść, ich dieta jest bardziej wyrafinowana. W mrowisku zmiażdżone liście nasączają śliną i hodują grzyb, który jest ich właściwym pożywieniem.

 Jest jeszcze jeden powód  unicestwiania mrówek, oprócz ich walorów odżywczych. Jest takie powiedzienie “Gdyby ludzie nie jedli mrówek, mrówki by ich zjadły”. Hormigas culonas mają bardzo silne szczęki, mogą przeżuć wszystko, jeśli jest ich wystarczająco dużo, uprawy rolne, a nawet domy.

Mrówki pojawiają się u Marqueza w powieści “Sto lat samotności”.

Na rodzinie Buendiów ciąży klątwa, straszliwa przepowiednia zgodnie z która dzieci rodzące się ze spokrewnionych związków mają rodzić się ze świńskimi ogonami. Ostatnie dziecko rodu, urodzone z miłości zostało zjedzone przez mrówki.

Barichara. Kolumbia.

Barichara. Kolumbia.

Ostatni taniec księżniczek.

Kiedy kończy się pora deszczowa z ziemi wyłaniają się mrówki. Przez 9 tygodni trwają tańce godowe księżniczek. Będą kopulowały na potęgę, żeby założyć nową kolonię.

Właśnie takie samice z brzuchami pełnymi jaj są łapane w tym jedynym okresie w roku.
To bardzo trudne, bo żołnierzyki odpowiedzialne za ochronę księżniczek kąsają bardzo boleśnie.

Łowcy muszą mieć wysokie buty i szybko pracować. .
Po zbiorach, głowa, nogi i skrzydła są usuwane, zanurzane w słonej wodzie i pieczone na patelniach. Kilogram przysmaku może kosztować dziesięć razy więcej niż słynna kolumbijska.kawa.

To nasza wersja kawioru

Barichara. Kolumbia.

Barichara. Kolumbia.

Barichara. Kolumbia.

Sceneria szalenie romantyczna. Z Bogoty trzeba jechać 10 godzin i dlatego nie ma wielu turystów.

Barichara. Kolumbia.

Pobielone domy, czerwone dachy zachwycają schludnością, są uosobieniem sielskiej wsi. Ale rzadko wchodzi się do właściwych pomieszczeń w domostwach czy restauracjach. Za bramą, która odgradza od ulicy,  jest rajski ogród. Tak jak tu, a weszliśmy do piekarni.

Barichara. Kolumbia.

Banan przyłapany na formowaniu owoców. Pierwszy raz udało nam się to zaobserwować, zwykle albo owoce, albo kwiat pojawiały się naszych ścieżkach.

bananowiec

Empanadas.

To pierożki nadziewane szpinakiem i serem. Może być z mięsem lub warzywami w cieście podobnym do francuskiego. Pyszne z kolumbijską kawą, która jest tu naprawdę mocna.

Życie toczy się wokół pięknego głównego placu, na którym znajduje się Catedral de Inmaculada Concepcion .

Barichara. Kolumbia.

Barichara. Kolumbia.

Kanion rzeki Suarez.

Kolonialny urok nie jest jedynym atutem Barichary. Ze szczytu skarpy roztaczają się cudowne widoki na kanion rzeki Suarez. Nie, nie jestem nadzwyczajnie odważna ani zbyt lekkomyślna, to złudzenie, że wiszę nad przepaścią. Z farmy na dole wyszło gęsiego stado krów i podążyło na pastwisko.

Barichara. Kolumbia.

Barichara. Kolumbia.

Barichara. Kolumbia.

Chicha.

Czicza? zapytał. A potem ustawił się do zdjęcia, nie wiedział w co się pakuje. Chicha, to sfermantowany napój alkoholowy, lub bezalkoholowy ze zbóż albo owoców.

Tradycyjny sposób polegał na żuciu kukurydzy lub manioku i wypluwaniu do miski. Enzymy w ślinie szybko przekształcały skrobię w prosty cukier, który zamieniał  dzikie drożdże lub bakterie w alkohol.

Barichara. Kolumbia.

Cmentarz.

Jest wyjątkowy, pełen kwiatów i przyjacielskiej atmosfery, zauroczył mnie. Może to dziwnie zabrzmi, ale nigdy wcześniej nie uśmiechałam się z sympatią do nieboszczyków, przechadzając się między grobami.

Tu spoczywa gitarzysta, a trochę dalej piłkarz. Jest murarz z kielnią a także miłośnik książek. Nagrobki posiadają poetyckie epitafia, nie ograniczające się do tego kiedy ktoś się urodził i kiedy zmarł, ale co kochał. Piekne, prawda? Na moim nagrobku byłby stosik książek.

Barichara. Kolumbia.

Barichara. Kolumbia.

Nieoznakowany i przypadkiem znaleziony dramatyczny punkt widokowy.

Camino Real.

Camino Real to sieć prekolumbijskich kamiennych dróg zbudowanych przez rdzenną ludność, zanim pojawili się konkwistadorzy.

Można wybrać się na 10 kilometrowy trekking do wsi Guane, mniejszej wersji Barichara. 
Guane jest spokojnym, uroczym miejscem z centralnym placem, kamiennym kościołem i muzeum archeologicznym. Jest tu sporo sklepików z pamiątkami i skamieniałościami, podobnie jak w Villa de Leyva 

Muzeum Archeologiczne i Paleontologiczne zostało stworzona przez Ojca Isaiasa Diaza Ardila w 1970 roku. Są tu skamieniałości sprzed milionów lat, oraz ceramika i inne przedmioty wykonane przez Indian Guane. Akurat tego dnia było zamknięte. Spędziliśmy wspaniały dzień, a skamieniałości kupiliśmy u starszego, sympatycznego małżeństwa.

Barichara. Kolumbia.

Barichara. Kolumbia.

Barichara. Kolumbia.

Czas spędzony w tym  wyjątkowym miejscu, naładował nas energią. Tak wygląda styczeń w tym arcypięknym zakątku,  mijane miasteczka po drodze były niepowtarzalne. Pozostałam rozdarta między sympatią do Ekwadoru a rodzącą się miłością do Kolumbii.  Jak Wasze wrażenia?.

 

48 komentarzy

  • Irena-Hooltayewpodrozy
    28 marca 2019 at 6:32 AM

    Pięknie położone miasteczko, uroczo położone, bardzo romatyczne.
    Ciche, malownicze uliczki. Aż chciałoby się po nich pospacerowac.
    Tych mrówek nie zjadłabym absolutnie, dziękuję za taki przysmak.
    Wypicie chicha nie wchodzi w grę.Ja wiele jadłam, podróżując po świecie,zwłaszcza w Azji, ale na takie poświęcenie nie jestem gotowa.Dziękuję za ten kawior.
    Bardzo zainteresował mnie cmentarz, niezwykły, nagrobki niesamowite. Też bym się chyba uśmiechała, spacerując po nim.
    Faktycznie można odpocząc w Barichara.
    Pięknie mnie po miasteczku oprowadziłas.
    Na blog oczywiście zagłosowałam.
    Pozdrawiam serdecznie Marylko-)

    Reply
    • Maria Kowalewski
      28 marca 2019 at 1:17 PM

      Ciesze się, że Ci się podoba, a jak do tego dodać fantastycznych, radosych ludzi, to sama przyjemność. Chicha teraz powstaje na drożdżach, już nie zują:) Juz poprawiłam w tekście, jakoś nieścisło mi wyszło. Laziliśmy od rana do wueczora, bo tych uliczek jest całkiem sporo. I objadaliśmy się owocami, przygladalismy każdej roslince, trzaskaliśmy tysiące zdjęć, a potem czekał powrót autobusem do bogoty, 10 godzin! Tyle, że juz droga była lepsza , nie trzęsło i mogłam czytać. Dziękuję za Twój głos i pozdrawiam serdecznie.

      Reply
  • Olga Jawor
    28 marca 2019 at 7:39 AM

    Zachwycające widoki! Ciepło aż bije z Waszych zdjęć. Ciepło tego, co utrwalone na fotografiach oraz ciepłe spojrzenie na to, co tam widać. I te kolory – cudne, cudne po prsotu. I same egzotyczne ciekawostki: banany w różnych stadiach rozwoju, smazone mrówki, napój o nieco obrzydliwym sposobie przygotowania, Ty siedząca nad przepaścią, a w koncu przepiękny cmentarz. Te nagrobki obrazujace to, czym interesował sie za życia nieboszczyk dały mi do myslenia. I nie wiem, co byłoby na moim, bo jak ukazać fizycznie uczucia i myśli ludzkie?
    Pierożkami empanades opychałabym sie do rozpęku, bo uwielbiam tego typu rzeczy. Chybabym spróbowała tych mrówek, takoż i pociągnęłabym łyk chichy. Raz sie żyje! Skoro oni, Kolumbijczycy mogą i sobie chwalą, to czemużby nie?
    Bierzesz udział w konkursie? Zaraz zagłosuję Marylko, bo życzę Ci z całego serca byś wygrała, żeby cię doceniono, bo Twój blog naprawdę jest tego wart, bo taka wygrana dodałaby Ci skrzydeł! Buziaki serdeczne zasyłam!:-)*

    Reply
    • Olga Jawor
      28 marca 2019 at 7:41 AM

      Kurcze! Tam żeby zagłosować trzeba sie zalogować na FB. No to kicha!:(

      Reply
      • Maria Kowalewski
        28 marca 2019 at 1:13 PM

        Jeżeli chodzi o konkurs, to trochę nieświadomie się wpakowałam. Kliknęłam, żeby zobaczyć, żądali informacji, więc podalam i poszło, wycofac się nie hyło jak. Nie znosze tego rodzaju rywalizacji, a tym bardziej proszenia o głosy, no ale jak nie wykonałabym zadnego ruchu, bylabym ostatnia na liście, tez niefajnie:) W każdym bądz razie dziękuję za chęć głosowania.

        Reply
    • Maria Kowalewski
      28 marca 2019 at 1:12 PM

      Zapomniałam napisać, że nasza łazienka nie miała okna. Tak jak w większości hotelików. Prysznic z widokiem na miasteczko, coś fantastycznego. Rano znalazlam wielkiego jak pięść świerszcza. Jest bardzo duzo sklepikow z ciekawym rekodziełem, mamy kolejny bajkowo kolorowy hamak. Olu, chicha nie jest az tak obrzydliwa, nieprecyzyjnie napisalam, tak powstawała kiedyś, teraz mozna pić bezpiecznie. Jeszcze mają likiery podobne do Baileys i częstuja w sklepikach. Miasteczko Guane tez słynie ze skamieniałości , podobnie jak Villa de Leyva. Turystów mało, dookoła pola z uprawa kawy, własnie popijam kupiona tam kawę. Ciesze się, że poczułas to miejsce Olu, a cmentarz chciałam sfotografować dokładnie, ze szczegółami, własnie się rozpędzałam, kiedy bateria mi się wyczerpała. Dobrze, że Krzyś zrobił kilka fotek. Jakis pan odnawiał nagrobek, podszedł do mnie i opowiadał o cmentarzu, bardzo z niego dumny. Oni się tam nie przejmują słaba znajomościa języka i mówią dużo, sa bardzo mili i przyjacielscy. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za komentarz.

      Reply
  • Wow, przepiękne zdjęcia aż zapragnęłam tam być:)

    Powodzenia na Gali! 🙂

    Reply
    • Maria Kowalewski
      28 marca 2019 at 1:44 PM

      Dziękuję, gala to zabawa, gdzie mi tam do ludzi, którzy mają tysiące obserwatorow na fb. Pozdrawiam.

      Reply
  • Małgo | Kadr pod Wiatr
    28 marca 2019 at 11:18 AM

    Niesamowicie klimatyczne to miasteczko i doskonale rozumiem Twoje zauroczenie tym cmentarzem. Rzadko kiedy można powiedzieć coś takiego o cmentarzu, ale ten (o ironio!) wydaje się nawet w pewien sposób miłym i przytulnym miejscem…

    Reply
    • Maria Kowalewski
      28 marca 2019 at 1:45 PM

      W Ameryce Środkowej i Południowej inaczej podchodzi się do tematu śmierci i cmentarzy, toteż ich wygląd nie jest ponury i taki ostateczny. Mam nadzieję, że kiedyś zobaczę jak świętują, pozdrawiam.

      Reply
  • Agata
    28 marca 2019 at 4:13 PM

    Czytając czułam się, jakbym tam była…

    Reply
    • Maria Kowalewski
      28 marca 2019 at 4:25 PM

      Taki zawsze mam cel, zabrać i pokazać. Jak się udało, to super:))

      Reply
  • stardust
    28 marca 2019 at 6:25 PM

    Niesamowity klimat, cos pieknego. To takie miejsce gdzie chyba czlowiek ma wrazenie, ze zatrzymal sie czas kilka setek lat wczesniej. Cos mi mowi, ze mrowki bym jednak sprobowala:)) bo jakos tak jak jest okazja doswiadczyc czegos nieznanego to raczej korzystam. Rozumiem Twoja powsciagliwosc, bo to nie jest latwe. Jednak ludzie na swiecie jedza rozne rzeczy, ktorych my nie znamy.

    Reply
    • Maria Kowalewski
      28 marca 2019 at 7:27 PM

      Ogromnie się cieszę, że takie samo wrażenie te cuda robią na wszystkich. W Kolumbii jest 17 wsi i miasteczek dziedzictwa narodowego. Wcale nie pokazali najlepszych ujęć a i tak zachwycają https://travelgrafia.co/blog/pueblos-patrimonio-de-colombia/
      Klimat do wytrzymania, bo góry, więc słońce tylko w południe przypieka, a ludzie tacy, że chciałoby się ich mieć za sąsiadów. Nie zdarza mi się często żegnać uściskiem na misia w hotelach i hotelikach. Dzięki Star.

      Reply
  • stardust
    28 marca 2019 at 6:32 PM

    Melduje, ze zaglosowalam z cala przyjemnoscia i zycze abys wygrala, bo naprawde Ci sie nalezy!!!

    Reply
    • Maria Kowalewski
      28 marca 2019 at 7:30 PM

      Dziękuję, prosiłam o głosy, bo jednak głupio tak być na szarym końcu. O wygranej nie ma mowy, nawet w pierwszej dziesiątce mnie nie będzie, nie mam tysięcy obserwatorów. Wtedy już nie głosowanie decyduje tylko komisja, ale i tak fajnie się dzieje. Pozdrawiam serdecznie.

      Reply
  • blogierka
    28 marca 2019 at 11:14 PM

    To ja dziękuję za tą wycieczkę! 😀

    Reply
  • Andrzej
    29 marca 2019 at 8:59 AM

    Cóż, nie będę się rozpisywać. Po prostu magiczne miejsce.

    Reply
  • Małgosia z Akacjowego Bloga
    29 marca 2019 at 3:04 PM

    Przyznam, że bardzo lubię takie nieturystyczne miejsca, a przynajmniej takie, gdzie turystów jest niewielu. Miejsce bardzo autentyczne, urokliwe i klimatyczne. Widać, że na ulicach jest bardzo mało ludzi. Ciekawe atrakcje kulinarne 😀 , rdzenni mieszkańcy, skamieliny, architektura…Bardzo ciekawie piszesz Marylko, zdjęcia piękne, pozdrawiam serdecznie

    Reply
    • Maria Kowalewski
      29 marca 2019 at 4:41 PM

      Podawali pyszne soki i owoce, arepasy a na koniec wyściskali serdecznie. Egzotyczne a jednak tak bardzo swojskie. Dziękuję Małgosiu i również serdecznie pozdrawiam.

      Reply
  • Czarna Skrzynka
    30 marca 2019 at 3:29 PM

    Ależ uczta dla “oczów”! 🙂 Ja zakochany jestem w Teneryfie, szwagra mam z Wenezueli, ale Kolumbia jakoś zawsze mnie… przywołuje do siebie! 🙂 Las fotos… espectaculares!!!

    Reply
    • Maria Kowalewski
      30 marca 2019 at 3:32 PM

      Bardzo bym chciała pojechać do Wenezueli, ale sytuacja w tym kraju chyba nieprędko się uspokoi, jaka szkoda. Byłeś tam może? Szwagier na pewno super, jak wszyscy Latynosi. Kolumbia taka wspaniała, nawet mi się nie śniło jak bardzo.

      Reply
  • Zołza z kitką
    30 marca 2019 at 4:51 PM

    Jakie piękne zdjęcia! Jestem zauroczona!

    Reply
  • Kitty
    1 kwietnia 2019 at 5:04 PM

    Mario, otworzylo mi sie tylko pierwsze gorne zdjecie i az sie zachlysnelam, przepieknie tam, warto bylo tluc sie tyle godzin…Musze popracowac nad tym moim laptomem, jest strasznie kaprysny.

    Kochana, a ja bym te mrowki schrupala ! Wygladaja smakowicie jak boroweczki, a zaloze sie, ze smakuja jak orzeszki. Chrupiace i slonawe – nic dziwnego, ze Kolumbijczycy wsuwaja je az milo 🙂
    Wszystkiego bym chyba sprobowala, przeciez wino pijemy i uwielbiamy, a najlepsze wychodzi, gdy winne grona deptane sa golymi stopami , najlepiej z drobnym grzybkiem :))
    Chlone wszystkie ciekawostki i wszystko co wyszukaliscie, wypatrzyliscie …
    Cudowne te podroze – tego ci juz nikt nie odbierze – nastepna perla do Twojego pamietnika.
    Sciskam goraco i dziekuje

    Reply
    • Maria Kowalewski
      1 kwietnia 2019 at 7:29 PM

      Dziękuję za zachwyty i bardzo się cieszę. Chyba jakimś cudem udało Ci się przeczytać, bo ja od rana walczę, przywracam kopie zapasowe, usuwam motywy i ustawiam wszystko od początku. Po aktualizacji blog nie wyświetlał się na telefonach i wszystko było nie tak. chyba zbliżam się do końca. To nie sezon na mrówki, zamrożone serwowali:) Wyczytałam, że jakiś rolnik ma 30 hektarow pola z mrówczymi kopcami, jak mija pora deszczowa zaczyna się polowanie, nieprawdopodobne. Mądrzy byli rdzenni mieszkańcy, wiedzieli jak sobie dostarczać witamin i minerałów. Do Barichary tłukliśmy się tylko 6 godzin, mieliśmy za każdym razem postoje w fajnych miasteczkach, takich z glownym pięknym placem i katedrą nie gorszą niż w Bogocie. Dziękuję Kitty za wizytę i gorąco pozdrawiam. Lecę ratować mój blog, całe menu zniknęło i instagram.

      Reply
  • Joanna
    2 kwietnia 2019 at 11:07 AM

    Jejku, jak tam pięknie i jakie cudne zdjęcia, ale mrówki nie do przełknięcia 😉

    Reply
    • Maria Kowalewski
      2 kwietnia 2019 at 11:15 AM

      Jak coś się je od dziecka i jest normą, to nawet mrówki do przyjęcia. W Meksyku jedzą chrząszcze. Ja to szanuję, przecież w Polsce kiedyś były popularne flaczki. A miasteczko to bajka:)

      Reply
  • KItty
    2 kwietnia 2019 at 11:33 AM

    Marijo, a teraz nagle weszlam na telefonie i z latwoscia wszystko ogladnelam.
    Miasteczko rzeczywiscie cudne, zatrzymane w czasie , kolory obledne i tak pieknie ze soba zestawione, ze chyba nie daloby sie tego pokolorowac lepiej…
    Moglabym tak sobie siedziec na szczycie tej uliczki i patrzec na horyzont godzinami….
    Popijajac wino albo chiche i zagryzajac mroweczkami 🙂

    Cmentarz tez mi sie bardzo podoba, choc leciutko leciutko traci …kiczem.
    Te lepione kapliczki i ozdobki , przypominaja mi wiejski jarmark i gliniane dzbany lepione reka garncarza.
    Dla nas pelna egzotyka…
    Na moim grobie moglaby stac chyba tylko …waza z woda, bo jak na nim umiescic morze?
    I bezkresna wolna przestrzen, ktora ono dla mnie przedstawia.

    No i Twoje sliczne zdjecie w kapeluszu nad przepascia –
    ono dla mnie jest jakby kwintesencja tej wyprawy. Och , moge sobie tylko pomarzyc i ci pomachac …?
    Moge 🙂

    Reply
    • Maria Kowalewski
      2 kwietnia 2019 at 12:08 PM

      Udało mi się naprawić wszystko, dlatego możesz to zobaczyć na telefonie. Dodam, że kiedyś zajęło mi to miesiąc, wczoraj kilka godzin:) Tak, moż kiczowato wygladają lepione kapliczki, ale tylko patzrąc przez pryzmat europejskiego gustu. Na miejscu wszystko jest takie jak powinno, kolory i figury retoryczne, bo to ich świat, tacy są. Zbudowane z kamienia i ich czerwonej gliny, jak domy i wykończenia. Oczywiście w najciekawszym momencie wyczerpała się bateria w aparacie, nie mam futbolisty i innych ciekawych szczegółów. Jest spójnie, ulice malowane są w tej samej tonacji, bliżej kapicy na kolor morski, gdzie indziej zielenie czy brązy. Myslę, że nie trzeba naczynia z wodą, można wyrzezbic fale:) Ja sama nie wiem już czy bardziej kocham góry czy morze, najlepiej jak wszystko wystepuje razem. Uwielbiam kilometry bezludnych, malowniczych plaż w Karolinie Południowej, chociaż nie ma gór. Barichara jest bardzo dobrze oświetlona wieczorem, ach jak fajnie wyruszyć na kolację zaglądając do licznych sklepików z pamiątkami. Uściski Kitty.

      Reply
  • Słowacystka
    4 kwietnia 2019 at 1:08 PM

    Cudowne i klimatyczne miasteczka jakby żywcem wyjęte z opowiadań Marqueza, bo tak sobie mniej więcej wyobrażam Macondo. Od razu rozmarzyłam się o urlopie, a tu do lata jeszcze daleko… Dobrze, że zawsze moge pooglądać wasze świetne zdjęcia i mieć namiastkę wakacji w komputerze. Dzięki!

    Reply
    • Maria Kowalewski
      4 kwietnia 2019 at 1:41 PM

      Z Marquezem wędrowałam po Cartagenie, ale jego najwazniejsze dzielo jest umiejscowione gdzie indziej. Tak, masz rację Macondo było maleńką wsią, którą trudno sobie wyobrazić, jeśli nie zna się wioseczek Kolubmii. Ja jestem zafacynowana Twoim blogiem, nawet nie mialam pojęcia, że istnieje słowacystyka! Z przyjemnością przeglądam i się uczę. Pozdrawiam.

      Reply
  • Miye's Imaginations
    5 kwietnia 2019 at 9:54 PM

    Intrygujące miejsce, choć mrówek osobiście nie chciałabym spróbować.

    Reply
    • Maria Kowalewski
      5 kwietnia 2019 at 10:10 PM

      Mrówki, to ciekawy akcent przy opisywaniu miasteczka, nie uważasz? Ma to coś, własnego i w dodatku sprzed najazdu Hiszpanów.

      Reply
  • Ewa
    7 kwietnia 2019 at 3:46 PM

    Piękne zdjęcia, a najbardziej chyba podoba mi się, to, że nie ma tam tłumów turystów 🙂

    Reply
    • Maria Kowalewski
      7 kwietnia 2019 at 3:47 PM

      Mnie też się to podobało, normalne, leniwe wiejskie życie:)

      Reply
  • Małgorzata Ostrowska
    8 kwietnia 2019 at 7:39 AM

    Piękne zdjęcia, czytając opisy poczułam ten klimat. Aż chciałoby się pospacerować po tych zakamarkach. Z pewnością każda podróż to wspaniałe wspomnienia dla Ciebie.

    Reply
    • Maria Kowalewski
      8 kwietnia 2019 at 10:27 AM

      Dziękuję, tak, wspomnienia i planowanie kolejnych podróży potrafi poprawić mi zawsze humor.

      Reply
  • Bielecki.es
    8 kwietnia 2019 at 9:54 PM

    Nie ma się co rozpisywać, po prostu fenomenalne miejsce dla fotografa. 😉

    Reply
    • Maria Kowalewski
      8 kwietnia 2019 at 10:47 PM

      Racja, chyba nie widziałam bardziej malowniczego miejsca.

      Reply
  • Ewa
    9 kwietnia 2019 at 5:21 PM

    Pięknie tam.
    Rewelacyjna wyprawa.
    Ładnie wykontrastowane zdjęcia – uwielbiam takie

    Reply
    • Maria Kowalewski
      9 kwietnia 2019 at 7:46 PM

      Taka opcja w aparacie, zdjęcia wygladaja dramatycznie i nie potrzebuja żadnej ingerencji.

      Reply
  • S
    12 kwietnia 2019 at 7:49 AM

    Przepiękne zdjecia. Chętnie bym tam się wybrała bo kocham kulturę latynoamerykanską.

    Reply
  • Ania
    11 maja 2019 at 3:32 PM

    Mario piękne miejsce, pięknie pokazane a zdjęcia są niesamowite 🙂 te uliczki i domeczki to klimat jaki ja lubię 🙂
    Ciekawa sprawa z tymi mrówkami 😉

    Reply
    • Maria Kowalewski
      13 maja 2019 at 10:07 PM

      Mowią, że gdyby nie jedli mrówek, mrówki by zjadły ich i ja w to wierzę. Np. w Georgii są straszną plagą na polach i ogrodach, budują kopce jak krety i bardzo jadowicie gryza. To fire ants, inne, malutkie, niewinnie wyglądające, a wszyscy muszą z nimi walczyć, że nie zamieniły trawników w kupę piachu.
      A Barichara jest cudowna, jak cała Kolumbia, ludzie niespotykanie mili, przyroda oszalamiająca. Pozdrawiam Aniu:)

      Reply

Leave a Reply